czwartek, 25 lipca 2013

alternatywa dla korniszonów, bardzo fajnie komponują się na półmiskach no i dobrze smakują

polecam serdecznie

patisony

 

ok. 1 kg obranych małych patisonków

1 l wody

0,5 szklanki octu

niepełna łyżka soli

3 łyżki cukru

liść laurowy, pieprz w ziarnkach, gorczyca

 

Do słoików - u mnie po średnim majonezie kieleckim - włożyć po listku laurowym, szczypcie gorczycy, kilka ziarenek pieprzu a potem w miarę ciasno ułożyć umyte patisonki. Zagotować wodę z cukrem i solą, dodać ocet. Zalać wrzącą zalewą, zakręcić i pasteryzować ok. 20 minut. Odstawić, przykryć kocykiem aż wystygną.

patisony

Tagi: patisony
15:23, babaluca1 , przetwory
Link Komentarze (3) »
środa, 24 lipca 2013

Przepis, który moja mama dostała wieki temu od swojej koleżanki. Obowiązkowo partia tych ogórków co roku musi być zrobiona z tego przepisu. Ogórki wychodzą jędrne, smaczne. Świetne w sałatkach. Polecam serdecznie.

ogórki

Na ok. 2-3 kg ogórków - wszystko zależy od ich wielkości. Ogórki umyć, ale ich nie moczyć w wodzie bo potem nie będą chciały chłonąć zalewy.

Zalewa:

6 szklanek wody

1 szklanka octu

6 łyżek cukru

1,5 łyżki soli

 

ziele angielskie, pieprz, koper, liść laurowy, kawałek chrzanu, kilka ziaren gorczycy do każdego słoika

 

Zagotowujemy wodę z cukrem i solą, dodajemy ocet i wystudzamy. Zimną zalewę napełniamy słoiki, zakręcamy i pasteryzujemy ok. 10-12 minut. Ot. cała filozofia :) a ile pyszności zaklętych w słoiku.

ogórki

wtorek, 23 lipca 2013

Kiedy byłam dzieckiem obok mojego rodzinnego domu był sad wiśniowy: wiśnie szklanki, wiśnie sokówki uginały się od karminowych owoców. Z każdego drzewa można było zebrać ich kilka koszów pysznych i lekko kwaśnych. Potem lądowały w słojach na sok tzw. wystany, tudzież na nalewkę i wreszcie do żeliwnych garnków na konfiturę. Pyrkały sobie pomału na węglowej kuchni zamieniając się w przepyszne konfitury, bez grama środków żelujących, za to przy ogromnym udziale czasu i sporej dozie cierpliwości. Tymi konfiturami otwieram słoikowy tydzień na blogu. Jestem przetwornicą co najmniej w trzecim pokoleniu i wszystko co mogę upycham w szkło - na zimę :)

zapraszam serdecznie

konfitura z wiśni

 

Na kg wydrylowanych wiśni potrzebujemy ok. 0,8 - o,7 kg cukru - zależy to od kwaśności owoców.

rum, spirytus lub wiśniówka

Do garnka o grubym dnie wsypujemy owoce, zasypujemy cukrem i odstawiamy na kilka godzin, żeby puściły sok. Potem ustawiamy garnek na małym ogniu i podgrzewamy do momentu zapienienia całości - nie gotujemy, Łyżką zbieramy powstałą pianę a garnek wraz z zawartością odstawiamy do wychłodzenia. Następnego dnia powtarzamy procedurę, i kolejnego. Jeśli wiśnie są bardzo wodniste - moje w tym roku takie były konfiturę robiłam przez cztery dni, Ostatniego dnia na malutkim ogniu podgrzewamy całość - jeśli soku jest dużo to możemy część odlać i zapakować na zimę do małych butelek - wrzący sok nalewamy do wyparzonych naczyń (słoików, buteleczek) i natychmiast zakręcamy, odstawiamy w miejsce gdzie nie będą przeszkadzać i okrywamy kocem.

Natomiast konfiturę gotujemy na małym ogniu ok. 25 minut. Wiśnie powinny być szkliste. Ja słoiczki na wszelkie dżemy czy konfitury wyprażam w piekarniku w 120 st. przez kilka minut i w gorące wkładam wrzącą konfiturę, do każdego słoika nalewam po łyżce alkoholu i zamykam pokrywką. Potem pod kocyk i wystudzone na półki spiżarni.

konfitura z wiśni

Chciałabym podzielić się z Wami patentem na przyklejanie etykietek na słoiki. Przygotowujemy etykietki - mogą być wydrukowane specjalnie w tym celu - polecam ten chomik: http://chomikuj.pl/bciepielewska/Etykiety+na+przetwory/Etykiety+na+przetwory lub zwykłe karteczki z wypisaną zawartością i rokiem "produkcji". Bierzemy słoiki, które przeszły procedurę napełniania i leżakowania pod kocykiem - muszą być zimne, do salaterki nalewamy mleko, tył etykietki zanurzamy lekko w mleku i natychmiast przyklejamy do słoiczka. Odstawiamy do wyschnięcia. Swoje przetwory znakuję  w ten sposób od kilku lat, zaletą tego sposobu jest trwałość oznakowania oraz łatwość w usunięciu etykietki. Wystarczy słoik zanurzyć w misce z ciepłą wodą a etykietka odejdzie od razu. Dla mnie to najlepszy i najprostszy sposób na oznakowanie tego co się kryje w szklanym wnętrzu słoja.

A na słoiczkowe "czapeczki" wykorzystuję papilotki od muffinek lub serwetki papierowe zawinięte na końcach.

konfitura z wiśni

 



poniedziałek, 22 lipca 2013

Moja mama jest mistrzynią pieczenia ciast drożdżowych, nigdy nie spotkałam tak dobrej drożdżówki jak "mamowa" Do sztandarowych wypieków zaliczają się również jagodzianki pieczone przynajmniej raz w tygodniu w sezonie jagodowym. Długo spisywałyśmy ten przepis bo mama robi wszystko na oko, na garście, na "zobaczy się ile mąka przyjmie". Ale udało nam się wspólnymi siłami przelać na papier jagodową pyszność, która posiadające jedną paskudna cechę - ile by ich nie napiec to i tak zawsze zabraknie. Wypróbujcie koniecznie.

jagodzianki

1 kg mąki

3 całe duże jajka

3 żółtka

1,5 szklanki mleka

100 g drożdży

3/4 szklanki cukru

1/2 kostki masła extra - 100 g

szczypta soli

1 litr jagód + cukier do smaku

 

Drożdże wkruszamy do ciepłego mleka, dodajemy łyżkę mąki i łyżkę cukru. Mieszamy całość i odstawiamy na chwilę by ruszyły. W tym czasie w tzw kąpieli wodnej w metalowej misce mieszamy metalową rózgą jajka, żółtka i cukier - na bardzo maleńkim ogniu do chwili rozpuszczenia się cukru - ok. 3-5 minut do uzyskania jednolitego kogla-mogla. W osobnym naczyniu rozpuszczamy masło.

Mąkę przesiewamy do dużej miski, dodajemy sól, ubite jajka, zaczyn drożdżowy, resztę mleka i chwilę wyrabiamy, potem wlewamy przestudzone masło i całość wyrabiamy do osiągnięcia gładkiej, elastycznej kuli ciasta. Przykrywamy ją lnianą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ok. 1 godziny lub do podwojenia objętości. Po tym czasie ciasto przxekładamy na stolnicę, przerabiamy chwilkę, by je odgazować a potem dzielimy na kawałki. Każdy z nich rozpłaszczamy ręką, kładziemy dużą łyżkę jagód wymieszanych z cukrem ( jego ilość zależy od tego jak bardzo słodkie mamy jagody i jak słodko jeść lubimy) i sklejamy brzegi tak jak na pierogi. Układany na blaszce wyłożonej papierem i włączamy piekarnik na 180 st. C. Jeśli chcemy to wystarczy bułeczki posmarować masłem ale my zdecydowanie wybieramy wersję kruszonkową.

jagodzianki

Na kruszonkę:

10 dkg maki
6 dkg masła
6 dkg cukru
1/2 opakowania cukru waniliowego

Wszystkie składniki szybko zarabiamy i posypujemy każdą jagodziankę hojną ręką.

Pieczemy bułeczki ok. 20 minut i dajemy im choć chwilkę by ostygły. Polecam serdecznie.

jagodzianki

 



niedziela, 21 lipca 2013

Gotuję, kiedy jestem szczęśliwa i gotuję, kiedy mi smutno i źle. Dziś Młody wrócił ze zlotu z Dobrej  w hiobową wieścią. Jeden z jego kolegów z klubu miał wypadek, w którym zginęła jego żona Ania. Pijany kierowca zajechał im drogę .... W takich chwilach brakuje słów, pozostaje tylko bycie z kimś i modlitwa. Niebieski jesteśmy całym sercem przy Tobie. A Was zapraszam dziś na serduszka z panna cotty, przypominajki, że miłość jest najważniejsza.

panna cotta

Przepis wycięty z gazety.

250 ml śmietany 30%

250 ml mleka - im tłustsze tym lepiej

3 łyżeczki żelatyny

80 g cukru

kawałek laski wanilii

szklanka malin

1-2 łyżki brązowego cukru

Z mleka odlewamy pół szklanki. pozostałą część wlewamy do garnka ze śmietaną i białym cukrem, podgrzewamy. W tym czasie laskę wanilii przecinamy wzdłuż i łyżeczką wybieramy ziarenka, które dodajemy do garnka razem z wydrążoną laską. Mleko powinno być gorące ale nie możemy go zagotować. Pozostałym mlekiem zalewamy żelatynę i odstawiamy na chwilę do spęcznienia. Potem mieszamy i wstawiamy do mikrofalówki na 1 minutę na najmniejszą moc. Wyjmujemy, dobrze mieszamy i wlewamy do garnka z gorącym mlekiem. Jeszcze raz wszystko dobrze mieszamy i wlewamy do foremek - najlepiej silikonowych. Odstawiamy do zastygnięcia. Kiedy panna cotta stężeje wstawiamy foremkę na kilka sekund do naczynia z gorącą wodą i wyciągamy deser na talerz. Do wysokiego kubka wsypujemy maliny iz brązowym cukrem i blenderujemy chwilkę. Sosem polewamy panna cottę i podajemy tym, których kochamy najbardziej, ciesząc się każdą chwilą razem.

panna cotta

czwartek, 18 lipca 2013

 

Jeszcze jeden przepis z cyklu na grilla. Argentyński zielony sos, który świetnie podkreśla smak mięs. Ja zmieniłam oryginalny przepis pod polskie warunki. Szczerze polecam tym, którzy posiadają kawalątek choć ogródka uprawę kolendry, którą wysiewamy wprost do gruntu na wiosnę i całe lato cieszymy się zielonymi listkami, które świetnie smakują z  kanapkami, sałatkami, a jesienią możemy zebrać nasiona i spożytkować je choćby w przyprawie do piernika. Ten sos to świetny sposób na przemycenie "zieleniny" do jadłospisu, szczególnie panom przypadł do gustu i nikt nie narzekał na bycie "królikiem". No i ten kolor..... Koniecznie wypróbujcie

sos chimichurri

po jednym dużym pęczku pietruszki i kolendry ( można dać zamiast kolendry szczypiorek albo świeże oregano)

2 ząbki czosnku

1 cebula l

2 łyżki octu winnego

100 ml. oleju rzepakowego

1 łyżeczka suszonego oregano

1/2 łyżeczki zmielonego kminku

sól, pieprz


Przygotowanie jest bardzo proste. Wrzucamy wszystkie warzywa i przyprawy  do blendera i miksujemy do uzyskania w miarę gładkiej masy, potem mieszamy olej z octem i małym strumyczkiem wlewamy do masy. Mieszamy co chwilę i sprawdzamy czy odpowiada nam gęstość sosu. W razie potrzeby dodajemy jeszcze olej i odrobinkę octu. Odstawiamy na godzinkę do przegryzienia się smaków i gotowe.

 

Niestety nim się zorientowałam sosu do zdjęcia zostało na dnie miseczki.

wtorek, 16 lipca 2013

Przepis na ten ser odkryłam kilka lat temu na Wielkim Żarciu i od razu podbił moje serce i kubki smakowe. To świetny sposób na spożytkowanie większej ilości sera, super smakuje na imprezach grillowych, pyszne z bagietką, którą zanurzamy w pachnący olej. Przepis ze szczególną dedykacją dla tych, którzy w ostatni wekend otwarli przed nami swoje domy, a my w zamian za to otworzyliśmy słoiczki z tymże serem.

Przepis pochodzi z tej strony a ja go zmieniłam po swojemu http://www.wielkiezarcie.com/recipe29480.html

ser marynowany

  • 1/2 szklanki posiekanej cebuli
  • 3 drobno posiekane ząbki czosnku
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 4 łyżki posiekanej zielonej pietruszki
  • 25 dag sera żółtego - ostatnio miałam mazurski ale robiłam z goudy i kilku innych rodzajów i było równie dobre
  • 3/4 szklanki  oleju rzepakowego z pierwszego tłoczenia
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 1/4 łyżeczki kolorowego zmielonego pieprzu
  • 0,5 łyżeczki zielonej czubrycy

ser marynowany

Ser kroimy najpierw w plastry a potem w kostkę. Drobno pokrojoną cebulkę mieszamy z posiekanym czosnkiem, solą, czubrycą, pietruszką. Do oleju wlewamy ocet, dodajemy sól, pieprz. W słoiku lub innym pojemniku układamy warstwami ser i mix cebulkowy. Zalewamy olejem i zakręcamy wieczko. Trzeba odczekać przynajmniej 4-5 dni na konsumpcję ale naprawdę warto. Polecam serdecznie.

 

Tagi: ser
20:03, babaluca1 , różności
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 lipca 2013

Bardzo fajny sposób na grilla dla wegetarian, zresztą mięsożercy też pewnie nimi nie pogardzą. W dodatku całość robimy dzień wcześniej. Mnie bardzo przypadły do gustu. Przepis pochodzi z gazetki z Lidla z moją modyfikacją.

 szaszłyki

  • 2 czerwone papryki (miałam akurat żółtą)
  • 2 zielone papryki
  •  1 średniej wielkości cukinia
  • 0,7 kg młodych ziemniaków
  •  
  • Marynata:
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 2 łyżki soku z cytryny lub limonki
  • 6 łyżek oliwy z oliwek Primadonna
  • świeże zioła, posiekane: bazylia, tymianek, rozmaryn
  • 5 ząbków czosnku, drobniutko posiekanych
  • sól, pieprz
 

 

Zaczynamy od ugotowania ziemniaków w mundurkach. Odcedzamy i odstawiamy do wystudzenia. Papryki myjemy, wycinamy gniazda nasienne, a następnie kroimy w kostkę (ok. 3 x 3 cm). Cukinię kroimy na centymetrowej grubości plastry. Wystudzone ziemniaki kroimy na ćwiartki. Wszystkie warzywa wkładamy do głębokiej miski i przygotowujemy marynatę.
Łączymy oliwę, ocet i sok z cytryny, a następnie mieszamy z ziołami. Zalewamy warzywa i odstawiamy przynajmniej na godzinę ale najlepiej na noc. Drewniane patyczki do szaszłyków moczymy w wodzie co najmniej godzinę . Nadziewamy na nie na przemian zamarynowane warzywa. Grillujemy szaszłyki po 5-7 minut z każdej strony. Świetne z sosem tzatziki.
szaszłyki
czwartek, 11 lipca 2013

Są blogi, które odwiedzam dla przyjemności poczytania, są takie, które kuszą mnie pięknymi zdjęciami i cudnymi przepisami. Są też takie na których jest prawie wszystko. Do moich ulubionych należy blog facet z nożem. Koniecznie tam zajrzyjcie. Kiedy zobaczyłam przepis na tureckie pide http://facetznozem.blogspot.com/2012/09/tureckie-pide-lepsze-niz-pizza.html wiedziałam, że przyjdzie dzień, kiedy zagoszczą u mnie na stole. Szedł ów dzień niezmiernie wolno ale dziś pide pojawiły się (wprawdzie na krótko :) ale na pewno wejdą do stałego repertuaru mojej kuchni. Nadzienie zupełnie nie tureckie ale wzięłam co było  w lodówce.

Ciasto jest obłędnie pyszne, mięciutkie z chrupiącą skórką, nadzienie wbrew pozorom bardzo fajnie się z ciastem komponowało. Dzieci własne i zapożyczone piały z zachwytu. Spróbujcie koniecznie.

pide

Ciasto:

0,5 kg mąki pszennej u mnie poznańska
ok. 120-150 ml letniej wody
łyżeczkę drobnej soli morskiej
saszetkę suszonych drożdży (7 g)
pół łyżeczki cukru
jajko
2 łyżki oliwy z oliwek
200 ml gęstego jogurtu naturalnego u mnie z włoszczowej
trochę stopionego masła

Zaczynamy od zrobienia ciasta. Najpierw do ciepłej wody wsypujemy drożdże, cukier i mieszamy. Odstawiamy, żeby zaczęło pracować. W tym czasie przesiewamy mąkę do dużej miski, dodajemy sól, jajko bełtamy chwilkę, żeby nabrało do siebie trochę powietrza. W mące robimy dołek, do którego wlewamy jajko, jogurt, oliwę i drożdżową wodę. Wyrabiamy, rozciągamy, wyrabiamy, rozciągamy i tak 10 minut. Jeśli ciasto się klei podsypujemy delikatnie mąką, na końcu  powinna wyjść nam gładka i elastyczna kula. Polewamy ją kilkoma kroplami oliwy a miskę przykrywamy folią i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.

W tym czasie przygotowujemy farsz, skorzystajcie z podpowiedzi faceta z nożem lub z mojego pomysłu:

10 małych oscypków

15 dkg wędzonego boczku

1 mięsisty pomidor

oregano, sól, pieprz

Piekarnik rozgrzewamy do 250 st. C i bierzemy się za nadzienie: boczek kroimy na plasterki, potem plasterki na paseczki, podsmażamy na patelni. Oscypki ścieramy na tarce o dużych oczkach, pomidor kroimy na kosteczkę.

Ciasto wyjmujemy z miski, odgazowujemy i kroimy na kawałki wielkości pięści - u mnie wyszło 6 sztuk. Każdy z nich rozwałkowujemy cienko by otrzymać owalny kształt.

Placki przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Na każdy placek kładziemy oscypek, na to kładziemy boczek, potem pomidory i na końcu jeszcze raz sypiemy serem.

pide

Brzegi układamy tak, by powstała pseudołódka.

Zobaczcie jak to robił facet z nożem ;)
Brzegi smarujemy rozpuszczonym masłem. Pieczemy ok. 12 -15 minut tak, by brzegi ciasta ładnie się zrumieniły.

Całość wychodzi przepyszna.

 



wtorek, 09 lipca 2013

Kolejny przepis z ostatniej imprezy, moja pierwsza samodzielnie stworzona mikstura marynująca. Do tej pory używałam mieszanki do grilla z Lidla z dodatkiem oliwy. Tym jednak razem użyłam swojej mieszanki przypraw. Odkryłam przy okazji kolendrę mieloną, którą kupiłam jakiś czas temu w Niemczech i nie było mi z nią zupełnie po drodze. W tej marynacie kolendra świetnie zagrała z czosnkiem, cebulą i jałowcem. Zdjęcia znów niestety przedstawiają karkówkę podczas grillowania, potem nikomu nie przyszło do głowy brać do ręki aparat, za to wszyscy sięgali po sztućce. Polecam serdecznie.

marynata do karkówki

Na 1 kg karkówki

2 białe - najlepiej młode cebule

4 ząbki czosnku

1 łyżeczka ziół prowansalskich

0.5 łyżeczki mielonej kolendry

0,3 łyżeczki korzenia lubczyku

4 ziarenka jałowca

1 łyżeczka kolorowego pieprzu

3/4 łyżeczki soli morskiej

1/2 łyżeczki cząbru

1/2 łyżeczki majeranku

1/2 łyżeczki papryki czerwonej słodkiej

1 łyżeczka musztardy

ok. 10 łyżek oliwy - średnio na jeden plaster 1 łyżka.

Wszystkie zioła ucieramy w moździerzu. Cebulę obieramy, czosnek również. Mo miski malaksera wrzucamy cebulę i czosnek i mielimy na gładką masę. Dodajemy utarte przyprawy i oliwę/olej i miksujemy do uzyskania pachnącej pasty. Karkówkę kroimy na plastry i rozbijamy tłuczkiem - najlepiej przez folię. Pierwszy kawałek smarujemy na obu stronach marnatą, i układamy w misce, potem kolejne smarujemy tylko z jednej strony - marynata ma być zawsze na górze i nie żałujmy jej karkówce. Dzięki temu mięso będzie zamarynowane z obu stron a my zaoszczędzimy czas. Kiedy całe mięso nurza się w aromatach ewentualną resztą polewamy po całości mięsa, przykrywamy miskę folią i odstawiamy przynajmniej na 12 godzin do lodówki. Pieczemy na grilul ok. 4 minut na jednej stronie.



 
1 , 2
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u