poniedziałek, 30 września 2013

Przepis na ten specjał znalazłam gdzieś koło lutego na świetnym rosyjskim  blogu http://biteandsip.blogspot.com/2012/11/blog-post_22.html. Niestety na półce w spiżarni, gdzie spoczywały słoiczki z puree dyniowym   w lutym zaległ już kurz i pająk uwił spore gniazdko bo puree wyszło - do chleba, do chałki, do czego się dało. No i czekałam, czekałam aż moje dynie wyzłoci słońce, aż nabiorą koloru i aromatu, aż przerobię je na puree, a potem na syrop. Warto było czekać - moim skromnym zdaniem. Syrop łączy w sobie ulubione przeze mnie smaki cynamonu, imbiru ze słodyczą dyni i głębią smaku cukru trzcinowego. Generalnie kawę piję bez cukru ale z tym syropem smakuje przepysznie. Świetnie smakuje nie tylko z kawą ale też z plackami typu racuchy, naleśniki.

syrop

Przepis po moich przeróbkach

   2 łyżki puree z dyni 
    1/2 szklanki cukru trzcinowego
    1 szklanka wody
    1 łyżeczka mielonego cynamonu
    1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej

    3 goździki

    1/4 łyżeczki mielonego imbiru

    1 laska wanilii

    1 ziarenko anyżku

Wszystkie składniki wkładamy do rondelka. Podgrzewamy całość ok. 10 minut na maleńkim ogniu ale nie dopuszczamy do zagotowania - trzeba co jakiś czas zamieszać. Syrop przecedzamy przez gęste sitko, studzimy i przechowujemy w lodówce. Do kawy wystarczy pół łyżeczki, żeby zapachniało ciepłem i jesienią.

Polecam serdecznie.

niedziela, 29 września 2013

Niby wiadomo, niby co roku jest tak samo ale ja zawsze mam nadzieję, że zostanie trochę dłużej - lato. Skończyło się w tym tygodniu, wczoraj widziałam klucz żurawi odlatujących na zachód, smutno mi się jakoś na ten widok zrobiło. Nie żebym miała coś przeciw jesieni czy zimie ale będę tęsknić za długimi dniami, za kolorami i zapachami lata. Na pocieszenie zrobiłam żółciutkie - dyniowe - a jakże :) muffinki. Na zdjęciu jest również syrop, oczywiście dyniowy, do kawy - przepis jutro. A muffinki polecam serdecznie wszystkim, wypełnione dynią, otrębami i słodkimi rodzynkami - idealne by osłodzić każdą chwilę.

 dyniowe muffinki

1 szklanka puree dyniowego

2 duże jajka

0,5 szklanki maślanki lub jogurtu

0,5 szklanki oleju rzepakowego lub słonecznikowego

3/4 mąki pszennej - można użyć razowej

3/4 szklanki otrębów pszennych

0,5 szklanki cukru

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

0,5 łyżeczki sody

1.5 łyżeczki cynamonu

1/2 łyżeczki soli

1 szklanka bakalii : u mnie rodzynki i pokrojone suszone śliwki

 

Włączamy piekarnik na 200 st. W czasie gdy się nagrzewa przygotowujemy ciastka. Do jednej miski wkładamy puree dyniowe, maślankę, olej i jajka - całość mieszamy. Do drugiej miski dajemy sypkie produkty - bez bakalii i też je mieszamy ze sobą. Potem mokre dodajemy do suchych i też je mieszamy - nie za długo - bo muffinki bardzo tego nie lubią :)

Dodajemy bakalie i dosłownie w dwóch machnięciach łyżki łączymy je z ciastem. Do formy na 12 dołków wkładamy papilotki i do nich dajemy po dwie łyżki ciasta. Piekarnik powinien być już rozgrzany wiec wkładamy do niego formę i pieczemy ok. 20 minut. Przed włożeniem do piekarnika można muffinki posypać grubym cukrem trzcinowym. Zrobi się wtedy nam słodka "skórka".

Do popołudniowej kawy idealne.

dyniowe muffinki

 



piątek, 27 września 2013

Danie błyskawiczne - pod warunkiem, że mamy gotowe puree :). Całość zajmuje tyle czasu ile gotuje się makaron. Dyniowe puree przyprawione czosnkiem i ziołami otulające sprężynki makaronu żadnego członka rodziny nie pozostawiło obojętnym. Tylko Lilii prychnęła coś po kociemu i zaczęła zajadać swoją wątróbkę. Nie wie kocina ile straciła :) Polecam serdecznie.

 

Makaron - u mnie sprężynki

szklanka dyniowego puree - moje było akurat z kawałeczkami dyni

2 ząbki czosnku

2 łyżki oliwy z oliwek

pół szklanki wody

duża szczypta korzenia lubczyku

pół łyżeczki ziół dalmatyńskich

sól, pieprz

ser: parmezan lub to co akurat z serów macie w lodówce

 dynia z makaronem

Do osolonego wrzątku wsypujemy makaron, na patelni rozgrzewamy oliwę i dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, kiedy lekko zbrązowieje wyjmujemy go z patelni, na którą wkładamy puree. Przesmażamy krótko całość dodajemy wodę, zioła i lubczyk, soli i pieprzymy do smaku. Przykrywamy patelnię pokrywką i na małym ogienku pozwalamy na pyrkanie sosu. Trwa to ok. 3-4 minut. W tym czasie smaki powinny się już wydobyć, połączyć i zachwycić po podniesieniu pokrywki nasze kubki smakowe. Kiedy makaron jest już miękki odcedzamy go na durszlaku i wkładamy z powrotem do garnka, w którym się gotował. Warto zostawić też dwie - trzy łyżki wody w której gotował się makaron. Do garnka przekładamy zawartość patelni. Mieszamy całość by sos ładnie otulił makaron i podajemy zgłodniałym.

makaron z dynią

czwartek, 26 września 2013

Dyniowego serialu ciąg dalszy. Dziś rozkroiłam moją pierwszą dynię amazonkę i doszłam do wniosku, że ta dynia powinna się nazywać puree. Jej konsystencja jest wprost stworzona do tego by otrzymać gęstą, aromatyczną masę i to bez wysiłku. Polecam raz jeszcze wszystkim, którzy mają choć kawałek ogródka, choć podobno amazonka udaje się nawet w dużych donicach na balkonie. Dzisiejsze puree to świetna baza to ciast, mufinek czy chleba. Wystarczy w zimę otworzyć słoik i już zapach ciepłej jesieni uniesie się od razu w powietrzu. Polecam serdecznie.

 dynia

Dynia - u mnie od dziś na puree tylko amazonka :)

Różne są szkoły przerabiania dyni na dyniową masę. Ja osobiście preferuje naczynie na parze, w którym układam pokrojoną na kawałki dynię i paruję, dopóki nie zmięknie i zamieni się w masę pod naciskiem łyżki. Takie gorące pachnące pomarańczowe cudo wkładam do wypieczonych przez 15 minut słoików. Natychmiast zamykam zakrętką i potem pasteryzuje w piekarniku w 100 st. C ok. 20 minut. Ponieważ używam zazwyczaj jednorazowo ok. 1 szklanki masy staram się wkładać ją do średnich słoików - najczęściej po średnim majonezie kieleckim.

 dynia

 

W zimę niezastąpione.

 

Brałam niedawno udział w konkursie comfortfood i po raz pierwszy ktoś wybrał mój przepis do "czołowej" dwudziestki :) jeśli mielibyście chwilkę i ochotę by polubić mój przepis na konfiturę z czarnego bzu to proszę o klik na ten link http://www.comfortfood.pl/konfitura-z-czarnego-bzu/

Tagi: dynia
19:16, babaluca1 , przetwory
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 września 2013

Dynie w tym roku u mnie wyjątkowo pięknie wyrosły. Opanowały truskawki, rozpanoszyły się w marchewce i papryce. Wystawiają te swoje pękate brzuszki do słonka i czekają. Ja też czekam na dostawę nowych słoików bo wszystko co miałam już jest pełne letniego dobrodziejstwa. Pierwsza dynia została spożytkowana na marynatę - smak zapamiętany z dzieciństwa. Zrobiłam jej kilkanaście słoików. Ponieważ dynia ważyła ponad 20 kg obdarowałam nią jeszcze kilku sąsiadów. Kolejne dynie na całe szczęście są z gatunku krzaczastych i ich waga nie przekracza 2 kg - według mnie są idealne bo jedna wystarcza na obiad i np przygotowanie mufinek. W dodatku świetnie przechowują się w chłodnej piwnicy. Ten tydzień na blogu będzie dyniowy: zapachnie mufinkami, granolą , puree a nawet syropem dyniowym do kawy. Zapraszam serdecznie na ten pomarańczowy serial.

dynia marynowana

 

Marynowana dynia:

dynia - pomarańczowy miąższ bez skóry i włókien - u mnie ok. 3 kg

  Składniki zalewy:

-
  5 szklanek wody
-  1 szklanka octu 10%
-  pół garści goździków -, ok 20 szt.
-  1/4 łyżeczki cynamonu
-   3 szklanki cukru
-  cukier waniliowy
dynia marynowana
W zależności od ilości dyni musimy przygotować duży garnek w którym gotujemy wszystkie składniki zalewy. W tym czasie dynię kroimy na kostkę (kto jaką lubi - u mnie ok. 2 -3 cm)
Do wrzącej zalewy wkładamy ostrożnie dynię i na maleńkim ogniu gotujemy całość do czasu kiedy dynia będzie  miękka - trzeba uważać bo różne odmiany mają zróżnicowany czas na to. Do wyprażonych w piekarniku słoików przekładamy gorącą dynię z goździkami i uzupełniamy zalewą. Zakręcamy i wkładamy słoiki z pomarańczową zawartością na 15 minut do piekarnika rozgrzanego do 110 st. Ważne, żeby nakładać dynię i zalewę możliwie gorącą i zaraz wkładać do piekarnika. Potem wyciągamy słoiki, przykrywamy kocykiem i niech sobie stygnie. Powinniśmy odczekać kilka dni z konsumpcją by smaki ładnie się poprzenikały.
dynia marynowana
Brałam niedawno udział w konkursie comfortfood i po raz pierwszy ktoś wybrał mój przepis do "czołowej" dwudziestki :) jeśli mielibyście chwilkę i ochotę by polubić mój przepis na konfiturę z czarnego bzu to proszę o klik na ten link http://www.comfortfood.pl/konfitura-z-czarnego-bzu/
niedziela, 22 września 2013

Miałam nadzieję, że ubiegły tydzień poświęce  na uzupełnianie wpisów na blogu ale gdzie tam. Przeżyłam powódź, nawałę grzybów, które koszami dostarczał tata i siostra. No to obierałam, gotowałam, marynowałam i suszyłam cały tydzień. Spiżarnia się zapełnia za to na blogu pustkami niestety wieje, ale kiedyś się wezmę ... :)

Wczoraj mieliśmy spotkanie z naszymi przyjaciółmi, szczególnie wzruszające, że odwiedził nas ks. Wojtek - bardzo bliski naszym sercom - a na co dzień będący daleko w Kazachstanie. Ciasto, które przygotowałam było pierwszym wypiekiem w którym pomagał mi Młody, dlatego mogę go polecić każdemu - jest bardzo proste do zrobienia i jak to w przypadku ciast budyniowych pysznie smakuje. Polecam serdecznie.

 ciasto z owocami

Ciasto:

3 szkl. mąki pszennej tortowej

1 1/4 szklanki cukru pudru

cukier waniliowy

1 jajko

2 żółtka

80 g masła lub margaryny

3 łyżki śmietany

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

 

śliwki - u mnie węgierka ok. 80 dkg

masa budyniowa

budyń na 3 szkl. mleka

4 łyżki cukru

szczypta cynamonu

2,5 szklanki mleka

 

Wszystkie składniki ciasta wrzucam do malaksera i wyrabiam do otrzymania gładkiej kuli - gdyby się za bardzo kleiło trzeba dosypać mąki. Jeśli nie mamy malaksera wyrabiamy ciasto na stolnicy pamiętając by możliwie szybko je zagnieść. Ciasto dzielimy na dwie części jedną trochę większą zostawiamy a drugą wkładamy do zamrażarki. Foremkę standardową wykładamy papierem do pieczenia, ciasto wałkujemy i układamy na dnie blaszki. Śliwki kroimy na połówki i układamy je skórkami do ciasta.

2 szklanki mleka gotujemy z cukrem i odrobiną cynamonu, w pozostałej ilości mleka rozrabiamy budyniowy proszek i wlewamy na wrzące mleko gotujemy chwilkę by całość ładnie zgęstniała. Gorący wylewamy na śliwki, z zamrażarki wyjmujemy pozostałe ciasto i jeśli jest dość twarde ścieramy je na tarce na budyń lub skubiemy po kawałeczku ciasta i układamy na budyniu.

Pieczemy w 180 st. przez ok. 45- 50 minut.

Przepis z Mojego Gotowania po moich zmianach.

placek ze śliwkami

 

brałam niedawno udział w konkursie comfortfood i po raz pierwszy ktoś wybrał mój przepis do "czołowej" dwudziestki :) jeśli mielibyście chwilkę i ochotę by polubić mój przepis na konfiturę z czarnego bzu to proszę o klik na ten link http://www.comfortfood.pl/konfitura-z-czarnego-bzu/

14:25, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 16 września 2013

Ubiegły tydzień pachniał u mnie śliwkami -zrobiłyśmy z mamą powideł z ponad 50 kg węgierek. Niestety mój aparat wydał ostatnie tchnienia a Młody zabrał drugi w objazdówkę po Europie. Na całe szczęście po dwóch tygodniach szlajania się po świecie wrócił i aparat i Młody - zresztą też niezły aparat :). Zaległości blogowych mam dużo ale zacznę od przepisu na grzyby marynowane bo zupełnie z nienacka po kilku małych deszczykach w lesie zaroiło się od grzybów. Z siostrą natachałyśmy 4 ogromne wiadra pełne młodziutkich opieniek. Ponieważ w moim domu wszyscy uwielbiają marynowane grzybki większość naszego leśnego łupu została przerobiona w tenże specjał. Przepis, który od lat wykorzystuje moja mama. Polecam serdecznie.

 grzyby marynowane

grzyby: u mnie opieńki ale równie pysznie smakują koźlaki, borowiki czy zielonki

w zależności od ilości grzybów wrzątek - na 1 litr dajemy płaską łyżkę soli i sporą cebulę przekrojoną na pół

 

zalewa:

3 szklanki wody

1 szklanka octu 10%

1 łyżeczka soli

4 łyżeczki (płaskie) cukru

ziele angielski o. 8-10 ziaren

15 ziaren pieprzu czarnego

kilka ziarenek pieprzu kolorowego

3 liście laurowe

1 spora cebula pokrojona na krążki

 grzyby marynowane

Grzyby obieramy, najlepiej szerokim pędzlem usunąć piasek. Myjemy i wrzucamy do wrzącej osolonej wody, w której gotuje się cebula. Grzyby gotujemy do miękkości - opieńki są dość delikatne więc wystarczyło im 15 minut. Borowiki czy koźlaki gotujemy dłużej. Grzyby odsączamy na sicie i zostawiamy do wystudzenia. Cebulę z wywaru wyrzucamy.

Kiedy grzyby stygną gotujemy zalewę. Wszystkie składniki wrzucamy i wlewamy do jednego garnka i gotujemy ok. 15 minut. Cebula powinna być dość miękka. Co ważne zalewę trzeba koniecznie wystudzić.

Do słoiczków układamy grzyby - niezbyt ciasno bo powiększą swoją objętość kiedy "napoją"  się marynatą. Potem przekładamy do każdego słoiczka po kilka krążków cebuli z zalewy a potem uzupełniamy zalewę tak by grzyby i cebula ładnie w niej pływały. Nic nie powinno wystawać. Słoiki zakręcamy i pasteryzujemy ok. 30 minut. Potem odstawiamy, przykrywamy kocykiem, a po wystudzeniu etykietkujemy. Dobrze poczekać choć kilka dni by grzybki nabrały mocy.

grzyby marynowane

Oczywiście Lili dzielnie asystuje przy robieniu grzybków i zdjęć.

 grzyby marynowane

 



brałam niedawno udział w konkursie comfortfood i po raz pierwszy ktoś wybrał mój przepis do "czołowej" dwudziestki :) jeśli mielibyście chwilkę i ochotę by polubić mój przepis na konfiturę z czarnego bzu to proszę o klik na ten link http://www.comfortfood.pl/konfitura-z-czarnego-bzu/

Tagi: grzyby
18:36, babaluca1 , przetwory
Link Komentarze (4) »
niedziela, 08 września 2013

Kolejne ciasto z rodzaju "chce mi się coś słodkiego do kawy". Szybkie do przygotowania, puszyste, ładnie się prezentujące na talerzyku i co najważniejsze bardzo smaczne i pełne owoców. Idealne na leniwą niedzielę, przy filiżance kawy, kiedy za oknem jeszcze ostatnie chwile lata. Polecam serdecznie

 szybkie ciasto

2 szklanki mąki tortowej 450

6 dużych jaj

1 szklanka cukru

2 kisiele : u mnie wiśniowy i cytrynowy

1 szklanka oleju

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

4-5 łyżek kakao rozpuszczalnego typu puchatek

1 kg owoców: śliwek, gruszek, jabłek - ja wzięłam każdego po trochę

 

Najlepiej do przygotowania tego ciasta użyć miski obrotowej - wtedy robi się prawie samo :)

Wbijamy do miski jajka, dodajemy cukier i  na najwyższych obrotach ubijamy do uzyskania puszystej masy - ok. 10 minut. Potem zmniejszamy obroty na najmniejsze i wąskim strumyczkiem wlewamy olej. Mąkę przesiewamy z proszkiem i po łyżce dodajemy do ciasta. Kiedy wszystko się ładnie połączy dzielimy masę na dwie części: do każdej dodajemy inny kisiel i delikatnie mieszamy go z ciastem. Standardową blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy pierwszą porcję ciasta, nie musimy wyrównywać powierzchni mogą być górki i dolinki. Na ciasto posypujemy przez sitko kakao - warstwa powinna być dość  mocna. Na to lejemy drugą część ciasta, a na sam wierzchu układamy owoce, wciskając je lekko w ciasto. Pieczemy w 180 st. C ok. 45 minut - potem jeśli chcemy możemy ciasto oprószyć cukrem pudrem. I już.

szybkie ciasto

 



 

brałam niedawno udział w konkursie comfortfood i po raz pierwszy ktoś wybrał mój przepis do "czołowej" dwudziestki :) jeśli mielibyście chwilkę i ochotę by polubić mój przepis na konfiturę z czarnego bzu to proszę o klik na ten link http://www.comfortfood.pl/konfitura-z-czarnego-bzu/

Tagi: kisiel owoce
13:03, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (3) »
piątek, 06 września 2013

Każdy z nas ma przepis na tzw. hicior kulinarny. Coś co zawsze wszystkim smakuje, zawsze nam wyjdzie i jego smak jest taki jaki być powinien. U mnie w domu do takich przepisów należy przepis na paprykę marynowaną. Przywieziony lata temu z Węgier, co roku obowiązkowo przerabiany i zakończony efektem pysznej, jędrnej papryczki wyciągniętej gdzieś z czeluści słoika powiedzmy, że wśród trzaskających mrozów i zamieci śnieżnej. Dlatego ani mi oko się nie ześlizgnęło na przepisy inne niż mój domowy, ani mi powieka nie zadrgała przy przerzucaniu stron z przetworami na paprykę. Aż kiedyś będąc w Austrii zakupiłam butelkę octu winnego miodowego. I stała ta butelczyna i pomysłu na nią jakoś nie miałam ale kiedy mimochodem wpadł mi w oczy przepis na paprykę w miodowej zalewie to pomyślałam, że się mój austriacki ocet na coś jednak przyda, nie skończy bidulek w rurze kanalizacyjnej. Zalewa wyszła naprawdę dobra w smaku, natomiast efekt końcowy podbił zupełnie moje kubki smakowe. Papryka wcale nie jest słodka, za to jest bardzo aromatyczna, jędrna. Pyszna jednym słowem. Na stałe wchodzi do paprykowego repertuaru mojej spiżarni jako kolejny "hicior" Polecam serdecznie.

 

papryka

zalewa:

5 szklanek wody ,

szklanka octu winnego ( ja użyłam miodowego )

3/4 szklanki cukru ,

2 łyżki miodu - najlepiej wielokwiatowy

1 łyżka soli ,

2 łyżki oleju

Do każdego słoika z papryką wkładamy 1 ząbek czosnku , 4-4 ziarenka pieprzu , trochę estragonu ( szczypta suszonego lub kilka listków świeżego - dałam szczyptę suszonego ) ,
1 ziarenko ziela angielskiego, kilka ziarenek gorczycy, kawałeczek listka laurowego.

Gotujemy wodę z cukrem do wrzątku dodajemy miód, sól,  ocet i olej. Studzimy. W tym czasie myjemy paprykę, kroimy jak kto lubi - u mnie dość szerokie paski. Paprykę układamy dość ściśle w słoikach, zalewamy zalewą. Zakręcamy i pasteryzujemy ok. 15 minut.

Proporcja zalewy jest mniej więcej na 1 kg papryki - zależy to  dużej mierze ile upakujemy papryki w słoik. Generalnie proponuję zrobić od razu co najmniej 5 kg papryki bo u mnie mniejszej ilości nie wróżę jej dotrzymania do zimy.

Przepis pochodzi z mniammniam.pl





czwartek, 05 września 2013

Rozmawiałam ostatnio z moimi znajomymi o piosence Anny Marii Jopek "Ja wysiadam" W sumie to stała się ona punktem wyjścia do dyskusji o czasie, o przyspieszeniu i o potrzebie zatrzymania się - czasem choć na chwilę. Rzecz dobre, wartościowe potrzebują czasu aby nabrać mocy, dojrzeć do bycia sobą. A ja ciągle biegnę i na nic nie mam czasu i czekam na chwilę, kiedy mogę przystanąć. Nie na długo rzecz jasna bo rzeczywistość skrzeczy ale na momencik by pomyśleć, żeby się zastanowić lub po prostu pogapić się na pszczoły na kwiatku. Kiedyś ludzie podobno żyli spokojniej, wolniej mimo, iż nie było tylu pomagaczy typu samochody, miksery i inne cuda. Zapachu tamtych dni szukam w czasie robienia konfitur. Tutaj nic nie można pospieszyć bo z konfitury wyjdzie brejka. Trzeba tylko czasu i małego płomyczka pod garnkiem. Dziś konfitura z czarnego bzu w pięknym kolorze, zachwycająca głębią słodyczy. Idealna do chwil-przystanków z kubkiem herbaty. Polecam serdecznie.

konfitura z czarnego bzu

1 kg owoców czarnego bzu - oddzielonych od baldachów - najprościej zrobić to widelcem

0,75 kg cukru

1,5 szklanki wody

sok z jednej cytryny

Zagotowujemy wodę z cukrem, na syrop wrzucamy czarny bez i na maleńkim ogniu gotujemy całość ok. 45 minut. Odstawiamy w chłodne miejsce na 1 dzień. Następnego dnia zagotowujemy całość, dodajemy sok z cytryny i na maleńkim ogienku pozwalamy zawartości garnka sobie pyrkać. Ewentualną piankę zbieramy ostrożnie z powierzchni. U mnie trwało to ok. 2 godzin. Kiedy konsystencja konfitury nam odpowiada przekładamy ją gorącą do wypieczonych w piekarniku słoiczków i zakręcamy. Przykrywamy słoiki kocem a potem naklejamy naklejki.

 konfitura z czarnego bzu

WAŻNE przy robieniu konfitur pod żadnym pozorem nie używamy łyżki do mieszania w garnku. Możemy co jakiś czas poruszać garnkiem ale nie mieszajmy zawartości łyżkami, żeby nie zniszczyć delikatnych owocków.

przepis pochodzi z tej strony http://everycakeyoubake.blogspot.com/2011/09/konfitura-z-owocow-czarnego-bzu.html



Konfiturę zgłaszam do konkursu comfort food ww.comfortfood.pl

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u