wtorek, 24 lutego 2015

Czasem ciężko dokonać wyboru, ciężko zdecydować czego się chce, ile można za to coś poświecić, ile trudów żeby mieć, żeby być. Dziś usłyszałam, że brak decyzji jest również decyzją, brak działania jest decyzją. Bardzo mądra jest ta moja Pani Małosia, bardzo pomaga, inaczej uczy patrzeć. No i pytam się dziś siebie co ja bym chciała?No i marzy mi się ciepła wiosna, kolory, zapachy więc w moim garnku dziś kolorowo, pachnąco, ale i sycąco, bo mimo wiosny w sercu na zewnątrz jednak panują ciągle minusy. Polecam serdecznie.

DSC05584

500 g małych pieczarek

2 litry bulionu

1 czerwona cebula

2 białe cebule

2 pomidory

1 marchewka

1 papryka

kilka plasterków boczku

pół pęczka pietruszki

1 łyżka masła

duża szczypta lubczyku

mała szczypta kozieradki

zioła prowansalskie

sól, pieprz

kluseczki:

1 duże jajko

50 ml wody

50 ml mleka

mąka

sól

 

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, marchewkę obieramy, myjemy i ścieramy na tarce o grubych oczkach, paprykę kroimy w paseczki a potem w kostkę. Na patelni rozgrzewamy łyżkę masła, dodajemy cebulę, marchewkę i paprykę. Mieszamy do zeszklenia się cebulki, potem dodajemy pół szklanki bulionu, przykrywamy i dusimy ok. 10 minut. W tym czasie myjemy pieczarki, kroimy w plasterki a potem w półplasterki. Plastry boczku kroimy na paseczki. Bulion zagotowujemy, dodajemy do niego zawartość patelni i gotujemy na małym ogniu, na patelni rozgrzewamy boczek, dodajemy pieczarki i smażymy aż będą prawie miękkie. Dodajemy pieczarki do garnka, przyprawiamy i gotujemy do miękkości. Doprawiamy przyprawami. W kubku mieszamy jajko, mleko i wodę, dodajemy mąkę, aby otrzymać gęste ciasto jak na naleśniki. Nad garnkiem trzymamy łyżkę cedzakową z dziurkami, wlewamy do niej ciasto by kroplami spływało do zupy. Kluseczki gotujemy ok 2 minut. Pysznie smakuje z pajdą razowego chleba.

 

piątek, 20 lutego 2015

Je się podobno najpierw oczami, jemy z witryn sklepów,  z okładek gazet, z opakowań. Dostałam ostatnio kilka zdjęć, które poruszyły moje zmysły, zupełnie nieoczekiwanie, taki bonusik od życia. I pomyślałam, że aparat fotograficzny to niesamowite narzędzie, utrwala czas, przenosi emocję, wyzwala energię, łapie chwile. Fascynują mnie te czarodziejskie pudełka i czarodzieje, którzy potrafią je ujarzmić. Ja nie umiem, ale bardzo lubię robić zdjęcia, czasem jak tej ślepej kurze jedno na setki wyjdzie, kogoś poruszy, pchnie do działania. Zdjęcie tej potrawy jest takie sobie, za to smak jest naprawdę dobry, czas wykonania krótki - świetne danie na piątkowy obiad. Polecam serdecznie

500 g białej ryby - u mnie dorsz

pęczek dymki

3 szklanki rosołu

150 ml słodkiej śmietanki

1 łyżka łagodnego curry

1 łyżka mąki

1 łyżka masła + 1 łyżka masła

 DSC05432

Rozpoczynamy od pokrojenia dymek: cebulki na kostkę, szczypioru na paseczki, każdą osobno odkładamy. Na patelni roztapiamy masło wrzucamy kosteczki cebulek i szklimy ok. 5 minut, potem cebulkę posypujemy curry i przesmażamy, mieszamy, posypujemy zawartosć patelni mąką i raz jeszcze przesmażamy. Wlewamy rosół i mieszamy by nie zrobiły się grudki, zagotowujemy, następnie rybę kroimy na 3 cm kawałki, które wkładamy do patelni (ryba powinna być rozmrożona, surowa) zmniejszamy ogień pod patelnią, Nakrywamy i na  takim  ogienku  dusimy ok. 15 minut. W tym czasie na drugiej patelni rozgrzewamy drugą łyżkę masła, na której przesmażamy szczypiorek. Sprawdzamy czy ryba się ugotowała,  jeśli  tak to wlewamy na patelnię z sosem śmietankę, gotujemy, dodajemy przesmażony szczypior, gdyby sos był zbyt rzadki trzeba go trochę odparować. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i curry. Najlepiej smakuje z ryżem.

 

 

18:21, babaluca1
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 lutego 2015

U mnie w domu wszyscy lubimy sałatki, zazwyczaj biorę to co znajdę w lodówce + to co jest w kuchennych szafkach mieszam i gotowe. Rzadko zdarza mi się robić sałatkowe dekoracja, z braku czasu, pomysłu czy lenistwa :)   Natomiast kiedy przeglądam rosyjskie fora kulinarne, które uwielbiam, sałatki urastają tam do miana małych dzieł sztuki. Obiecuję więc sobie, że w tym roku popracuje nad estetyką moich sałatek bo jada się najpierw oczami przecież :) Ta sałatka podpatrzona na rosyjskim forum say7 jest naprawdę smaczna a dekoracja robi się zupełnie sama. Robiłam ją już kilkakrotnie i zawsze robiła wrażenie na współbiesiadnikach. Polecam serdecznie.

1duży słoik marynowanych pieczarek

pęczek zielonej pietruszki

3 ugotowane średnie marchewki pokrojone w kostkę

3 ugotowane średnie ziemniaki pokrojone w kostkę

podwójna pierś kurczaka zamarynowana w przyprawie gyros, pokrojona na plasterki i usmażona na 1 łyżce oleju

200 g żółtego sera

3  duże konserwowane ogórki pokrojone w półplasterki

słoik majonezu kieleckiego

 DSC05168

Miskę o prostych ściankach wykładamy  folią spożywczą,  odsączone pieczarki układamy kapeluszami w dół,  sypiemy posiekaną pietruszkę a potem smarujemy majonezem,  dodać ziemniaki, dodać konserwowane ogórki, kurczaka pokrojonego na kosteczki, posmarować majonezem, dodać marchewkę, na nią zetrzeć żółty ser i na koniec warstwa majonezu. Sałatka powinna przez  noc się przegryźć w lodówce, a potem delikatnie odwracamy ją na duży talerz, folią pomagamy sobie tak, by sałatka się dobrze wyjęła. Smacznego.

 

17:36, babaluca1 , sałatki
Link Komentarze (5) »
czwartek, 05 lutego 2015

Ostatnio jestem bardzo szczęśliwa, nie stało się nic nadzwyczajnego, ot kilka rzeczy inaczej ułożyłam sobie w głowie i świat mimo, że nie zmieniło się nic w nim to wydaje mi się zupełnie innym  miejscem - zdecydowanie lepszym i przyjaźniejszym. Dla mnie szczęście ma kolor żółty, dlatego też  jedzenie nie może być  innego koloru. Przygotowanie tego dania nie zajmie Wam zbyt wiele czasu a efekt jest bardzo smaczny. Nie mogę się już doczekać słonecznego lipca i świeżej marchewki  i fasolki w tym daniu, chociaż teraz w środku  zimy smakowało nam naprawdę bardzo.

DSC05364

2  piersi  z kurczaka

1 duża marchewka

1 paczka mrożonej fasolki lub 0,5 kg świeżej

1 szklanka rosołu

100 ml słodkiej śmietanki

pół łyżeczki kurkumy

 łyżeczka przyprawy gyros

 1 łyżka masła i 1 łyżka oleju

Mięso nacieramy przyprawą gyros i odstawiamy,w tym czasie obieramy marchewkę, a potem kroimy ją na paseczki, ja użyłam specjalnej obieraczki.  Fasolkę wrzucamy do wrzątku i gotujemy al dente. Mięso kroimy na kawałki, na  patelni rozgrzewamy łyżkę masła i wrzucamy marchewkę, przesmażamy chwilę żeby zmiękła, potem dodajemy do marchewki olej i wrzucamy mięso. Smażymy 5 minut często mieszając, potem dodajemy rosół, kurkumę i dusimy pod przykryciem ok. 10 minut, potem dodajemy ugotowaną fasolkę i  dusimy razem jeszcze 5 minut. Na  patelnię wlewamy śmietanę, zagotowujemy i doprawiamy do smaku. Pysznie smakuje z ryżem ugotowanym ze szczyptą kurkumy. Polecam serdecznie :)

 

20:54, babaluca1
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 lutego 2015

Dziś mija 101 dni od ostatniego wpisu, wiem, że to długo.Dziękuję za wszystkie e-maile, dobre słowa i zachęty, by pisać dalej, bardzo to ważne dla mnie, że komuś to moje miejsce w necie jest w jakiś sposób potrzebne. Musiałam trochę odpocząć, pomyśleć o sobie, zwolnić tempo, przeczytać parę książek. Kilka rzeczy w sobie poukładać od nowa, świata zmienić nie mogę, ale siebie owszem :)To jak te muffinki, bardzo prosty przepis, który zawsze się udaje, do tego kilka banalnych drobiazgów i nie można się nie uśmiechnąć na ich widok. Ja też jestem takim prostym przepisem, któremu wystarczyło kilka zmian: nowa fryzura, nowe spojrzenie na siebie, przegadanych kilkanaście godzin i nie mogę się nie uśmiechnąć do siebie w lustrze :)

DSC05283

Muffinki przygotowane w całości przez Pyzy, moja rola ograniczyła się do kontroli zważonych produktów oraz  włożenia i wyjęcia blachy z piekarnika. No i polewę też im przygotowałam. Miałyśmy  z tymi muffinkami mnóstwo zabawy, Pyzy wymyślały co by te misie mogły sobie myśleć, stąd też różne miny i spojrzenia. Muffinki przygotowałyśmy na bal karnawałowy, niestety Pyzy złożył jakiś bakcyl i ominęła je zabawa z innymi dziećmi, którym nasze misie bardzo do gustu przypadły.

 

Ciasto muffinkowe z wypróbowanego przeze mnie kilkanaście razy przepisu Atiny-bc http://atinabc.blox.pl/2008/06/Muffinki-marmurkowe.html 

280 g mąki pszennej - używam tortowej 450

1 płaska łyżka proszku do pieczenia

szczypta soli

115 g cukru

1 mały cukier waniliowy - najlepiej domowy z prawdziwą wanilią lub łyżeczka ekstraktu waniliowego

1 szklanka mleka

6 łyżek oleju słonecznikowego

2 jajka

2 łyżki kakao

Nastawiamy piekarnik na 200 st C

Wszystkie suche składniki - oprócz kakao mieszamy w jednej misce, mokre mieszamy w drugiej -  u mnie Pyzy robią to widelcem. Potem do suchych wlewamy mokre i chwilkę mieszamy do połączenia składników. Całość dzielimy na 2 części, do jednej dodajemy kakao i jeszcze raz krótko mieszamy. Foremkę wykładamy papilotkami i wykładamy ciasto jasne a potem ciemne, można je delikatnie przemieszać wykałaczką. Pieczemy ok. 20 minut. Po wystudzeniu dekorujemy.

 

do dekoracji:

100 gorzkiej czekolady

100 ml śmietanki 30%

małe biszkopty

lentilki

białe pastylki bananowe z Biedronki

czekoladowe płatki do mleka - u mnie muszelki

Czekoladę rozpuszczamy ze śmietanką, smarujemy każdą babeczkę i umieszczamy na niej pyszczek misia - biszkopcik. Potem przyklejamy polewą oczy z cukiereczków, źrenicę robimy wykałaczką umoczoną w polewie. Tą samą wykałaczką robimy na biszkopciku mordkę misia, lentilkę smarujemy polewą i przyklejamy w miejscu noska. Najlepiej zrobić minki na  biszkoptach zanim ułoży się je na muffince i to wtedy kiedy polewa jest jeszcze w miarę gorąca, natomiast oczka i noski najlepiej przyklejać bardziej tężejącą polewą. Na końcu wciskamy w miejsce uszek czekoladowe płatki. Cieszą oko i podniebienie :)

DSC05277

 

czwartek, 23 października 2014

Legendarna soczewica, która być może odmieniła losy świata. Gdyby to Ezaw, małomówny myśliwy dostał błogosławieństwo od ojca, należne mu z prawa pierworództwa mogłoby być różnie. Na szczęście Ezaw zgłodniał tak bardzo, że sprzedał swój przywilej bratu i to za co - za miskę soczewicy. Widocznie Jakub musiał być dobrym kucharzem skoro za talerz jego zupy można było oddać prawie wszystko. Raczył się pewnie chłopisko miską soczewicy, kiedy przez 14 lat przyszło mu żyć z kobietą, której nie kochał, zajadał soczewicę gdy myślał o tej, którą spotkał przy studni, gdy zakochał się od pierwszego wrażenia, kiedy dzieci mu się rodziły, jadł kiedy krowy nie chciały dawać mleka, a owce dawały za to  nogę z pastwiska. Nie było mu pewnie łatwo, ale jakoś przeżył te 147 lat, dzieci wyrosły mu w 12 pokoleń izraelskich, zdobył w końcu ukochaną Rachelę i myślę, że nie bez powodu raczył się soczewicą, która zawiera lekkostrawne białko, wapń, żelazo, beta-karoten oraz witaminy B i PP. Korzystnie wpływa na śledzionę, trzustkę i żołądek, wzmacnia aktywność nerek i nadnerczy. Pozytywnie działa również na serce i krążenie, obniża poziom cholesterolu, zapobiega nagłym wzrostom cukru we krwi. Nawet jeśli nie macie takich problemów jak Jakub to i tak warto skorzystać z dobrodziejstw niepozornych pomarańczowych ziarenek. Dziś sycąca, rozgrzewająca zupa - idealna na jesienny, pochmurny dzień. Polecam serdecznie

DSC04808

1 szklanka czerwonej soczewicy

2 marchewki

2 ziemniaki

1 cebula

3 ząbki czosnku

szklanka przecieru pomidorowego

pół łyżeczki curry

pół łyżeczki czerwonej czubrycy

pół łyżeczki czerwonej słodkiej papryki

liść laurowy, 1 ziele angielskie, sól, pieprz

bulion lub kawałeczek mięsa

pół pęczka zielonej pietruszki

kilka plasterków wędzonego boczku

Ważne - solimy dopiero na końcu, żeby soczewica nie stwardniała

Jeśli nie mamy akurat rosołu to do garnka wkładamy kawałek mięsa - u mnie kawałek polędwicy wieprzowej zalewamy zimną wodą, zagotowujemy i odlewamy wodę. Zalewamy raz jeszcze wodą i gotujemy z listkiem i zielem angielskim. Cebulę i czosnek kroimy na drobną kosteczkę, podsmażamy na patelni na 1 łyżce oliwy do zeszklenia, zawartość patelni dodajemy do garnka z mięsem lub bulionem. Warzywa obieramy, kroimy w grubszą kostkę,dodajemy do garnka, potem wrzucamy soczewicę,całość gotujemy na małym ogniu ok. 25 minut. Kiedy i soczewica i ziemniaki są miękkie dodajemy przecier, curry, czubrycę i zagotowujemy. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem. Można zupę podać już w takiej formie - wystarczy jeszcze posypać pokrojoną pietruszką. Ja swoją zupę zblenderowałam, potem plasterki boczku pokroiłam na wąskie paseczki,które przysmażyłam na rumiano na patelni. Tak podana smakuje nam najbardziej, oczywiście z dużą ilością pietruszki

 

środa, 22 października 2014

Pamiętam że kiedyś Polskę odwiedził George W. Bush, przygotowano mu wtedy wystawny posiłek i kucharz relacjonował dania, jakie będą podane prezydentowi, a gdy doszło do pytania czego nie lubi głowa Ameryki kucharz powiedział, że brokułów i nie ma się co temu dziwić. No cóż trudno dyskutować o wyższości kalafiora nad brokułem, tudzież cukinią czy kapustą. Czasem zupełnie z niewiadomych przyczyn coś nie smakuje, ktoś wydaje się być beznadziejny, czasem trudno się przemóc by spróbować, by zagadać, by dać komuś szansę. Czasem trzeba zjeść przynajmniej 4 talerze z zupą, żeby zaczęło smakować albo żeby obrzydło na zawsze. Czasem trzeba wielu dni, żeby "zjeść" te wszystkie osłonki, naskórki i maski które ludzie zakładają, żeby okazało się, że obok nas jest przyjaciel. I aż żal tych wszystkich chwil, w których patrzyliśmy przez pryzmat własnych, a częściej cudzych, zaszczepionych uprzedzeń. No cóż, i do przyjaźni i do dobrej zupy potrzeba jest odrobinę cierpliwości. A najlepiej to zaprosić przyjaciela na zieloną brokułową i mieć dwie przyjemności jednocześnie.
Zupę polecam bardzo, a przyjaźni zachwalać przecież Wam nie muszę.

DSC04771

1 spory brokuł

1 marchewka

1 pietruszka

kawałek selera

100 g serka śmietankowego topionego

kawałek piersi z kurczaka

lubczyk, sól, pieprz, zioła prowansalskie, bazylia, listek laurowy

2 łyżki kaszy manny

Brokuły dzielimy na kawałki i gotujemy w lekko ocukrzonej wodzie - płaska łyżeczka na duży garnek. Warzywa obieramy, myjemy i kroimy na kawałki.

Do drugiego garnka wkładamy pierś z kurczaka, zalewamy zimną wodą, zagotowujemy a potem odlewamy i znów zalewamy wodą, dodajemy, warzywa, listek laurowy i gotujemy do miękkości i warzyw, i mięsa. Z wywaru wyjmujemy mięso, które kroimy w kosteczkę, miękki brokuł wkładamy do wywaru, dodajemy serki topione i blenderujemy. Jeśli lubicie można oszczędzić z miksowania kilka łodyżek brokuła, które potem znów trafią do zupy. Zmiksowaną zupę stawiamy jeszcze na chwilę na ogniu, posypujemy kaszką manną, zagotowujemy i 2 minuty gotujemy, mieszając co chwilę. Do gotowej zupy dodajemy pierś z kurczaka, doprawiamy jeszcze do smaku i podajemy. Pyszna sama lub z kawałkiem chleba lub grzankami.

niedziela, 19 października 2014

Moje średnie dziecię w ubiegłym tygodniu składało ślubowanie i zostało pasowane na ucznia. Było wiele pozytywnych emocji, łez matczynych i ojcowskich ukradkiem ocieranych, wypiętych piersi dumnych rodziców i zupełnie zrelaksowanych dzieciaków, które  bez stresu śpiewały, tańczyły i wyprawiały różne cuda. Był też poczęstunek przygotowany przez rodziców, gdzie stoły uginały się pod dobrodziejstwem wytworzonym przez zapobiegliwe mamy. Jednym z ciast, które zwróciło moją uwagę był biało-czarny przekładaniec z kremem i galaretką. Autorka ciasta, którą pośród tłumu udało mi się z trudem namierzyć głupawym pytaniem " hej czy to może Ty piekłaś to ciasto, nie, a nie wiesz może kto piekł?"  powiedziała mi tylko, że ciasto nazywa się oczy carycy i przepis sobie mogę znaleźć  w necie. Niech żyje solidarność jajników !!! o solidarności matek pierwszoklasistów nie wspomnę. Pewnie wyglądałam na taką co na hasło masz internet mówi, że nie, bo do szkoły dojeżdżałam autobusem, (myśląc że to o internat chodzi). Niech pozory mylą, niewielki wpływ mam na to, co ludzie o mnie myślą, a przepis znalazłam 5 sekund po włączeniu przeglądarki :) . Co ja mówię przepis, przepisy, całe mnóstwo przepisów, ciężko było wybrać ten idealny. Wybrałam najprostszy do zrobienia, ciasto wyszło naprawdę pyszne, w dodatku każdy kawałek jest marmurkowo niepowtarzalny. Bardzo nam smakował, zdecydowanie bardziej od tego w szkole, po którym odbijała mi się kwaśna mina jej autorki. Mam nadzieję, że mój będzie zdecydowanie bardziej lekkostrawny, polecam serdecznie.

DSC04785

 

przepis z tej strony: http://www.wielkiezarcie.com/recipe104194.html

Przepis pomimo skomplikowanego opisu jest naprawdę prosty, nie trzeba piec dwóch placków, trzeba ciut cierpliwości i tyle.

Ciasto jasne:

6 białek

3/4 szkl.cukru

1 cukier waniliowy

1 szkl.mąki ziemniaczanej

1/3 szkl.oleju

1 łyżka octu

Ciasto ciemne:

6 żółtek

1 jajko całe

6 łyzek cukru

4 łyżki mąki 

1 łyżeczka proszku do pieczenia

2 kopiate łyżki kakao

1/3 szkl.oleju

Krem:

3 szkl.mleka

2 budynie waniliowe + kawałek wanilii

3/4 szkl.cukru

1 kostka masła 

2 żółtka

Dodatkowo:

paczka biszkoptów

3 galaretki (zielona,czerwona,żółta)

Polewa czekoladowa, posiekane orzechy

mocna kawa z ekspresu do nasączania biszkoptów i ciemnego ciasta

 

Ciasto ciemne:

Oddzielamy żółtka od białek, do żółtek dodajemy cukier i miksujemy do uzyskania jasnej puszystej masy, potem dodajemy przesiane sypkie produkty, mieszamy na wolnych obrotach, potem dodajemy olej i jeszcze raz chwilkę miksujemy. Ciasto na chwilę zostawiamy w misce, w której go przygotowaliśmy. I zabieramy się za ciasto jasne.

Ciasto jasne:

Białka ubijamy na sztywną pianę,dodajemy cukier,cukier waniliowy,mąkę,olej i ocet.Delikatnie mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Formę do pieczenia - standardową wykładamy papierem do pieczenia a potem wykładamy część ciasta ciemnego, część jasnego - robiąc takie plamy. Potem widelcem mieszamy wszystko ze sobą. Pieczemy ok. 30 minut. Wystudzone kroimy na 2 części.

Krem:

Żółtka ucieramy z cukrem. W 1 szklance mleka mieszamy budyń, potem dodajemy go do masy żółtkowej. Pozostałe mleko zagotowujemy. I przygotowujemy klasyczny budyń wlewając masę zółtkowo-budyniową na gotujące mleko.Ugotowany budyń przykrywamy folią spożywczą, żeby nie zrobił się kożuch.Po ostudzeniu budyń dodajemy po łyżce do utartego masła (ważne, żeby i budyń i masło miały tę samą temperaturę.

Każdą galaretkę rozpuszczamy w 1 szkl.wody, kiedy zaczynają tężeć już zupełnie zaczynamy składanie ciasta. Blat z większą ilością ciasta ciemnego nasączamy mocnym wywarem z kawy, dajemy na niego 1/3 masy budyniowej, na nią układamy nasączone przez chwilkę w kawie biszkopty, później pomiędzy nie wkładamy zastygającą galaretkę. Wkładamy tak przygotowane ciasto na 10 minut do lodówki, żeby zastygła galaretka. Wyciągamy i na galaretki kładziemy kolejną 1/3 masy budyniowej. Przykrywamy drugim blatem, który smarujemy pozostałą masą. Wyrównujemy i polewamy ulubioną polewą czekoladową. Wierzch dekorujemy orzechami włoskimi. Najlepiej schłodzić go kilka godzin by wszystko ładnie się połączyło. Smakuje naprawdę bardzo dobrze.

 

 

19:51, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 października 2014

Wczoraj wieczorem przeglądałam moje ulubione blogi i kiedy na Fabryce Kulinarnych Inspiracji zobaczyłam ten chleb doznałam nagłego uczucia ssania w żołądku i poczucia, że tego chleba muszę koniecznie spróbować. Na szczęście, że było dopiero po 22 więc szybciutko zaczyniłam podmłodę a rano przyszła kolej na ciasto.Niestety nie mam koszyków rozrostowych i do rośnięcia chleba użyłam dużej miski bambusowej na owoce. Ponieważ ciasto zrobiłam z podwójnej porcji a misa jest naprawdę słusznych rozmiarów byłam przekonana, iż spokojnie chleb wyrośnie. Niestety już po pierwszych 40 minutach chlebek zaczął intensywnie pracować nad swoją masą że miska okazała się miejscem cokolwiek przyciasnym, przykrótkim i w ogóle nie było to miejsce na miarę naszych potrzeb - jak powiedziałby pewien "klasyk". Ciasto zostało więc w trybie natychmiastowym przeniesione na blachę z piekarnika, którą opanowało równie szybko jak misę. Na domiar złego piekarnik jakoś wyjątkowo długo osiągał szczyt swoich możliwości i ciasto rosło i rosło i rosło. Procederu tego nie zaprzestało bynajmniej w piekarniku, gdzie wystrzeliło efektownie w górę. Chleb wzbudzał zachwyt już w piekarniku u wszystkich,którzy zajrzeli do kuchni. Pyzy o chwila wpadały z pytaniem czy już go wyciągam bo on na pewno już jest dobry, bo gdyby nie był dobry nie pachniałby tak wspaniale. Ledwo wyciągnięty z piekarnika został otoczony przez dzieci, które nagle stwierdziły że są takie głodne, takie głodne, że tylko ten chleb może je nakarmić. Pokroiliśmy go jeszcze ciepłego chcąc uniknąć większych rozruchów w naszym domu :)

Pyziątko pozowało do zdjęcia z trudem trzymając cały bochen w łapkach. A mnie durnej łzy wzruszenia się od tego widoku malucha trzymającego mój chleb się zakręciły.

Przepis z cudownego blogu http://fabrykakulinarnychinspiracji.blogspot.com/. Dzięki wielkie Łucja za jego opublikowanie.

DSC04732

Podmłoda

250 g mąki żytniej chlebowej

250 g letniej wody

12 g świeżych drożdży

W ciepłej wodzie rozrabiamy drożdże, dodajemy mąkę, mieszamy i przykrywamy folią spożywczą. Odkładamy w ciepłe miejsce na 6-8 godzin - u mnie trwało to 10 godzin a ciasto rosło pod kaloryferem.

Ciasto właściwe:

cała podmłoda

250 g mąki pszennej typ 550

8 g soli

30 g mleka w proszku

15 g smalcu roztopionego

mąka ziemniaczana do wysypania koszyka

 

Przesiewamy mąkę do miski, dodajemy całą podmłodę, sól rozpuszczoną w wodzie, mleko w proszku i wyrabiamy. Mnie uzyskanie ciasta odchodzącego od ręki zajęło 15 minut. Potem dodajemy smalec i całość wyrabiamy jakieś 5 minut. Miskę przykrywamy i dajemy ciastu odpocząć jakieś pół godziny - mnie ten czas na odpoczynek przydał się równie bardzo jak ciastu. Następnie ciasto formujemy w okrągły bochenek i przekładamy do koszyka rozrostowego obficie posypanego mąką ziemniaczaną. Ciasto powinno rosnąć ok. 1,5 godziny. Na pół godziny przed czasem wkładamy do piekarnika naczynie żaroodporne napełnione wodą i rozgrzewamy go do 250 st C.

 Przekładamy delikatnie ciasto chlebowe na blachę i wkładamy je do piekarnika. Zmniejszamy temperaturę do 220 st. C,  pieczemy kolejne 5 minut, a potem wyjmujemy naczynie z wodą, zmniejszamy temperaturę do 200  st. C i pieczemy jakiejś 30-35 minut. Ponieważ mój bochen był naprawdę potężny piekłam go dla pewności 40 minut. Wyjmujemy i odparowujemy na kratce. Najlepiej jeść jak już całkiem wystygnie, nam się to nie udało. Chleb ma cudownie chrupiącą skórkę i miękki delikatny miąższ - bardzo nam posmakował. Młody stwierdził, że będziemy go jeść do połowy tygodnia. O godzinie 21 została go tylko 1/3 - trudno będzie nią obskoczyć do środy :)

Polecam bardzo, bardzo serdecznie

 

22:15, babaluca1 , pieczywo
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 października 2014

Jesień przychodzi zawsze jakoś tak nieoczekiwanie, zawsze jakoś za wcześnie, za szybko ale w tym roku jest wyjątkowo urokliwa. Połowa października jest jeszcze strojna w kolory, w złote liście, w nitki babiego lata, którymi podróżują pajęcze dzieci. W takich okolicznościach przyrody świetnie smakuje bardzo szybkie w przygotowaniu ciasto marchewkowe w kolorach jesieni. W moim jest sporo orzechów, żurawiny. Całość fajnie spina smak piernika. Ciasto jest puszyste, ale lekko wilgotne. Polecam serdecznie

DSC04722

4 jajka

1 szkl. cukru białego

1/3 szk. cukru     brązowego

2 szkl. mąki

175 g roztopionego masła

2 ubite szklanki marchewki startej na tarce o małych oczkach

½ szkl. orzechów włoskich grubo posiekanych

1/3 szkl. żurawiny suszonej

2 łyżeczki przyprawy do piernika lub cynamonu

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody – płaska

szczypta soli

 

Jajka ubić na puszystą masę z cukrem – ok. 10 minut, potem zmniejszyć obroty miksera i dodać marchewkę, potem wszystkie sypkie produkty, roztopione i wychłodzone masło, a na końcu orzechy i żurawinę. Wszystko dobrze wymieszać, przelać do foremki wyłożonej papierem i piec w 190 st. C ok. 50 minut. Można polać polewą czekoladową lub posypać cukrem pudrem

21:30, babaluca1 , ciasta
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u