środa, 19 marca 2014

Pyszny tort, który nie wymaga dużego nakładu czasu. Delikatna masa z kremówki i mascarpone miesza się ze smakiem kawy i mielonej czekolady z nutką wiśniówki. I do tego delikatny biszkopt - całość smakuje jak słynny deser. Pyza stwierdziła, że to najlepsza masa, jaką do tej pory zrobiłam. Mnie smakował bardzo bo nie jest za słodki - idealnie uzupełnia się z filiżanką kawy.

 

ciasto z przepisu, który wypróbowałam kilkadziesiąt razy - niezawodny biszkopt rzucany z tego przepisu: http://zkotlababylucy.blox.pl/2013/04/biszkopt-rzucany.html

 

Masa:

750 g mascarpone

250 ml śmietanki kremówki

1/3 szklanki cukru pudru

 

1 gorzka czekolada starta na tarce

1 szklanka mocnej dobrej kawy

5 łyżek aromatycznego alkoholu - u mnie wiśniówka

 

1 gorzka czekolada



Do miski wlewamy śmietankę i ubijamy ją na sztywno, potem dosypujemy cukier puder, dalej ubijając dokładamy serek mascarpone. Całość powinna być jednorodnie wymieszana.

Kawę mieszamy z alkoholem.

Ciasto kroimy na cztery placki, nasączamy jeden kawą, wykładamy 1/4 masy śmietankowej, szerokim nożem równo rozsmarowujemy ją po cieście,potem posypujemy wiórkami czekoladowymi, kolejny placek smarujemy łyżką masy śmietanowej i kładziemy go na placku posmarowanym śmietaną i posypanym czekoladą - dzięki temu wszystkie warstwy ładnie się połączą. Całą procedurę powtarzamy przy kolejnych plackach. Masą śmietanową smarujemy boki ciasta.

Arkusz papieru do pieczenia przycinamy na długość obwodu ciasta. Roztopioną czekoladę przelewamy do tutki z papieru do pieczenia i na przygotowanym arkuszu czekoladą robimy kratkę. Odkładamy do zestalenia na ok.20 minut. Potem delikatnie przykładamy papier do boków ciasta by czekolada przylgnęła do kremu, następnie pomału odklejamy czekoladę od papieru. Pomysł na tą dekorację zaczerpnięty z tego blogu: http://kolor-smaku.blogspot.com/2013/07/tort-z-malinami-na-rocznice.html



poniedziałek, 17 marca 2014

Dziś ciasto do którego przymierzałam się już kilkakrotnie. Wydawało mi się jednak zawsze bardzo pracochłonne więc odkładałam go do przegródki "na później" W sobotę nasi przyjaciele zaprosili nas na obiad a ja miałam przygotować coś deser. Jako, że w sobotę pogoda odstraszała od spacerów pozostało mi zrobienie ciasta z tego co było w domu. Przepis na ciasto jest autorstwa Anuli natomiast masa jest własną wariacją na temat zawartości lodówki i okolic. Efekt to smaczne, orzeźwiające ciasto,które smakowało zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Polecam serdecznie bo wbrew pozorom jego przygotowanie zajmuje niewiele czasu.

kopiec kreta

Na ciasto
12,5 dag masła;
1,5 szklanki mąki pszennej;
5 łyżek mleka;
0,5 szklanki cukru;
2 łyżki kakao;
3 jajka;
3 łyżki ekstraktu waniliowego;
1 łyżeczka proszku do pieczenia;
1 łyżka cukru wanilinowego.
Na masę:
1 kubeczek (200ml) śmietany kremówki
250 g serka mascarpone
5 dużych łyżek gęstej kwaśnej śmietany
1 galaretka - u mnie agrestowa
4 banany
kopiec kreta
Masło,mleko,cukier i kakao rozpuszczamy na malutkim ogniu, często mieszając by nic się nie przypaliło. Odstawiamy do wystudzenia. Do chłodnej masy wbijamy żółtka - białka przekładamy do innej miseczki, gdzie ubijemy je na pianę. Do masy czekoladowo-żółtowej dodajemy mąkę z proszkiem,cukrem waniliowym i ekstraktem,miksujemy chwilkę a później dodajemy ubitą na sztywno pianę, którą delikatnie mieszamy zresztą ciasta. Tortownicę smarujemy masłem,wysypujemy kaszką manną i przekładamy do niej przygotowane ciasto. Pieczemy je w tem. 170 st.przez 30 minut. Kiedy lekko przestygnie wydrążamy je tak, by zostało nam ok. 1,5 cm brzegu i tyleż samo dna. Wydrążone kawałki ciasta odkładamy do miseczki. Na dnie ciasta układamy przekrojone na pół banany - ja swoje skropiłam sokiem z cytryny by nie ściemniały
Masa:
galaretkę zalewamy pół szklanki wrzątku, dobrze mieszamy i odstawiamy do wychłodzenia. Stygnie dość szybko więc kiedy będzie chłodna to wtedy do miski wlewamy śmietankę i ubijamy ją mikserem na max obrotach ok. 5 minut. Potem dodajemy serek i śmietankę i dalej ubijamy. Wąskim strumykiem wlewamy chłodną galaretkę i jeszcze chwilę ubijamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Potem możliwie szybko przekładamy masę na banany formując ją w stożek - uwaga bo szybko tężeje. Całość posypujemy okruchami ciasta delikatnie je wciskając w masę. Odstawiamy w chłodne miejsce najlepiej na całą noc.
Z filiżanką dobrej kawy i w doborowym towarzystwie smakuje przepysznie.

kopiec kreta

niedziela, 09 marca 2014

Dziś będzie historycznie, z retrospekcją

Dziewięć lat temu było bardzo zimno, świat był biały i mroźny. Właśnie w taki właśnie dzień nasza najstarsza córka postanowiła przyjść na świat - tydzień wcześniej niż wyznaczony termin porodu. Jechaliśmy do szpitala z przekonaniem - wbitym na do głowy w szkole rodzenia- że pierwszy poród trwa ok.8 godzin od odejścia wód i nie należy się spieszyć, trzeba być spokojnym, wziąć prysznic, napić się herbaty, odpoczywać i kiedy skurcze będą się pokazywać co pół godziny można na spokojnie przyjechać do szpitala. Z tych punktów programu zaliczyłam tylko szybki prysznic bo skurcze zaczęły się jakoś uporczywie nasilać. Wsiedliśmy lekko bladzi do samochodu i łamiąc wszelkie możliwe zakazy prędkości dojechaliśmy do szpitala. Tam pani na położniczej izbie przyjęć zapytała widząc kobietę z ogromnym brzuchem, łapiącą z trudem oddech - Pani w jakiej sprawie? no to szybko wyrzuciłam, że dziecko się rodzi i my do porodu. Pani ze stoickim spokojem - kiedy odeszły wody ?

ja- 2 godziny temu

Pani - o to spokojnie, nie ma się co spieszyć, a co ile są skurcze?

ja - (cokolwiek już podniesionym z bezradności głosem) co 3,5 minuty

Pani - aha - no to proszę na oddział - tutaj nerwowo zadzwoniła na oddział, żeby kogoś przysłali bo jest nagła sprawa

Przyszła miła Pani i kazała mi wziąć torbę i iść z nią do windy (Młody w tym czasie poszedł po resztę rzeczy do samochodu)

No i szłyśmy sobie, ja wlekąc się z torbą i przystając co chwilę kiedy skurcz zginał mnie w pół i miła Pani. Mówię Wam te dwadzieścia kilka metrów były jednymi z najdłuższych dystansów mojego życia.

Wchodzimy na blok, inna miła Pani znów pyta mnie o to samo co na dole, widzę młodą dziewczynę z mamą, która pyta mnie od której wody odeszły i że ta córka to już tu 10 godzin leży i ma 4 palce rozwarcia.

Kurczę czuję się jak w jakiś surealistycznym filmie, w dodatku moje dziecko jakby już się wkręca w kanał. Znów miła Pani, która tym razem mnie bada i mówi - kładziemy się szybciutko i rodzimy. Na co ja rozbrajająco - ja jestem do porodu rodzinnego - bez męża nie rodzę. Na co Pani mówi, że nie ma czasu na chodzenie do sali rodzinnej i rodzę tutaj na bloku, ja z uporem powtarzam, że bez męża nie rodzę i lituje się jakaś inna miła Pani, która woła na korytarzu - jest tu Pan ....... bo żona rodzi. Młody wpada zdyszany więc możemy rodzić, na co miła Pani mówi, że muszę jeszcze dokumenty podpisać i ankietę wypełnić. No i między jednym a drugim skurczem stawiam koślawce w miejscu podpisu i przypominam sobie, w którym to roku usuwali mi migdały. Pyza rodzi się 20 minut po przyjeździe do szpitala głośnym krzykiem ogłaszając to światu. Jej narodziny sprawiły, że nasz świat zmienił się o 180 st.,musieliśmy zweryfikować nasze przyzwyczajenia, wreszcie dorosnąć, stać się odpowiedzialnymi, przestaliśmy dysponować naszym czasem, rzeczami, wszystkim po prostu. Ale nie zamienilibyśmy tego nigdy na nasze poprzednie życie. Wtedy zaczęła się nasza najlepsza przygoda życia - bycie mamą i tatą.

Tort dla Pyzy zawsze jest wyzwaniem, Pyza jest wybredna, kapryśna, u Pyzy wszystko musi być idealnie. Pyza nie ma litości dla matki sangwiniczki - wytknie każdą najmniejszą niedoróbkę. W tym roku Pyza zadecydowała, że dekorację tortu przygotuje sama- w końcu to jej tort. Moja rola ograniczyła się tylko do upieczenia ciasta i zrobienia masy. Pyza oczywiście była niezadowolona ze starań matki, Pyza marudziła niemiłosiernie, że to najgorszy tort i pewnie najgorsze jej urodziny. Wczoraj o 20.30 kiedy położyła się do łóżka powiedziała cicho- mamo to była najlepsza imprezka i tort był pyszny. Po czym zawinęła się w kłębek jak kociak i zasnęła zmęczona.

Cóż w byciu matką są jednak czasem i wzloty :)

Ciasto na tort z tego przepisu:http://zkotlababylucy.blox.pl/2013/04/biszkopt-rzucany.html

Przepis na krem z tej strony:http://abcmojejkuchni.blogspot.com/2012/11/tort-kakaowo-orzechowy-z-masa-kawowa.html

 tort

Masa:

1litr mleka 3,2%

7 łyżek mąki pszennej - u mnie tortowa

7 łyżek mąki ziemniaczanej

8 łyżek cukru

200 g masła

5 łyżek kawy rozpuszczonej w 2 łyżkach wrzątku

można dodać jeszcze 2-3 łyżki spirytusu ale mój tort był dla dzieci więc to pominęłam

pół laski wanilii

 

Pół litra mleka zagotować z cukrem i przeciętą laską wanilii, do pozostałego mleka wsypać obie mąki i dobrze wymieszać. Ja żeby uniknąć grudek przelałam płyn przez gęste siteczko. Kiedy mleko zawrze wyjmujemy wanilię i wlewamy mieszankę mleczno-mączną. Gotujemy całość do zgęstnienia - powinno stracić smak surowej mąki. Odstawiamy do wychłodzenia.

Pamiętajmy, żeby masa budyniowa i masło miały tę samą temperaturę.

Do miski wkładamy miękkie masło i ucieramy je na puch. Potem dodajemy po jednej łyżce masę budyniową. Zmiksowaną masę dzielimy i 1/4 odkładamy do miseczki. Pozostałą masę dalej ucieramy z rozpuszczoną kawą.

Do tortu:

poncz:

1 szklanka mocnej herbaty - u mnie karmelowa

sok z pół cytryny

2 łyżeczki cukru

 

dżem jagodowy

kolorowe drażetki, pisaki cukiernicze

 tort

 

Biszkopt dzielimy na trzy placki. Nasączamy każdy z nich ponczem, smarujemy dżemem jagodowym i kładziemy połowę masy kawowej,na to znów biszkopt + poncz + dżem+ masa kawowa i zmów biszkopt + poncz + białą masa, którą dekorujemy również boki tortu. Dekorację z drażetek najlepiej zrobić godzinę przed podaniem tortu ponieważ mają tendencję do puszczania kolorów.

 

 



Tagi: biszkopt tort
13:02, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (9) »
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u