poniedziałek, 28 lipca 2014

Jakoś tak mam, że brownie robię dla ludzi mi bliskich. Dla tych, z którymi chce się dzielić pasję do gotowania i poznawania nowych smaków, dla tych, którzy nawet długo nie widziani nie onieśmielają, nie tworzą murów i barier. Ciężko byłoby mi w życiu bez moich przyjaciół. Są dla mnie jak czekolada. Różni są Ci moi bliscy sercu, jak różne są czekolady, niektórzy nadziani miłością, inni ze szczyptą złośliwości, każdy jest inny, ale każdy nadaje jakiś smak mojemu życiu. Z moją przyjaciółką Moniką znamy się 32 lata - od przedszkola, wiele razem przeszłyśmy i pewnie jeszcze wiele przed nami. Kiedyś nie było dnia, żebyśmy nie gadały, dziś gadamy na tyle, na ile pozwalają nam dzieci, dom, praca czyli niewiele, ale i tak między nami jest dobrze.  Wielu rzeczy jeszcze nie doświadczyłam w życiu, nigdy nie byłam na arabskim bazarze, nie widziałam zorzy polarnej i tysiąca innych rzeczy które bym chciała dotknąć, posmakować, zobaczyć ale doświadczyłam prawdziwej przyjaźni. Tej która wesprze w trudny dzień, opieprzy kiedy pozostali przytakują głowami, takiej przed którą można otworzyć serce i nie bać się, że wyśmieje to co tam zobaczy. I nie będzie gadać, że trzeba się lepiej odżywiać tylko powie, że będzie moją przypominajką śniadaniową.  Dla tych wszystkich moich przyjaciół: słodkich, słonych, pikantnych, z chilli, z wanilią i orzechami dla Was kochani moje ulubione brownie

niestety na zdjęciu wyszły jakoś średnio ale były naprawdę pyszne

brownie

2 czekolady Milki z nadzieniem migdałowym

100 g masła

3 płaskie łyżki dobrego,gorzkiego kakao

3 jajka

50 g cukru

80 g mąki

ulubione owoce - u mnie maliny, borówki amerykańskie

 

Czekolady łamiemy na kawałki, wrzucamy do metalowej miseczki, dodajemy pokrojone na kawałki masło i kakao, miseczkę kładziemy na garnek z gotującą się wodą i cały czas mieszając doprowadzamy do rozpuszczenia składników i połączenia w jedwabistą masę. Trzeba uważać aby czekolada się nie zważyła, nie przypaliła. Kiedy wszystko ładnie się połączy odkładamy masę do wystudzenia.

Jajka ubijamy kilka minut z cukrem,  potem dodajemy mąkę i delikatnie mieszamy. Ja to wszystko robię metalową rózgą, do masy jajkowej dodajemy chłodną masę czekoladową i delikatnie obie masy mieszamy, bez pośpiechu. Ja swoje brownie upiekłam w foremkach ale równie dobrze możecie zrobić go w jednej blaszce. Na koniec wystarczy jeszcze posypać przygotowane ciasto owocami, wsunąć na ok. 15-18 minut do gorącego 200 st.C piekarnika. Potem wystarczy zaprosić przyjaciół, zrobić im dobrej kawy i posłuchać co tam im w sercu gra. To dla mnie najlepiej spędzony czas na świecie. Polecam Wam serdecznie

czwartek, 24 lipca 2014

Dzisiejszy dzień zaskoczył nas szarością o poranku, zamiast słońca, które rano zawsze zagląda nam do okna padał rzęsisty deszcz. W taką pogodę lubię się zaszyć w okolice łóżka z książką i słuchając szumu za oknem odpocząć. Kończę teraz cykl książek z cyklu szczęście, Anny Ficner - Ogonowskiej. Książki o tym, że każdemu może się przydarzyć w życiu wielka tragedia i to w najmniej spodziewanym momencie, ale dzięki ludziom którzy są wokół wszystko można przetrzymać. Książki nieco cukierkowe ale tak ciut, za to z cudowną atmosferą, z doskonałymi dialogami, nagłymi zwrotami akcji. Warto wejść do świata Hani i Dominiki, spotkać tam tych wszystkich ludzi i znów uwierzyć, że miłość może dokonać cudów. Ponieważ dziś trochę czytałam, trochę sprzątałam, to chciałam zrobić szybki i rozgrzewający obiad, wykorzystałam przepis z kuchni stu kolorów http://stokolorowkuchni.blox.pl/2014/07/Kurczak-pieczony-z-pomidorami-i-ziemniakami.html, który przerobiłam na swój użytek. Bardzo nam smakowało.

kurczak na pierzynce

10 podudzi z kurczaka

60 dkg młodych ziemniaków

pół niedużego kalafiora

4 młode marchewki

0,5 kg fasolki szparagowej

marynata:

2 łyżeczki miodu - u mnie leśny

3 łyżki keczupu pudliszki pikantny

3 łyżki oleju

ząbek czosnku

pół łyżeczki suszonego czosnku niedźwiedziego

sól, pieprz

kilka małych koktajlowych pomidorków

wszystkie składniki marynaty mieszamy a potem podgrzewamy do zagotowania

mięso myjemy, solimy, pieprzymy a potem smarujemy je marynatą z każdej strony.

Ziemniaki kroimy na ćwiartki, pozostałe warzywa myjemy i umieszczamy w parowarze, tak by były al dente ok. 15 minut. Na dnie naczynia kładziemy ziemniaki, które smarujemy resztą marynaty. Na ziemniaki układamy warzywa z parowara a na warzywa kładziemy zamarynowanego kurczaka. Pieczemy ok. 90 minut w 190 st. w połowie pieczenia odwracamy nóżki by ładnie się zarumieniły z każdej strony.  Na 15 minut przed końcem pieczenia wkładamy pomidorki. Podajemy tak, by na talerzu znalazły się wszystkie warzywka i mięso.

kurczak na pierzynce

Uważajcie, żeby marynatą nie ubrudzić naczynia do zapiekania bo ciężko potem to domyć :)

 



poniedziałek, 21 lipca 2014

Byłam dziś w markecie, w miasteczku w którym pracuję. Godzina 13 spory tłumek wewnątrz a ja mam tylko kilka minut, żeby zrobić zakupy i zdążyć na busa do domu. Ponieważ ludzi było sporo musiałam iść za pewną parą, która robiła zakupy. Oboje koło 50 lat, kobieta ładna, zadbana, mężczyzna lekko pochylony. Rozmawiali dość głośno więc chociaż tego bardzo nie lubię byłam mimowolnym świadkiem tego co się działo.

Ona wrzuca do koszyka najtańszy makaron za złoty i kilka groszy za kg, potem torebkę z sosem pieczarkowym.

On pyta czy to będzie na obiad

Ona sączy przez zęby, że jest gorąco i przy garach stać nie zamierza a jak mu się nie podoba to niech nie je.

I tak idą sobie i warczą coraz bardziej, na moje nieszczęście muszę iść za nimi aż do kasy. Potem przy kasie on próbuje coś zrobić, poukładać w koszyku zakupy na co ona na cały sklep furczy, że to nie tak. Patrzę na ich ręce, oboje mają takie same obrączki - znaczy małżeństwo chyba. Wychodzą ze sklepu a ja tuż za nimi bo miałam tylko pięć rzeczy, które musiałam kupić. Idą oboje do dobrej klasy samochodu i dalej warczą bez ustanku na siebie. On jakby mniej, ona za to chyba rozkręciła się na dobre. Wsiadają do samochodu a ja pędzę na przystanek. Kiedy czekam na busa mijają mnie swoim fajnym samochodem. Ona ze zmrużonymi oczami a on tępo patrzący przed siebie. Nic mnie z tymi ludźmi nigdy nie łączyło jednak zmusili mnie do poważnej refleksji nad moim życiem. Na pierwszy rzut oka wyglądali na takich " co mają wszystko" ale patrząc na nich widziałam jak są nieszczęśliwi, zawarczeli to swoje szczęście, zasyczeli miłość, niewiele zostało. Ja nie mam dobrego samochodu, nasze auta niedługo będą pełnoletnie a ja z pracy "tłukę" się busem do domu, mam pracę, która nie jest jakoś specjalnie dochodowa, w naszym 25 metrowym pokoju brakuje już miejsca na cokolwiek a ja wciąż kupuje nowe książki, moje dzieci potrafią swoim zachowaniem świętego wyprowadzić z równowagi a mąż lubi marudzić, ale wiecie co jestem w tym wszystkim bardzo szczęśliwa. Może i te auta stare ale ile w nich wspomnień i nigdy nas nie zostawiły na środku drogi, mam pracę, którą lubię i która ma sens, może bus i podły ale pan kierowca zawsze ma dla mnie miłe słowo, może to mieszkanie malutkie ale przynajmniej jesteśmy blisko siebie, dzieci może grzeczne inaczej ale wprawiają mnie co rano w zachwyt, kiedy patrzę jak śpią z minami aniołów i Młody, może czasem ponarzeka ale kocham go najbardziej na świecie i nie byłabym w stanie warczeć do niego. Jestem wielką szczęściarą, że to wszystko mam. I nie gotuje im podłego jedzenia, po którym odechciewa się żyć. Daje im to co umiem najlepiej, dodaję świeże zioła, robię makaron i uwielbiam te ich posapywania podczas obiadu, i mówione (oczywiście z pełną buzią) mamo to jest pyszne. Dziś zapraszam na proste, dobre danie.

parpadele z kurczakiem

(brokuł coś na zdjęciu wyjątkowo nie zzieleniał)

parpadelle robione z tego przepisu http://zkotlababylucy.blox.pl/2012/10/lazania.html + łyżeczka suszonego czosnku niedźwiedziego

pół brokuła

1 mała pierś z kurczaka

1 szklanka domowego rosołu

ząbek czosnku

trochę bazylii,zielonej czubrycy

 

Makaron można przygotować ręcznie jak w podanym wyżej linku albo wrzucić wszystko do malaksera i wyrobić 5 minut. Potem dać mu odpocząć 10 minut. W tym czasie kroimy mięso na małe kawałki. Brokuła gotujemy na parze. Ciasto dość cienko wałkujemy i kroimy na ok 1,5 cm wstążki. Gotujemy sporą ilość wody. Kurczaka solimy, pieprzymy, doprawiamy zieloną czubrycą i smażymy na ogniu do zrumienienia na każdej ze stron, podlewamy rosołem, wciskamy ząbek czosnku i dodajemy do smaku czubrycy, dodajemy na patelnię ugotowane brokuły i na maleńkim już ogniu dusimy ok.5 minut. W tym czasie gotujemy makaron. Gotowy (po ok. 10 minutach) makaron cedzimy i przekładamy do garnka, w którym się gotował, warto zostawić trochę wody z gotowania ale tak naprawdę ciut. Do garnka przekładamy zawartość patelni, mieszamy, solimy i doprawiamy do smaku. Pozostawiamy kilka minut a w tym czasie przygotowujemy talerze. Smakuje naprawdę pysznie.

wtorek, 15 lipca 2014

Bardzo prosta sałatka, która powstała jako wariacja na temat kotletów z piersi kurczaka. W taki upalny dzień jak dziś gorące jedzenie smakuje raczej średnio. Za to sałatka ze świeżymi warzywami i makaronem wszystkim przypadła do gustu. Polecam serdecznie.

sałatka

3 usmażone kotlety z piersi kurczaka - panierowane w jajku i bułce tartej

200 g ugotowanego makaronu - kolorowego najlepiej

mała puszka kukurydzy

2 pomidory

2 małe ogórki małosolne

kilka listków bazylii

3 łyżki oliwy

2 łyżki octu balsamicznego

sól, pieprz

Usmażone kotlety pokroić w kostkę, kukurydzę odsączyć, pomidory i ogórki pokroić w plasterki. Przełożyć wszystko do miski,dodać makaron. Ocet wymieszać z oliwą, dodać sól i pieprz. Polać zawartość miski, dodać pokrojone listki bazylii. Wymieszać i odstawić na pół godziny.

Świetnie zaspokaja głód w upalne dni.

środa, 09 lipca 2014

Dziś bardzo prosta rzecz do zjedzenia, ciasto chlebowe zaplecione na patyczkach do szaszłyków Świetnie smakuje do potraw z grilla - warto go choć na chwilę położyć na grillowych kratkach by przeszedł zapachem dymu. Szczególnie posmakował dzieciom. Poniżej zdjęcia lokatora mojego ogródka. Pod pniem,który służy jako stelaż do trzmieliny gniazdko uwił sobie mały jeżyk, widziałam go kilkakrotnie wieczorem, jak przemykał między funkiami. Ostatnio przy odchwaszczaniu ogródka, w środku słonecznego dnia, jeż przeszedł obok mnie, obwąchał moje buty i poszedł dalej w poszukiwaniu ślimaków. Na szczęście miałam przy sobie aparat, trochę z emocji ręce mi się trzęsły ale przy odrobinie wyobraźni możecie cobie wyobrazić ten uroczy, niuchający wszędzie ryjek z zadziornie patrzącymi ślepkami.

chlebki na patyku

 

Chlebki:

 

ok. 40 dkg mąki pszennej - najlepiej chlebowej

1 szklanka wody

1 op. suchych drożdży -7 g

3 łyżki oleju kujawskiego

1 łyżeczka soli - polecam morską z ziołami

nadzienie:

pół pęczka zielonej pietruszki

ząbek czosnku

1 łyżka oliwy

 

żółtko do smarowania

patyczki do szaszłyków - namoczone w wodzie ok.1 godziny

Drożdże mieszamy z mąką, dodajemy wodę, olej, sól i dobrze wyrabiamy - ok.10 minut. Następnie przekładamy ciasto do miski, przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na minimum godzinę - powinno w tym czasie podwoić objętość.

Następnie ciasto przekładamy na stolnicę, dzielimy na kawałki, które lekko rozwałkowujemy w  prostokąt Ciasto zostawiamy na chwilę, w czasie której kroimy drobno pietruszkę, wyciskamy ząbek czosnku i dodajemy oliwy, całość jeszcze odrobinę solimy i mieszamy na jednolitą masę.

Wzdłuż każdego prostokąta ciasto układamy nadzienie

chlebki na patyku

a potem bardzo ściśle je sklejamy, tak jak na pierogi, rolujemy na stolnicy by miały ładny kształt, a potem rulonikiem ciasta owijamy patyczek.

chlebki na patyku

chlebki na patyku

Zrobione już rolki odkładamy na 10 minut do wyrośnięcia, potem delikatnie smarujemy je mieszanką żółtka i 3 łyżek mleka. Pieczemy ok.30 minut w 200 st.C.

chlebki na patyku

 

Jeżyk

jeżyk

jeżyk

jeżyk

 



20:02, babaluca1 , pieczywo
Link Komentarze (4) »
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u