poniedziałek, 17 marca 2014

Dziś ciasto do którego przymierzałam się już kilkakrotnie. Wydawało mi się jednak zawsze bardzo pracochłonne więc odkładałam go do przegródki "na później" W sobotę nasi przyjaciele zaprosili nas na obiad a ja miałam przygotować coś deser. Jako, że w sobotę pogoda odstraszała od spacerów pozostało mi zrobienie ciasta z tego co było w domu. Przepis na ciasto jest autorstwa Anuli natomiast masa jest własną wariacją na temat zawartości lodówki i okolic. Efekt to smaczne, orzeźwiające ciasto,które smakowało zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Polecam serdecznie bo wbrew pozorom jego przygotowanie zajmuje niewiele czasu.

kopiec kreta

Na ciasto
12,5 dag masła;
1,5 szklanki mąki pszennej;
5 łyżek mleka;
0,5 szklanki cukru;
2 łyżki kakao;
3 jajka;
3 łyżki ekstraktu waniliowego;
1 łyżeczka proszku do pieczenia;
1 łyżka cukru wanilinowego.
Na masę:
1 kubeczek (200ml) śmietany kremówki
250 g serka mascarpone
5 dużych łyżek gęstej kwaśnej śmietany
1 galaretka - u mnie agrestowa
4 banany
kopiec kreta
Masło,mleko,cukier i kakao rozpuszczamy na malutkim ogniu, często mieszając by nic się nie przypaliło. Odstawiamy do wystudzenia. Do chłodnej masy wbijamy żółtka - białka przekładamy do innej miseczki, gdzie ubijemy je na pianę. Do masy czekoladowo-żółtowej dodajemy mąkę z proszkiem,cukrem waniliowym i ekstraktem,miksujemy chwilkę a później dodajemy ubitą na sztywno pianę, którą delikatnie mieszamy zresztą ciasta. Tortownicę smarujemy masłem,wysypujemy kaszką manną i przekładamy do niej przygotowane ciasto. Pieczemy je w tem. 170 st.przez 30 minut. Kiedy lekko przestygnie wydrążamy je tak, by zostało nam ok. 1,5 cm brzegu i tyleż samo dna. Wydrążone kawałki ciasta odkładamy do miseczki. Na dnie ciasta układamy przekrojone na pół banany - ja swoje skropiłam sokiem z cytryny by nie ściemniały
Masa:
galaretkę zalewamy pół szklanki wrzątku, dobrze mieszamy i odstawiamy do wychłodzenia. Stygnie dość szybko więc kiedy będzie chłodna to wtedy do miski wlewamy śmietankę i ubijamy ją mikserem na max obrotach ok. 5 minut. Potem dodajemy serek i śmietankę i dalej ubijamy. Wąskim strumykiem wlewamy chłodną galaretkę i jeszcze chwilę ubijamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Potem możliwie szybko przekładamy masę na banany formując ją w stożek - uwaga bo szybko tężeje. Całość posypujemy okruchami ciasta delikatnie je wciskając w masę. Odstawiamy w chłodne miejsce najlepiej na całą noc.
Z filiżanką dobrej kawy i w doborowym towarzystwie smakuje przepysznie.

kopiec kreta

niedziela, 09 marca 2014

Dziś będzie historycznie, z retrospekcją

Dziewięć lat temu było bardzo zimno, świat był biały i mroźny. Właśnie w taki właśnie dzień nasza najstarsza córka postanowiła przyjść na świat - tydzień wcześniej niż wyznaczony termin porodu. Jechaliśmy do szpitala z przekonaniem - wbitym na do głowy w szkole rodzenia- że pierwszy poród trwa ok.8 godzin od odejścia wód i nie należy się spieszyć, trzeba być spokojnym, wziąć prysznic, napić się herbaty, odpoczywać i kiedy skurcze będą się pokazywać co pół godziny można na spokojnie przyjechać do szpitala. Z tych punktów programu zaliczyłam tylko szybki prysznic bo skurcze zaczęły się jakoś uporczywie nasilać. Wsiedliśmy lekko bladzi do samochodu i łamiąc wszelkie możliwe zakazy prędkości dojechaliśmy do szpitala. Tam pani na położniczej izbie przyjęć zapytała widząc kobietę z ogromnym brzuchem, łapiącą z trudem oddech - Pani w jakiej sprawie? no to szybko wyrzuciłam, że dziecko się rodzi i my do porodu. Pani ze stoickim spokojem - kiedy odeszły wody ?

ja- 2 godziny temu

Pani - o to spokojnie, nie ma się co spieszyć, a co ile są skurcze?

ja - (cokolwiek już podniesionym z bezradności głosem) co 3,5 minuty

Pani - aha - no to proszę na oddział - tutaj nerwowo zadzwoniła na oddział, żeby kogoś przysłali bo jest nagła sprawa

Przyszła miła Pani i kazała mi wziąć torbę i iść z nią do windy (Młody w tym czasie poszedł po resztę rzeczy do samochodu)

No i szłyśmy sobie, ja wlekąc się z torbą i przystając co chwilę kiedy skurcz zginał mnie w pół i miła Pani. Mówię Wam te dwadzieścia kilka metrów były jednymi z najdłuższych dystansów mojego życia.

Wchodzimy na blok, inna miła Pani znów pyta mnie o to samo co na dole, widzę młodą dziewczynę z mamą, która pyta mnie od której wody odeszły i że ta córka to już tu 10 godzin leży i ma 4 palce rozwarcia.

Kurczę czuję się jak w jakiś surealistycznym filmie, w dodatku moje dziecko jakby już się wkręca w kanał. Znów miła Pani, która tym razem mnie bada i mówi - kładziemy się szybciutko i rodzimy. Na co ja rozbrajająco - ja jestem do porodu rodzinnego - bez męża nie rodzę. Na co Pani mówi, że nie ma czasu na chodzenie do sali rodzinnej i rodzę tutaj na bloku, ja z uporem powtarzam, że bez męża nie rodzę i lituje się jakaś inna miła Pani, która woła na korytarzu - jest tu Pan ....... bo żona rodzi. Młody wpada zdyszany więc możemy rodzić, na co miła Pani mówi, że muszę jeszcze dokumenty podpisać i ankietę wypełnić. No i między jednym a drugim skurczem stawiam koślawce w miejscu podpisu i przypominam sobie, w którym to roku usuwali mi migdały. Pyza rodzi się 20 minut po przyjeździe do szpitala głośnym krzykiem ogłaszając to światu. Jej narodziny sprawiły, że nasz świat zmienił się o 180 st.,musieliśmy zweryfikować nasze przyzwyczajenia, wreszcie dorosnąć, stać się odpowiedzialnymi, przestaliśmy dysponować naszym czasem, rzeczami, wszystkim po prostu. Ale nie zamienilibyśmy tego nigdy na nasze poprzednie życie. Wtedy zaczęła się nasza najlepsza przygoda życia - bycie mamą i tatą.

Tort dla Pyzy zawsze jest wyzwaniem, Pyza jest wybredna, kapryśna, u Pyzy wszystko musi być idealnie. Pyza nie ma litości dla matki sangwiniczki - wytknie każdą najmniejszą niedoróbkę. W tym roku Pyza zadecydowała, że dekorację tortu przygotuje sama- w końcu to jej tort. Moja rola ograniczyła się tylko do upieczenia ciasta i zrobienia masy. Pyza oczywiście była niezadowolona ze starań matki, Pyza marudziła niemiłosiernie, że to najgorszy tort i pewnie najgorsze jej urodziny. Wczoraj o 20.30 kiedy położyła się do łóżka powiedziała cicho- mamo to była najlepsza imprezka i tort był pyszny. Po czym zawinęła się w kłębek jak kociak i zasnęła zmęczona.

Cóż w byciu matką są jednak czasem i wzloty :)

Ciasto na tort z tego przepisu:http://zkotlababylucy.blox.pl/2013/04/biszkopt-rzucany.html

Przepis na krem z tej strony:http://abcmojejkuchni.blogspot.com/2012/11/tort-kakaowo-orzechowy-z-masa-kawowa.html

 tort

Masa:

1litr mleka 3,2%

7 łyżek mąki pszennej - u mnie tortowa

7 łyżek mąki ziemniaczanej

8 łyżek cukru

200 g masła

5 łyżek kawy rozpuszczonej w 2 łyżkach wrzątku

można dodać jeszcze 2-3 łyżki spirytusu ale mój tort był dla dzieci więc to pominęłam

pół laski wanilii

 

Pół litra mleka zagotować z cukrem i przeciętą laską wanilii, do pozostałego mleka wsypać obie mąki i dobrze wymieszać. Ja żeby uniknąć grudek przelałam płyn przez gęste siteczko. Kiedy mleko zawrze wyjmujemy wanilię i wlewamy mieszankę mleczno-mączną. Gotujemy całość do zgęstnienia - powinno stracić smak surowej mąki. Odstawiamy do wychłodzenia.

Pamiętajmy, żeby masa budyniowa i masło miały tę samą temperaturę.

Do miski wkładamy miękkie masło i ucieramy je na puch. Potem dodajemy po jednej łyżce masę budyniową. Zmiksowaną masę dzielimy i 1/4 odkładamy do miseczki. Pozostałą masę dalej ucieramy z rozpuszczoną kawą.

Do tortu:

poncz:

1 szklanka mocnej herbaty - u mnie karmelowa

sok z pół cytryny

2 łyżeczki cukru

 

dżem jagodowy

kolorowe drażetki, pisaki cukiernicze

 tort

 

Biszkopt dzielimy na trzy placki. Nasączamy każdy z nich ponczem, smarujemy dżemem jagodowym i kładziemy połowę masy kawowej,na to znów biszkopt + poncz + dżem+ masa kawowa i zmów biszkopt + poncz + białą masa, którą dekorujemy również boki tortu. Dekorację z drażetek najlepiej zrobić godzinę przed podaniem tortu ponieważ mają tendencję do puszczania kolorów.

 

 



Tagi: biszkopt tort
13:02, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (9) »
czwartek, 27 lutego 2014

Wczoraj o 5.38 obudziło nas Pyziątko głośnym - mamo mleko szybko!!! O tej godzinie to ja szybko zamykam jedynie oczy - resztę robię wolniej niż stuletni żółw, ale jako że nasza najmłodsza latorośl doskonale wie czego chce, w dodatku wie jak to wyegzekwować od rodziców to chcąc nie chcąc zwlokłam się z ciepłego łóżka i oniemiałam. Na ciemnym niebie błyszczał srebrny sierp księżyca, a nad nim jaśniała gwiazdka. No i obudziłam resztę rodziny, Młodego zagoniłam do zrobienia zdjęcia, a my trzymałyśmy kciuki, żeby to co widzimy wyszło na zdjęciach. Piętnaście minut później niebo zjaśniało od wschodzącego słońca, a niecodzienny widok zniknął. Po raz pierwszy w życiu stwierdziłam, że nocny głód Pyziątka na coś się jednak przydał.

niebo

niebo

Pączek - król karnawału i rzecz jasna Tłustego Czwartku. U mnie w domu obowiązkowy gość przynajmniej kilka razy w roku - nawet w upalne lato. Te przygotowane na dziś mają schowanego orzecha laskowego, kto na niego trafi będzie miał szczęście cały rok. Przepis mojej mamy.

domowe pączki

1 kg mąki pszennej luksusowej typ 405 + troszkę do podsypywania

1 kostka drożdży świeżych 100 g

10 dużych żółtek

pół szklanki cukru

100 g rozpuszczonego masła

2 łyżki kwaśnej śmietany

2 łyżki wódki lub rumu

2 szklanki mleka

szczypta soli

smalec lub olej do smażenia

marmolada różana lub powidło

 

domowe pączki

Zaczynamy od rozpuszczenia masła, które zostawiamy do przestudzenia. W jednej szklance ciepłego mleka rozpuszczamy 3 łyżki cukru, dodajemy drożdże i 3 łyżki mąki. Całość mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. W tym czasie przesiewamy mąkę, dodajemy do niej sól, w misce ucieramy żółtka i pozostałą część cukru - tak by kryształki nie były widoczne a masa była jasna i puszysta. Do mąki dodajemy wyrośnięty zaczyn, masę żółtkową i pozostałe składniki. Całość zagniatamy minimum 10 minut - musi odchodzić od ręki. Tak wyrobione ciasto przekładamy do miski, przykrywamy i odstawiamy na ok. 1,5 godziny. Potem przekładamy je na wysypaną mąką stolnicę i krótko wyrabiamy, potem wałkiem lub ręką rozpłaszczamy je na grubość ok. 1 cm. Szklanką wykrawamy krążki, na środek każdego z nich kładziemy małą łyżeczką nadzienie i zaklejamy jak sakiewkę - łącząc wszystkie krawędzie w jednym miejscu. Zlepieniem na dole układamy na stolnicy. Pozwalamy im podrosnąć ok. 40 minut. W tym czasie rozgrzewamy tłuszcz - kawałek chleba wrzucony na tłuszcz powinien ładnie się zezłocić - to znak, że możemy wrzucać pączki, najlepiej nie smażyć od razu dużej ilości pączków - by nie wystudzić tłuszczu. Po wrzuceniu na tłuszcz przykrywamy naczynie pokrywką i po 3 minutach zdejmujemy pokrywkę i odwracamy pączki - powinny mieć ładny złoto-brązowy kolor, kiedy zbrązowieje z drugiej strony, ostrożnie przekładamy je na ręcznik kuchenny do odsączenia. Potem albo lukrujemy albo pudrujemy - u nas wszyscy wolą pudrowane więc tylko takie robimy.

Polecam serdecznie.

Z tej porcji wychodzi ok. 35-38 pączków.

domowe pączki

 

Tłusty czwartek 2014

Tagi: drożdże
18:28, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (6) »
wtorek, 25 lutego 2014

Bardzo smaczna odmiana zwyczajnej piersi z kurczaka. Dzięki temu, że smażymy je w cieście pozostają soczyste i aromatyczne. Posmakowały zwłaszcza Pyzom, u nas jedliśmy je z ryżem parboiled ugotowanym z solą morską z ziołami kotanyi i sosem. Polecam serdecznie

wstążki z kurczaka

Podwójna pierś z kurczaka

3/4 szklanki wody

1/4 szklanki mleka

1 jajko

1 szklanka mąki typ 650

przyprawa gyros - 1 łyżeczka do ciasta i 2 łyżeczki do zamarynowania mięsa

 

Piersi z kurczaka kroimy na długie i cienkie "wstążki", posypujemy je obficie przyprawą gyros i odstawiamy na godzinę do zamarynowania, można oczywiście ten czas pominąć ale mięso nie przejdzie smakiem przypraw. Potem do miski wbijamy jajko, dodajemy wodę, mleko, mąkę i przyprawę, a potem rózgą metalową dokładnie mieszamy ciasto. Do miski z ciastem przekładamy zamarynowane mięso i raz jeszcze mieszamy, by ciasto ładnie otoczyło kurczaka. Odstawiamy na 20-30 minut, a potem smażymy na oleju do zezłocenia.

wstążki z kurczaka

Do wstążek można zrobić taki sos:

2 łyżki śmietany 18%

2 łyżki majonezu - najlepiej kielecki

2 łyżki pikantnego keczupu - u nas pudliszki

sól, pieprz do smaku,

szczypta ziół dalmatyńskich

 

Wszystkie składniki sosu dokładnie wymieszać w miseczce i odstawić na minimum 30 minut.

niedziela, 23 lutego 2014

Nie przepadam jakoś za ciastami siostry Anastazji bo przerażają mnie te wielopiętrowe konstrukcje z ciasta, mas i innych różności. tym razem jednak zrobiłam wyjątek i przygotowałam jedno, moim zdaniem, bardzo proste ciasto. Smak masy jest podkręcony mocno pomarańczą, jej sokiem również nasączyłam biszkopt - dzięki temu połączeniu ciasto jest lekko wilgotne a całość bardzo smacznie się komponuje. To chyba jedno ze smaczniejszych ciast jakie zrobiłam - na stałe wchodzi do mojego "repertuaru". Polecam serdecznie.

kilimanżaro

Ciasto:

8 jaj

20 dkg cukru

7 łyżek mąki pszennej tortowej

4 łyżki gorzkiego kakao

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

 

Masa jabłkowa

1 kg jabłek

1 łyżeczka masła

2 galaretki pomarańczowe

 

Krem:

1/2 l mleka

1/2 szklanki cukru

2 łyżki mąki ziemniaczanej

2 łyżki mąki pszennej

skórka starta z jednej pomarańczy

1 kostka masła ekstra 200 g

 

sok z jednej pomarańczy

dowolna polewa czekoladowa

 

Najpierw zaczynamy od przygotowania klasycznego biszkoptu. Nastawiamy piekarnik na 180 st. C. Do miski wbijamy białka i ubijamy je na sztywną masę, potem dodajemy partiami cukier i ubijamy ok 5 minut, następnie dodjemy po jednym żółtku. Kiedy masa będzie jednolita zmniejszamy obroty miksera do minimum lub używając metalowej rózgi mieszamy zawartość  miski z sypkimi produktami. Robimy to delikatnie by piana nie opadła, przekładamy przygotowane ciasto do dużej, prostąkątnej foremki i pieczemy ok. 35 min.

W czasie kiedy piecze się ciasto przygotowujemy masę. Pomarańczę dobrze myjemy a potem sparzamy wrzącą wodą, ścieramy tarką o drobnych oczkach jedynie pomarańczową skórkę - bez białej warstwy. Z mleka odlewamy pół szklanki, pozostała część zagotowujemy z cukrem i skórką pomarańczową. Do odlanego mleka dodajemy obie mąki i mieszamy. Na gotujące się mleko wlewamy mleko z mąkami i gotujemy na wolnym ogniu aż dobrze zgęstnieje. Odstawiamy do wychłodzenia, przykrywajac folią spożywczą, by nie utworzył się korzuch.

 

Jabłka obieramy ze skórki i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Przekładamy do garnka, dodajemy masło i niewielką ilość wody - ok. 50 ml. Przykrywamy całość i dusimy na wolnym ogniu do zmięknięcia jabłek, potem do wrzącej masy jabłkowej wsypujemy proszek galaretkowy i dobrze mieszamy, by nie utworzyły się grudki. Odstawiamy do wychłodzenia się.

 

Ostudzone ciasto kroimy na połowę. wyciskamy sok z pomarańczy i nasączamy obie połowy ciasta. Na jedną wykładamy lekko krzepnącą masę jabłkową.

Miękkie masło ucieramy mikserem na puch, dodajemy do niego po jednej łyżce budyń. Całość miksujemy do uzyskania jednolitej masy.

Pamiętajmy, że temperatura budyniu i masła powinna być taka sama - ja kładę kostkę masła na wystudzony już budyń i zostawiam je tak na godzinę,  dzięki temu masa się nie zwarza.

Na masę galaretkową wykładamy masę budyniową, wyrównujemy łyżką i kładziemy drugą część biszkoptu, lekko dociskamy.

Wierzch biszkoptu polewamy ulubioną polewą czekoladową. Odstawiamy do zimnego miejsca.

Na drugi dzień smakuje rewelacyjnie.

kilimanżaro

poniedziałek, 17 lutego 2014

Dziś dzień kota. Moje mruczące cudo korzystało dziś z pięknej pogody wspinając się po drzewach, czając się na ptaki i wreszcie wylegując się na parapecie w ciepłych promieniach słońca.Wszystkiego najlepszego Lilusiu.

kot

kot

kot

A na obiad mięsko, które chętnie zajada Lilka. My zresztą też.

1 kg karkówki

1 łyżeczka słodkiej papryki

1 łyżeczka wedzonej papryki  w proszku

1 łyżeczka mielonych kolorowych pieprzów

pół łyżeczki kolędry

2 łyżki oliwy

łyżeczka soli - może być sól z ziołami

 

Mięso dokładnie myjemy, obsypujemy przyprawamy, nacieramy solą i polewamy oliwą i wkładamy do miski, którą odkładamy do lodówki minimum 12 godzin. Potem przekładamy do worka do pieczenia i w zamkniętym naczyniu żaroodpornym pieczemy w 200 st.  przez godzinę. Potem zdejmujemy pokrywę , otwieramy rękaw i pieczemy ok. 35 minut by mięso ładnie się zrumieniło.

 

 

środa, 12 lutego 2014

Zbliżają się Walentynki, nie jestem ich jakoś szczególną fanką, mimo, że od trzynastu lat jestem nieustająco zakochana w moim wspaniałym mężu. No, ale dzieci wołają, że idą walentynki, a na blogu nic nie ma dla zakochanych. To się wzięłam i  przygotowałam nasze ulubione calzone tym razem w foremce na serduszkowe muffinki. Calzone prezentują się naprawdę bardzo fajnie i ich przygotowanie nie nastręcza żadnych trudności. U Pyz wzbudziły szczery entuzjazm. Trzeba mieć tylko odpowiednią foremkę i można działać. Polecam serdecznie.

calzone

Ciasto przygotować według tego przepisu:http://zkotlababylucy.blox.pl/2014/02/calzone-po-raz-drugi.html

Nadzienie może być zupełnie dowolne: szynka, kukurydza, pieczarki, ananas. U nas był to filet z indyka zamarynowany w przyprawie gyros usmażony na odrobinie oleju, gotowane na parze brokuły i mozzarella.

Sos pomidorowy lub keczup.

calzone

Foremkę delikatnie smarujemy oliwą, ciasto przekładamy na stolnice, odgazowujemy i wałkujemy na ok. 1 cm grubość. Kroimy go potem na kwadraty, które pozwolą nam swobodnie wypełnić formę i dać się zakleić. W foremce układamy ciasto, na nie kładziemy sos - u nas domowa ljutenica, na to kawałek sera, potem brokuły i mięso. Wystające kawałki ciasta zaklejamy na górze, jeśli ciasta jest za dużo po prostu odcinamy je nożem. Mnie wyszło 12 sporych serduszek i jeszcze trzy foremki na tarletki. Piekarnik nagrzewamy do 200 st. C i do gorącego wkładamy formę, po 10 minutach zmniejszamy temperaturę do 180 st. C i pieczemy jeszcze ok. 15 minut - potem po odparowaniu serduszek na kratce na każdym z nich robimy kleksik keczupu i formujemy go wykałaczką w serduszko.

calzone

 

Walentynkowa kolacja we dwoje

środa, 05 lutego 2014

Dziś troszkę po włosku, nasze ulubione calzone tym razem z innym ciastem i trochę innym nadzieniem. Ku naszemu zaskoczeniu Pyziątko zjadło jeden cały pierożek wołając co  chwilę: ćepupu (keczupu :), dobre, moje. Widać, że dziecko już zasmakowało w dobrej, włoskiej kuchni.

calzone

  • 20 g świeżych drożdży

  • 1 łyżeczka cukru

  • 1/2 szklanki ciepłej wody

  • 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • 2 1/2 - 3 szklanki szklanki mąki u mnie 650

  • 2 łyżki oliwy z oliwek

  • 1 płaska łyżeczka soli

Do miseczki wlewamy ciepłe mleko, mieszamy je z wodą, cukrem i pokruszonymi drożdżami, potem dodajemy dwie łyżki mąki i odstawiamy całość na 10 minut do wyrośnięcia. W tym czasie przesiewamy mąkę  z solą, dodajemy oliwę. Wyrośnięty zaczyn dodajemy do mąki i wyrabiamy ok. 5 minut. Przekładamy do miski i odkładamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę.

Nadzienie może być zupełnie dowolne: wędlina, pieczarki, cukinia, pomidory czy ser.

Ja użyłam zawekowanej jesienią mieszanki cukinii, pomidorów i papryki do tego dodałam podsmażony, pokrojony boczek i szynkę. Do tego duża ilość oregano i żółtego sera.

calzone

Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części a je na 4 kawałki, które w rękach rozciągamy na okrągłe placki, na każdy z nich nakładamy sporą ilość farszu i zaklejamy jak pierogi. Nagrzewamy piekarnik do 200 st. C. Calzone smarujemy rozkłóconym jajkiem, posypujemy oregano i pieczemy ok. 20 minut. Smakują naprawdę wspaniale. Polecam serdecznie.

calzone

wtorek, 04 lutego 2014

Odwiedzając różne blogi przez długi czas mam wrażenie, że osoby je piszące są poniekąd moimi znajomymi, często oprócz przepisów na blogach czytam co tam u nich, co kogo cieszy, a co u kogo właśnie wywołało chandrę, jakie kto lubi kwiaty, jak ma na imię ukochany zwierzak. Tak wpadam sobie co jakiś czas do różnych blogów, do różnych miast, często do różnych krajów i zżywam się z tymi ich światami bo ja się strasznie przywiązuje do miejsc i do osób. Kiedy potem ktoś nagle znika myślę, co tam u niego, czy to nowa praca, nowa miłość. Czasem to niestety choroba, kryzys, strata. Jednym z blogów do których czuję się przywiązana jest kuchnia pachnąca bzem prowadzona przez Anulę. Kiedy przeczytałam, że Ania ma badania, że jest w szpitalu serce mi sie ściskało - tym bardziej, że niedawno  moja trzydziestoletnia kuzynka zmarła na nowotwór. Dziś wchodzę na blog Ani i widzę zdjęcie maleństwa z ciekawością przyglądającemu się światu. No i oczywiście ryczę ze szczęścia, kiedy czytam, że ta dziecinka długo wyczekana pojawiła sie na świecie. Aby uczcić to wielkie wydarzenie postanowiłam przygotować coś z blogu Ani. Mój wybór padł na błyskawiczne ciasto - ciut je zmieniłam. Jest naprawdę błyskawiczne i bardzo proste do przygotowania. 

Adusiu rośnij zdrowa i mądra jak mama i tata. Ściskamy Was mocno.

Ciasto upiekliśmy wprawdzie na Twoją cześć, ale w związku z tym, że:

-po pierwsze do Pabianic daleko,

- po drugie takie słodkie dzidzie najlepiej lubią mleczko od swoich mam

więc to ciasto pozwoliliśmy sobie zjeść - do ostatniego okruszka. Smakuje mocno czekoladowo, my żałowaliśmy tylko, że miś ma tylko dwie nóżki bo o nie stoczył się prawdziwy bój :)

http://kuchniapachnacabzem.blogspot.com/

ciasto czekoladowe

1/2 szklanki cukru brązowego;

1/2 szklanki cukru białego drobnego

1 jajko;

1 szklanka mleka;

16,5 dag margaryny;

2,5 szklanki mąki pszennej;

1 łyżeczka cynamonu;

2 łyżeczki przyprawy do piernika;

2 łyżeczki sody;

2 łyżki kakao

szczypta soli;

 17 dag prażonych jabłek


Rozpoczynamy od zmiksowania jajek z cukrem, potem dodajemy margarynę, dalej ucieramy, dodajemy mleko, jabłka i stopniowo wszystkie razem wymieszane sypkie produkty. Mieszamy chwilę, by ciasto było jednolite. Wlewamy do blaszki i pieczemy 50 minut w 160 st. C. Po upieczeniu można polać czekoladową polewą.

 



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u