poniedziałek, 23 grudnia 2013

Kolory tej sałatki nieodparcie kojarzą mi się z Bożym narodzeniem, czerwień buraków jak płaszcz Mikołaja, zieleń ogórków i groszków niby zieleń choinki, no i grzyby - nieodłącznie związane z Wigilią Całość otula nie majonez ale olej rzepakowy który jest naturalnym źródłem kwasów omega - 3 i dlatego w warzywnych sałatkach jest niezastąpiony. Polecam serdecznie

sałatka

na dużą porcję:

2 czerwone ugotowane buraki

3 ziemniaki ugotowane w mundurkach

1 puszka groszku zielonego

5 korniszonków

słoik grzybów marynowanych - mogą być pieczarki

jeden por

1/3 szklanki oleju rzepakowego

1 łyżka soku z cytryny

zioła prowansalskie

Wszystkie warzywa pokroić w kostkę, grzyby i pora w plasterki. Wrzucić do miski, wymieszać olej rzepakowy z sokiem z cytryny i zalać sałatkę, jeszcze raz wymieszać i odstawić do przegryzienia się - najlepiej na noc.

sałatka

niedziela, 22 grudnia 2013

W tym roku postanowiłam trochę "uzdrowić" pierniczki na świąteczny stół, jemy ich całą masę więc dobrze by miały w sobie trochę dobroczynności. Do zrobienia tych pierniczków użyłam mąki orkiszowej z najzdrowszych dla naszych organizmów ziaren pszenicy, żeby było już tak super zdrowo mąka jest pełnoziarnista, natomiast część margaryny zastąpiłam zdrowym olejem rzepakowym, który jest naturalnym źródłem kwasów omega - 3 i dlatego w  zdrowych pierniczkach nie mogło go zabraknąć.  Pierniczki są bardzo smaczne, po jednym dniu w towarzystwie jabłek robią się miękkie i aromatyczne. Z tego przepisu wyszło nam ok. 150 sztuk.

Polecam serdecznie na wigilijne i świąteczne stoły.

pierniki

3 szklanki mąki pszennej

3 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej

15 dkg margaryny

3/4 szklanki oleju rzepakowego

5 dużych jaj

szklanka miodu

1/2 szklanki cukru białego

 

 

1/2 szklanki cukru trzcinowego

1/2 szklanki wrzącej wody

1/3 szklanki gęstej śmietany - 18%

3 łyżki przyprawy do piernika

po dwie łyżeczki amoniaku i sody oczyszczonej

1 jajko + 2 łyżki mleka do glazurowania pierniczków przed pieczeniem

 

Pierniczki przygotowujemy klasycznie: biały cukier wrzucamy do garnka o grubym dnie i na małym ogniu go karmelizujemy - nie wolno mieszać. Kiedy cukier nabierze pięknej bursztynowej barwy i zacznie pachnieć bardzo ostrożnie wlewamy wrzącą wodę - uwaga na ręce bo pryska. Karmel ma to do siebie, że będzie się wściekał, pienił, pluł aż wreszcie pogodzi się z wodą i zacznie się ładnie rozpuszczać - prawie jak klasyczny dwulatek :) Kiedy karmel się rozpuści dodajemy do niego margarynę, miód i przyprawy, mieszamy co jakiś czas, żeby ładnie się wszystko rozpuściło - odstawiamy do wystudzenia - najlepiej na balkon bo po 15 minutach zawartość garnka powinna być ciepła. Do miski obrotowej miksera wbijamy całe jajka, dodajemy brązowy cukier i całość na najwyższych obrotach ubijamy ok. 15 minut - masa powinna być puszysta. W tym czasie na stolnicę przesiewamy obie mąki, dodajemy sodę i amoniak,Wlewamy zawartość garnka z miodem i karmelem, dodajemy olej rzepakowy i śmietanę. Dużą łyżką łączymy składniki, potem delikatnie wlewamy masę jajeczną. Łączymy całośc w jednolite ciasto - mąki można podsypać max pół szklanki. Ciasto wkładamy do szklanej lub kamionkowej misy i odkładamy na minimum 12 godzin. Wypoczęte ciasto powinno się dobrze wałkować, mąki staramy się podsypywać minimalnie. Wałkujemy na grubość ok. 4-5 mm, wykładamy na blachy wyłożone papierem do pieczenia, smarujemy rozkłóconym jajkiem z mlekiem. Pieczemy w 180 st. C ok. 10-12 minut. Bardzo smakowały dzieciom. Nam zresztą też :)

 pierniki

czwartek, 19 grudnia 2013

Moje dziecko miało wigilię składkową w przedszkolu. Uznałam, że decydujący głos w sprawie wyboru ciasta lub ciasteczek będzie miała córka - w końcu chodzi o to, żeby to co się przyniesie zniknęło w brzuszkach a nie w koszu. Dziecko chciało muffinki - najlepiej czekoladowe. Przygotowałam babeczki o smaku czekolady  i z nutą piernika, z polewą czekoladową i cukrową śnieżynką. Dzieciom bardzo smakowały. Myślę, że jeśli w czasie przedświątecznym jesteście bardzo zabiegani a marzy się Wam domowe ciasto to przepis jest dla Was. Babeczki są trochę inne niż muffinki - mocno puszyste, wilgotne. Na drugi dzień smakowały jeszcze bardziej - polecam serdecznie.

 muffinki

400 g mąki tortowej

2 jajka

2,5 łyżki kakao

100 ml oleju - u mnie kujawski

3,5 łyżki dżemu - u mnie domowy z czarnego bzu ale może być z czarnej porzeczki lub powidła

150 g cukru pudru

300 ml mleka

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 płaska łyżeczka sody

1 łyżeczka przyprawy do piernika

 

Wszystkie składniki ciasta wrzucamy do miski i miksujemy na wysokich obrotach ok. 3 minut. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180 st. C. Formę do mufinek wykładamy papilotkami albo smarujemy tłuszczem i wysypujemy bułką tartą. Do przygotowanych foremek wlewamy ciasto. Pieczemy ok. 25 minut.

Po wystudzeniu przygotowujemy polewę:

100 g gorzkiej czekolady kruszymy i wrzucamy do garnka, dodajemy 100 ml słodkiej śmietanki 30% i mieszając podgrzewamy, kiedy całość ładnie się połączy - nie powinna się zagotować - zdejmujemy ją z ognia i smarujemy pędzelkiem babeczki. Można udekorować lukrem.

środa, 18 grudnia 2013

Mam wyrzuty sumienia, że zaniedbałam w grudniu blog zupełnie, leży biedaczysko odłogiem, między przepisami już kłębki kurzu się zbierają a ja oczywiście mam całą listę usprawiedliwień tego stanu:

- bo się przewróciłam na lodzie i potłukłam okrutnie,

- bo w związku z powyższym ręka moja prawa przyjęła odcienie od głębokiej zieleni po urokliwy kobaltowy

- bo w pracy jak zawsze w grudniu sprawozdania, podsumowania i generalnie nie wiadomo w co pierwsze ręce włożyć,

- bo idą święta i dom trzeba jakoś ogarnąć,

- bo pierniki trzeba polukrować, poprzekładać,

- bo dzieci drą się, jedno bo za dużo lekcji ma zadane a drugie, że za mało z nim pracuję bo ono przecież idzie do pierwszej klasy a trzecie próbuje wszystkich i wszystko przekrzyczeć

Tylko koty patrzą na mnie trochę z politowaniem co się tak miotam, przecież wszystko zdąży się zrobić tylko trzeba się porządnie wyspać pod kaloryferem.Koci świat jest pełen czasu na wszystko.

No to biorę kubek kawy do ręki, kota na kolana i zaczynam czytać. Mam miejsca w internecie, które odwiedzam dla przepisów, inne dla zdjęć a jeszcze inne dla cudnych historii pisanych przez ich właścicieli. Jednym z blogów, które łączą to wszystko jest white plate. Cudowne miejsce, cudowne przepisy i niezwykłe zdjęcia. Czytam sobie o kulebiaku, czytam i myślę, że jedna z rzeczy które nie jadam pod żadną postacią jest kasza gryczana, a tu Liska kusi nadzieniem gryczano-grzybowym. Myślę, raz kozie śmierć - zrobię, najwyżej nie zjemy bo nikt w rodzinie za TĄ kaszą nie przepada. Zrobiłam, zjedli wszyscy, nawet kilku gości się trafiło. Wszystkim smakowało bardzo. Dziś już wiem, że lubię kaszę gryczaną ale musi być doprawiona, musi mieć odpowiednie towarzystwo - wtedy smakuje nieziemsko. Polecam serdecznie.

przepis Liski z moimi maleńkimi zmianami http://whiteplate.blogspot.com/2008/01/kulebiak.html

kulebiak

Ciasto:
250 ml mleka
500 g mąki
30 g drożdży świeżych lub 1 torebka (7g) drożdży suszonych instant dr Oetkera
10 g cukru
3 żółtka
60 gram masła

Na nadzienie:
100 g kaszy gryczanej
300 g pieczarek
duża cebula
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
3 łyżki oleju do smażenia
1 jajko

2 duże łyżki drobno pokrojonej zielonej pietruszki, duża szczypta korzenia lubczyku



Ciasto:
Z przygotowanego mleka odlewamy 4 łyżki w których rozkruszamy drożdże, dodajemy łyżeczkę cukru i zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia - jeśli mamy drożdże suszone pomijamy ten etap. W tym czasie zagotowujemy mleko. Wrzącym zalewamy mąkę i mieszamy całość - ja mikserem. Powstałe kluchy bardzo ładnie się połączyły. Kiedy mąka nieco ostygnie - nie może być gorąca dodajemy pozostałe składniki. Ja na początku wymieszałam wszystko mikserem a potem wyrobiłam ciasto ręką, mimo że na początku było trochę kleiste i dość zbite potem bardzo zmiękło. Przykrywamy je ręcznikiem kuchennym i odstawiamy do wyrośnięcia na 30 minut.
W tym czasie przygotowujemy nadzienie.


Nadzienie:
Gotujemy kaszę gryczaną, pieczarki i cebulę kroimy w plasterki i dusimy na oleju. Potem łączymy je z kaszą, dodajemy pietruszkę, przyprawy Kiedy przestygnie, dodajemy jajko i mieszamy by całość ładnie się połączyła.

Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę i rozwałkowujemy na prostokąt. Im cieńszy, tym lepiej. Powinien mieć ok 0,5 cm grubości.Ciasto jest bardzo plastyczne i daje się ładnie wałkować. Rozkładamy na nim nadzienie i zwijamy jak strudel - zwijamy od dłuższego brzegu, ale niezbyt ciasno, by ciasto mogło jeszcze urosnąć. Ja swoje nie zawijałam w papier do pieczenia. Ułożyłam je w formie do tarty koliście łącząc w okrąg. Potem ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 30 minut. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 200 st. C. Ja swój kulebiak piekłam ok. 30 minut, ponieważ zaczął się troszkę przyrumieniać od wierzchu przykryłam go papierem do pieczenia. Jedliśmy  go na gorąco z czerwonym barszczem, krojony w plastry smakował wyjątkowo - myślę, że może być ozdobą wigilijnych stołów.

kulebiak




Ja mój kulebiaczek ozdobiłam wykrojonymi z ciasta świątecznymi motywami.

kulebiak

poniedziałek, 09 grudnia 2013

Bardzo lubię robić ten rodzaj pierniczków - z ciasta formuje się kulki, które potem zamieniają się w apetycznie pachnące kopczyki. Nie ma całej zabawy z foremkami, z wycinaniem i precyzyjnym lukrowaniem. W przypadku tych pierniczków lukrowanie również przebiega w sposób hurtowy - Młody ochrzcił to mianem betoniarki. Nazwa pasuje idealnie - zachęcam do wypróbowania i pierniczków i sposobu ich lukrowania.

pierniki 

Lukier cytrynowy:

1 szklanka cukru pudru

4-5 łyżek soku z cytryny

 

Pierniczki:

200 g kwaśnej śmietany

2 szklanki mąki pszennej

50 g masła roślinnego

0,5 szklanki cukru pudru

1 łyżeczka sody oczyszczonej

2 łyżki miodu

szczypta soli

1 duże jajko

łyżka przyprawy do piernika

1 łyżka kakao

 

W garnku roztapiamy masło z miodem, dodajemy przyprawy do piernika i 3-4 łyżki mąki. Energicznie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Odstawiamy do wystudzenia. (najlepiej masy nie rozgrzewać za bardzo bo dłużej stygnie)

Na stolnicy przesiewamy mąkę, dodajemy sodę, sól, kakao, mieszamy, potem dodajemy jajko, śmietanę i masę maślano-miodową. Całość zagniatamy w jednolite ciasto. Dzielimy je na kawałki wielkości orzecha włoskiego, układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w odstępach bo trochę rosną. Pieczemy w 180 st. C. ok. 15 minut.

 pierniki

Kiedy wystygną zabieramy się do lukrowania.

Żeby sporządzić lukier ucieramy cukier puder z sokiem z cytryny na jednolitą masę - ja robię to metalową rózgą ok. 3 minut. Lukier powinien być płynny. Do pojemnika wkładamy pierniki i polewamy kilkoma łyżeczkami lukru. Zamykamy pokrywkę pojemnika i energicznie nim potrząsamy - lukier powinien ładnie otulić pierniczki. Ustawiamy je potem na kratce do wyschnięcia i gotowe.

Pierniczki początkowo są bardzo twarde ale po kilku dniach miękną i super smakują.

pierniki

ponieważ zostało mi odrobinę lukru polałam pierniczki jego cienką strużką



niedziela, 08 grudnia 2013

Pisałam Wam kiedyś o mojej manii czytania. W czasach komuny ciężko było o książki z przepisami. Pamiętam że kiedyś byłam z mamą u lekarza w Kielcach - byłam niesamowicie chorowitym dzieckiem i mama chcąc jakoś zająć mi czas oczekiwania u lekarza wstąpiła przed wizytą w przychodni do księgarni - wybrałam sobie książkę domowe ciasta i ciasteczka - do dziś pamiętam zdziwione oczy sprzedawczyni :) Jednak książką o której marzyłam była "Kuchnia Polska" opasłe tomisko, którego właścicielem była przyjaciółka mojej mamy - czasem jej pożyczała, żeby spisać jakiś przepis - głównie w zimę, kiedy wieczory były długie i czasu sporo. Pamiętam tytuły niektórych przepisów - do dziś wyobrażam sobie jak musi smakować tort z masą grylażową (kiedyś go zrobię). Z Kuchni Polskiej pochodzi również przepis na te pierniczki - smak zapamiętany z dzieciństwa - bardzo miodowe, o jasnym cieście i kruchym wnętrzu. Co roku obowiązkowy punkt piernikowego maratonu. Wychodzi ich dużo, bardzo dużo.Polecam serdecznie.

 pierniki

1 kg mąki pszennej tortowej

40 dkg miodu

40 dkg cukru pudru

1 margaryna - u mnie Kasia

2 duże jajka

1 płaska łyżka sody

3-4 łyżki przyprawy do piernika - najlepsza domowa

 

Jeśli mamy miód skrystalizowany  należy go najpierw rozpuścić, ja dodaję zawsze do niego przyprawę korzenną i cukier puder. Mąkę przesiewamy na stolnicę, dodajemy jajka, margarynę, jajka i ciepły miód z cukrem i mieszamy, aż ciasto będzie gładkie, jeśli się lepi można podsypać trochę mąki. Teoretycznie pierniczki można wykrajać od razu - ja jednak odkładam ciasto przynajmniej na 2 godziny albo na całą noc - zdecydowanie przyjemniej się z nim pracuje - nie trzeba tak podsypywać mąką. Wałkujemy ciasto na grubość 3-4 mm. Pieczemy ok. 10-12 minut w 180 st. C. Powinny mieć ładny miodowy kolor. Zamknięte w pudełku można bardzo długo przechowywać. Jeśli natomiast nie będziemy ich szczelnie zamykać to w atmosferze pokojowej po trzech dniach są idealne. U mnie dziś lukrowane przez dzieci. W tygodniu niektóre dostaną jeszcze czekoladowe płaszczyki.

 

pierniki

 



czwartek, 05 grudnia 2013

 

Kliknij i wysłuchaj rekolekcji

 

Adwent to nie tylko czas pierniczenia, czas sprzątania, gotowania i słuchania świątecznych piosenek, o bieganiu po sklepach w poszukiwaniu prezentów nie wspomnę. Dla mnie adwent jest czasem niezwykłym. To właśnie w adwencie 13 lat temu w klasztorze ojców Dominikanów w Krakowie moje życie zmieniło bieg, nabrało sensu, to w Adwencie poznałam kogoś kto kocha mnie najbardziej na świecie i wbrew pozorom to nie jest Młody (chociaż jego poznałam dokładnie 4 dni po moim nawróceniu) tym kimś jest Jezus i w Adwencie oprócz przygotowania stołu i domu staram się przygotować też moje serce na jego przyjście. Różnie mi to wychodzi dlatego sięgam po pomoc. Polecam Wam rekolekcje prowadzone przez jednego z moich ulubionych dominikanów o. Adama Szustaka i Roberta "Litzy" Friedricha. Nie sposób przejść obok nich obojętnie. Tutaj link do rekolekcji internetowych, nie trzeba nawet wychodzić z domuhttp://gloria24.pl/internetowe-rekolekcje-wilki-dwa-szustak-friedrich-czesc-1



15:11, babaluca1
Link Komentarze (5) »
wtorek, 03 grudnia 2013

Mam manię czytania, znam regulaminy przewozu podróżnych w autobusach, tramwajach, zasady korzystania z przystanków itd. Bardzo trudno mi się oprzeć słowu drukowanemu - nie wiem czemu tak jest - mam to od dziecka :) w ubiegłym tygodniu przeżyłam małe zdziwienie, kiedy Pan Listonosz wręczył mi numer FAKTU - nie jestem jego prenumeratorką ani czytelniczką. Pan ze stoickim spokojem wyjaśnił mi, że to jakaś promocja i musi wszystkim rozdawać. No to się nie będę z chłopem dochodzić - wzięłam i zaczęłam kartkować. Szybko, bo już dzieci domagały się mojego natychmiastowego wzięcia udziału w kolejnej szalonej zabawie. I już miałam gazetę odłożyć na makulaturę, kiedy zobaczyłam na stronie dziesiątej pojedynek na pieczenie. Magda Gessler kontra Ewa Wachowicz. Bardzo lubię pieczone mięsa, mało z nimi roboty a efekt pyszny. Na pierwszy ogień wybrałam karkówkę Ewy Wachowicz. Jeśli nie macie ochoty na długie przesiadywanie w kuchni to ten przepis jest dla Was. Sprawdziłam z zegarkiem w ręku - w kuchni byłam 10 minut + 2 minuty dzień wcześniej na zamarynowanie mięsa. Efekt był naprawdę wart poświęcenia tych 12 minut z życia - mięso jest bardzo miękkie, smak kolendry bardzo ciekawie współgra z słodko-kwaśną pierzynką. Młody powiedział, że to jedno z lepszych dań, które ugotowałam. Nawet dla Lilii nie zostały resztki - co nam się prawie wcale nie zdarza. Myślę, że to świetna propozycja na świąteczny obiad - mało pracy a efekt gwarantowany. Polecam serdecznie.

karkówka

1,5 kg karkówki

80 dkg kapusty kiszonej

1 puszka ananasa

sporo kolendry

1/2 łyżki smalcu

sól, pieprz

 

Mięso dokładnie myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym a potem nacieramy solą, pieprzem młotkowanym - u mnie kolorowy i kolendrą. Potem wstawiamy do lodówki przynajmniej na 2 godziny -  ja trzymałam mięso ok. 15 godzin. Rozgrzewamy patelnię, kładziemy na nią smalec i obsmażamy mięso z każdej ze stron. Przygotowujemy w między czasie naczynie żaroodporne i ananasy, które kroimy na kawałki - sok zachowujemy. Obsmażoną karkówkę przekładamy do naczynia. Kwaśną kapustę dokładnie odciskamy z soku - ja swoją delikatnie przepłukałam wodą bo była wściekle kwaśna. KApustę można trochę posiekać ale ja lubię długie nitki więc tego nie zrobiłam, obkładamy nią karkówkę, potem na kapuście układamy pokrojone kawałki ananasa i całość zalewamy sokiem z puszki. Przykrywamy i pieczemy w 180 st. C ok 2 godzin. U mnie karkówka była w towarzystwie ziemniaczków i pierzynki kapuściano-ananasowej. Smakowało razem wyśmienicie.

karkówka

niedziela, 01 grudnia 2013

Na blogu już jest jedno ciasto "niebiańskie" - chałwowe tym razem w niebie znajdziemy się przy pomocy masy orzechowo-maślanej połączonej ze smakiem kwaskowych jabłek i kruchego ciasta. Mimo, że znacznie zmniejszyłam ilość cukru w stosunku do pierwotnego przepisu to i tak jest słodkie. Jego niewątpliwą zaletą jest fakt, iż przygotowujemy go dużo wcześniej - ja zrobiłam go w piątek i faktycznie po 24 godzinach leżakowania w lodówce smakowało nam bardzo. Idealne z kubkiem gorzkiej kawy z mlekiem. Polecam serdecznie.

Przepis pochodzi z blogu, w którym ostatnio się zachwycam (z kilkoma moimi zmianami): addio pomidory - zajrzyjcie tam koniecznie, a oto link do przepisu: http://addiopomidory.blogspot.com/2010/12/o-tym-placku-wspomniaa-mi-kiedys-beata.html

ciasto orzechowo-jabłkowe

Ciasto:

200 g mąki pszennej
200 g masła
½ szkl. cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 żółtka

Na masę jabłkową:
750 g kwaśnych jabłek
1/2 szklanki cukru
2 łyżeczki soku z cytryny
1 płaska łyżeczka cynamonu
1 galaretka - u mnie agrestowa

Na masę orzechową:
250 g orzechów włoskich do zmielenia plus około 20 ładnych połówek do dekoracji
1 szkl. wrzącego mleka
250 g bardzo miękkiego masła – pamiętajmy, aby wyjąć je wcześniej z lodówki
100 g  cukru pudru

Polewa - przygotowałam ją z 1,5 porcji
7 łyżeczek wody
7 czubatych łyżeczek cukru
65 g masła
2 duże łyżki prawdziwego kakao

 

Rozpoczynamy od zrobienia ciasta - ja tradycyjnie wrzucam wszystkie składniki do malaksera, odkładam na chwilę do lodówki (20 minut) potem dzielimy ciasto na dwie części, wałkujemy i przekładamy do foremek wyłożonych papierem do pieczenia. Jeśli nie macie malaksera to zagniatacie ciasto klasycznie na stolnicy pamiętając, że ciasto kruche nie lubi ciepła więc najlepiej posiekać masło z mąką nożem.

Ja użyłam standardowych form do pieczenia, ciasto pieczemy 15 minut w 170 st. C. Odkładamy do wystudzenia.

W tym czasie mielimy orzechy, które potem sparzamy wrzącym mlekiem i odstawiamy do wystudzenia. Wyciągamy też masło z lodówki i kładziemy obok miseczki z orzechami - tak, by nabrały tej samej temperatury.

Jabłka obieramy, ścieramy na tarce o grubych oczkach - ja lubię kiedy czuć wiórka jabłkowe w masie. Wkładamy do garnka, dolewamy 3 łyżki wody zasypujemy cukrem i stawiamy na małym ogniu - przez pierwsze 10 minut nie ruszamy zawartości garnka, później mieszamy i sprawdzamy jaką osiągnęło konsystencję. Jeśli lubicie żeby jabłka miały konsystencję aksamitnego musu dusimy je dłużej - ja lubię jabłka al dente więc duszę je ok. 15 minut. Potem do gorącej masy wsypujemy galaretkę, mieszamy dokładnie i odstawiamy na 10 minut Na jedną blaszkę ciasta kruchego wykładamy masę jabłkową, wyrównujemy powierzchnię łyżką i ostrożnie kładziemy na niej drugie ciasto kruche - moje się niestety połamało - jest bardzo, bardzo kruche. Ale ułożyłam je jak puzzle na warstwie jabłek i potem przy krojeniu nie było z tym żadnych problemów. Kiedy orzechy już wystygną , bierzemy masło i ucieramy je z cukrem na puch, potem po jednej łyżce dodajemy masę orzechową. Gotową masę orzechową wykładamy na ciasto kruche. Potem zabieramy się za przygotowanie polewy czekoladowej. Do garnka wlewamy wodę, dosypujemy cukier i mieszamy do rozpuszczenia, potem dodajemy masło i kakao i mieszamy do połączenia wszystkich składników.  Gorącą masę rozsmarowujemy na cieście. Odkładamy je do lodówki na przynajmniej 12 godzin.

ciasto orzechowo-jabłkowe



15:54, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (9) »
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u