przetwory

czwartek, 25 września 2014

Urok tego sosu tkwi w balansowaniu na krawędzi słodyczy i kwaśnicy, tak by smaki zamiast szokować łagodnie tuliły nasze kubki smakowe. Taki słoik ratuje moją skórę w dni, kiedy wracam skonana późno z pracy a w domu tłum głodnych się kłębi wokół stołu. Wtedy wystarczy kawałek kurczaka lub szynki wrzucić na patelnię, podsmażyć. W tym czasie ugotować ryż, na patelnię wrzucić zawartość słoika i w ciągu 15 minut mamy pyszny, zdrowy obiad. Z tej proporcji wychodzi 7 słoików 0,75 l. Polecam serdecznie. Przepis z Wielkiego Żarcia z moimi zmianami.

DSC04523

3 kg pomidorów - u mnie lima

1 kg cebuli

1 duża papryka czerwona

1 puszka ananasów pokrojonych w kostkę (zalewę zachowujemy)

1 puszka kukurydzy

2 łyżki musztardy

1/2 szklanki octu

3 szklanki cukru

1 łyżka curry

1 /2 łyżeczki pieprzu

2 łyżki musztardy

3 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę

1,5 łyżki soli

 

rozpoczynamy od umycia pomidorów, sparzenia ich wrzątkiem. Później zdejmujemy z nich skórę i kroimy w kostkę, przekładamy do dużego garnka, potem obieramy cebulę i powtarzamy procedurę krojenia w kostkę i wrzucenia do garnka. Na małym ogniu dusimy całość ok. 1,2 h. Następnie dodajemy wszystkie składniki oprócz mąki ziemniaczanej i zalewy. Dusimy ok. 45 minut. Potem w zalewie rozpuszczamy mąkę i dodajemy do garnka, całość zagotowujemy. Do wyparzonych w gorącym piekarniku słoików przekładamy wrzący sos. Zakręcamy szczelnie, przykrywamy kocem. Nie ma potrzeby pasteryzowania.

 

sobota, 12 października 2013

kilka lat temu byliśmy na wakacjach w Bułgarii i Rumunii, pojechaliśmy tam pod koniec września i mieliśmy do dyspozycji zupełnie puste plaże, kempingi i hotele. Za to stragany na targach uginały się od papryki, bakłażanów i pomidorów. Ja byłam wtedy w drugim miesiącu ciąży i mój nos działał na 200% mocy. Z tamtego wyjazdu pamiętam właśnie ten ocean zapachów z bułgarskich ryneczków, zapach czubrycy, bakłażanów i ljutenicy. W Polsce niestety przez wiele lat nie udało mi się znaleźć przepisu, który przypominałby tamte wakacje. Do czasu, aż odkryłam ten blog: http://www.chillibite.pl/2013/08/ljutenica-albo-lutenica.html to była miłość od pierwszego czytania. Przepisy, które idealnie wpisują się w moje kubki smakowe.

Jeszcze w sklepach są bakłażany i papryka więc spróbujcie koniecznie tego cudnego smaku: połączenia słodyczy pomidorów i pieczonej papryki z intensywnością chili i bakłażana. Polecam serdecznie. Idealnie nadaje się na prezent dla bliskich. Ten koszyk przygotowałam na urodziny moich przyjaciół - tegoroczne przetwory z ljutenicą na czele :)

przetwory

1 litr przecieru pomidorowego ( lub 3 kg pomidorów)
300g marchewki
2 kg bakłażanów
6 ząbków czosnku
3 kg czerwonej papryki
2-4 czerwone ostre papryczki - użyłam dwóch ze względu na konsumujące ten specjał Pyzy
30g cukru trzcinowego demerara
2-3 łyżeczki soli (do smaku)
4 łyżeczki czubrycy czerwonej
50g octu winnego z czerwonego wina
100g oleju słonecznikowego
Użyłam domowego przecieru pomidorowego, który był przygotowany na zimę do zupy a skończył jako składnik ljutenicy. Jeśli używamy pomidorów to musimy je sparzyć, pozbawić skórek, pokroić i dusić na ogniu w garnku o grubym dnie. Powinny zgęstnieć i zmniejszyć objętość do połowy.
Ponieważ miałam pomidory już gotowe zaczęłam przygotowanie ljutenicy od upieczenia bakłażanów w całości w piekarniku nagrzanym do 180 St. C przez ok. 50 minut. Kiedy odrobinę przestygnie kroimy je na pół i łyżeczką wybieramy wnętrze - moje bakłażany były bardzo miękkie dlatego ich już nie blenderowałam - jeśli wasze okażą się twardawe to potraktujcie je blenderem.
Paprykę słodką myjemy, kroimy na pół wyjmujemy gniazda nasienne i na blasze wyłożonej papierem do pieczenia pieczemy w 200 st. C ok 30 minut. paprykę ostrą pieczemy razem ze słodką pamiętając że przy jej myciu i krojeniu warto założyć rękawiczki. Potem gorące strąki przekłądamy do miski, przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy do wystudzenia.
Kiedy papryka się piecze obieramy marchewkę, ścieramy na grubych oczkach i dodajemy do pomidorów, kiedy marchewka nieco zmięknie dodajemy do garnka bakłażany, potem czosnek starty na tarce. Całość dusimy na małym ogniu. Wystudzone papryki obieramy ze skórki - schodzi raczej bez problemów - albo kroimy na kawałki albo miksujemy przez chwilę w malakserze - ale nie na jednolitą masę - powinny nam zostać małe kawałki. Tak przygotowaną paprykę przekładamy do garnka z pozostałymi warzywami. Mieszamy całość i dodajemy pozostałe składniki: cukier, czubrycę ocet i olej. Teraz pozostaje całość tylko dusić i dusić na małym ogniu by smaki się ładnie połączyły a całość nabrała konsystencji sosu. U mnie trwało to ok 80 minut. Warto co jakiś czas przemieszać zawartość garnka by nic się nie przypaliło bo szkoda by było takiego dobrodziejstwa na zmarnowanie dać. Kiedy czujemy, że nasza ljutenica jest taka jak być powinna to wkładamy czyste, umyste słoiczki do piekarnika i w 100 st. C wyprażamy je ok. 10 minut. W tym czasie pod garnkiem zmniejszamy ogień do minimum. Kiedy słoiczki będą już sterylne to do gorących przekładamy gorącą ljutenicę i od razu zakręcamy. Ljutenicę możemy używać zamiast keczupu, zamiast sosu do pizzy, do placków ziemniaczanych, a nawet jeśli zajdzie potrzeba jako sos do makaronu. Zawsze smakuje obłędnie.
przetwory
Mój aparat niestety dogorywa ,ale Młody kupił mi już nowy sprzęt, który właśnie do mnie jedzie :)
czwartek, 26 września 2013

Dyniowego serialu ciąg dalszy. Dziś rozkroiłam moją pierwszą dynię amazonkę i doszłam do wniosku, że ta dynia powinna się nazywać puree. Jej konsystencja jest wprost stworzona do tego by otrzymać gęstą, aromatyczną masę i to bez wysiłku. Polecam raz jeszcze wszystkim, którzy mają choć kawałek ogródka, choć podobno amazonka udaje się nawet w dużych donicach na balkonie. Dzisiejsze puree to świetna baza to ciast, mufinek czy chleba. Wystarczy w zimę otworzyć słoik i już zapach ciepłej jesieni uniesie się od razu w powietrzu. Polecam serdecznie.

 dynia

Dynia - u mnie od dziś na puree tylko amazonka :)

Różne są szkoły przerabiania dyni na dyniową masę. Ja osobiście preferuje naczynie na parze, w którym układam pokrojoną na kawałki dynię i paruję, dopóki nie zmięknie i zamieni się w masę pod naciskiem łyżki. Takie gorące pachnące pomarańczowe cudo wkładam do wypieczonych przez 15 minut słoików. Natychmiast zamykam zakrętką i potem pasteryzuje w piekarniku w 100 st. C ok. 20 minut. Ponieważ używam zazwyczaj jednorazowo ok. 1 szklanki masy staram się wkładać ją do średnich słoików - najczęściej po średnim majonezie kieleckim.

 dynia

 

W zimę niezastąpione.

 

Brałam niedawno udział w konkursie comfortfood i po raz pierwszy ktoś wybrał mój przepis do "czołowej" dwudziestki :) jeśli mielibyście chwilkę i ochotę by polubić mój przepis na konfiturę z czarnego bzu to proszę o klik na ten link http://www.comfortfood.pl/konfitura-z-czarnego-bzu/

Tagi: dynia
19:16, babaluca1 , przetwory
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 września 2013

Dynie w tym roku u mnie wyjątkowo pięknie wyrosły. Opanowały truskawki, rozpanoszyły się w marchewce i papryce. Wystawiają te swoje pękate brzuszki do słonka i czekają. Ja też czekam na dostawę nowych słoików bo wszystko co miałam już jest pełne letniego dobrodziejstwa. Pierwsza dynia została spożytkowana na marynatę - smak zapamiętany z dzieciństwa. Zrobiłam jej kilkanaście słoików. Ponieważ dynia ważyła ponad 20 kg obdarowałam nią jeszcze kilku sąsiadów. Kolejne dynie na całe szczęście są z gatunku krzaczastych i ich waga nie przekracza 2 kg - według mnie są idealne bo jedna wystarcza na obiad i np przygotowanie mufinek. W dodatku świetnie przechowują się w chłodnej piwnicy. Ten tydzień na blogu będzie dyniowy: zapachnie mufinkami, granolą , puree a nawet syropem dyniowym do kawy. Zapraszam serdecznie na ten pomarańczowy serial.

dynia marynowana

 

Marynowana dynia:

dynia - pomarańczowy miąższ bez skóry i włókien - u mnie ok. 3 kg

  Składniki zalewy:

-
  5 szklanek wody
-  1 szklanka octu 10%
-  pół garści goździków -, ok 20 szt.
-  1/4 łyżeczki cynamonu
-   3 szklanki cukru
-  cukier waniliowy
dynia marynowana
W zależności od ilości dyni musimy przygotować duży garnek w którym gotujemy wszystkie składniki zalewy. W tym czasie dynię kroimy na kostkę (kto jaką lubi - u mnie ok. 2 -3 cm)
Do wrzącej zalewy wkładamy ostrożnie dynię i na maleńkim ogniu gotujemy całość do czasu kiedy dynia będzie  miękka - trzeba uważać bo różne odmiany mają zróżnicowany czas na to. Do wyprażonych w piekarniku słoików przekładamy gorącą dynię z goździkami i uzupełniamy zalewą. Zakręcamy i wkładamy słoiki z pomarańczową zawartością na 15 minut do piekarnika rozgrzanego do 110 st. Ważne, żeby nakładać dynię i zalewę możliwie gorącą i zaraz wkładać do piekarnika. Potem wyciągamy słoiki, przykrywamy kocykiem i niech sobie stygnie. Powinniśmy odczekać kilka dni z konsumpcją by smaki ładnie się poprzenikały.
dynia marynowana
Brałam niedawno udział w konkursie comfortfood i po raz pierwszy ktoś wybrał mój przepis do "czołowej" dwudziestki :) jeśli mielibyście chwilkę i ochotę by polubić mój przepis na konfiturę z czarnego bzu to proszę o klik na ten link http://www.comfortfood.pl/konfitura-z-czarnego-bzu/
poniedziałek, 16 września 2013

Ubiegły tydzień pachniał u mnie śliwkami -zrobiłyśmy z mamą powideł z ponad 50 kg węgierek. Niestety mój aparat wydał ostatnie tchnienia a Młody zabrał drugi w objazdówkę po Europie. Na całe szczęście po dwóch tygodniach szlajania się po świecie wrócił i aparat i Młody - zresztą też niezły aparat :). Zaległości blogowych mam dużo ale zacznę od przepisu na grzyby marynowane bo zupełnie z nienacka po kilku małych deszczykach w lesie zaroiło się od grzybów. Z siostrą natachałyśmy 4 ogromne wiadra pełne młodziutkich opieniek. Ponieważ w moim domu wszyscy uwielbiają marynowane grzybki większość naszego leśnego łupu została przerobiona w tenże specjał. Przepis, który od lat wykorzystuje moja mama. Polecam serdecznie.

 grzyby marynowane

grzyby: u mnie opieńki ale równie pysznie smakują koźlaki, borowiki czy zielonki

w zależności od ilości grzybów wrzątek - na 1 litr dajemy płaską łyżkę soli i sporą cebulę przekrojoną na pół

 

zalewa:

3 szklanki wody

1 szklanka octu 10%

1 łyżeczka soli

4 łyżeczki (płaskie) cukru

ziele angielski o. 8-10 ziaren

15 ziaren pieprzu czarnego

kilka ziarenek pieprzu kolorowego

3 liście laurowe

1 spora cebula pokrojona na krążki

 grzyby marynowane

Grzyby obieramy, najlepiej szerokim pędzlem usunąć piasek. Myjemy i wrzucamy do wrzącej osolonej wody, w której gotuje się cebula. Grzyby gotujemy do miękkości - opieńki są dość delikatne więc wystarczyło im 15 minut. Borowiki czy koźlaki gotujemy dłużej. Grzyby odsączamy na sicie i zostawiamy do wystudzenia. Cebulę z wywaru wyrzucamy.

Kiedy grzyby stygną gotujemy zalewę. Wszystkie składniki wrzucamy i wlewamy do jednego garnka i gotujemy ok. 15 minut. Cebula powinna być dość miękka. Co ważne zalewę trzeba koniecznie wystudzić.

Do słoiczków układamy grzyby - niezbyt ciasno bo powiększą swoją objętość kiedy "napoją"  się marynatą. Potem przekładamy do każdego słoiczka po kilka krążków cebuli z zalewy a potem uzupełniamy zalewę tak by grzyby i cebula ładnie w niej pływały. Nic nie powinno wystawać. Słoiki zakręcamy i pasteryzujemy ok. 30 minut. Potem odstawiamy, przykrywamy kocykiem, a po wystudzeniu etykietkujemy. Dobrze poczekać choć kilka dni by grzybki nabrały mocy.

grzyby marynowane

Oczywiście Lili dzielnie asystuje przy robieniu grzybków i zdjęć.

 grzyby marynowane

 



brałam niedawno udział w konkursie comfortfood i po raz pierwszy ktoś wybrał mój przepis do "czołowej" dwudziestki :) jeśli mielibyście chwilkę i ochotę by polubić mój przepis na konfiturę z czarnego bzu to proszę o klik na ten link http://www.comfortfood.pl/konfitura-z-czarnego-bzu/

Tagi: grzyby
18:36, babaluca1 , przetwory
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 września 2013

Każdy z nas ma przepis na tzw. hicior kulinarny. Coś co zawsze wszystkim smakuje, zawsze nam wyjdzie i jego smak jest taki jaki być powinien. U mnie w domu do takich przepisów należy przepis na paprykę marynowaną. Przywieziony lata temu z Węgier, co roku obowiązkowo przerabiany i zakończony efektem pysznej, jędrnej papryczki wyciągniętej gdzieś z czeluści słoika powiedzmy, że wśród trzaskających mrozów i zamieci śnieżnej. Dlatego ani mi oko się nie ześlizgnęło na przepisy inne niż mój domowy, ani mi powieka nie zadrgała przy przerzucaniu stron z przetworami na paprykę. Aż kiedyś będąc w Austrii zakupiłam butelkę octu winnego miodowego. I stała ta butelczyna i pomysłu na nią jakoś nie miałam ale kiedy mimochodem wpadł mi w oczy przepis na paprykę w miodowej zalewie to pomyślałam, że się mój austriacki ocet na coś jednak przyda, nie skończy bidulek w rurze kanalizacyjnej. Zalewa wyszła naprawdę dobra w smaku, natomiast efekt końcowy podbił zupełnie moje kubki smakowe. Papryka wcale nie jest słodka, za to jest bardzo aromatyczna, jędrna. Pyszna jednym słowem. Na stałe wchodzi do paprykowego repertuaru mojej spiżarni jako kolejny "hicior" Polecam serdecznie.

 

papryka

zalewa:

5 szklanek wody ,

szklanka octu winnego ( ja użyłam miodowego )

3/4 szklanki cukru ,

2 łyżki miodu - najlepiej wielokwiatowy

1 łyżka soli ,

2 łyżki oleju

Do każdego słoika z papryką wkładamy 1 ząbek czosnku , 4-4 ziarenka pieprzu , trochę estragonu ( szczypta suszonego lub kilka listków świeżego - dałam szczyptę suszonego ) ,
1 ziarenko ziela angielskiego, kilka ziarenek gorczycy, kawałeczek listka laurowego.

Gotujemy wodę z cukrem do wrzątku dodajemy miód, sól,  ocet i olej. Studzimy. W tym czasie myjemy paprykę, kroimy jak kto lubi - u mnie dość szerokie paski. Paprykę układamy dość ściśle w słoikach, zalewamy zalewą. Zakręcamy i pasteryzujemy ok. 15 minut.

Proporcja zalewy jest mniej więcej na 1 kg papryki - zależy to  dużej mierze ile upakujemy papryki w słoik. Generalnie proponuję zrobić od razu co najmniej 5 kg papryki bo u mnie mniejszej ilości nie wróżę jej dotrzymania do zimy.

Przepis pochodzi z mniammniam.pl





czwartek, 05 września 2013

Rozmawiałam ostatnio z moimi znajomymi o piosence Anny Marii Jopek "Ja wysiadam" W sumie to stała się ona punktem wyjścia do dyskusji o czasie, o przyspieszeniu i o potrzebie zatrzymania się - czasem choć na chwilę. Rzecz dobre, wartościowe potrzebują czasu aby nabrać mocy, dojrzeć do bycia sobą. A ja ciągle biegnę i na nic nie mam czasu i czekam na chwilę, kiedy mogę przystanąć. Nie na długo rzecz jasna bo rzeczywistość skrzeczy ale na momencik by pomyśleć, żeby się zastanowić lub po prostu pogapić się na pszczoły na kwiatku. Kiedyś ludzie podobno żyli spokojniej, wolniej mimo, iż nie było tylu pomagaczy typu samochody, miksery i inne cuda. Zapachu tamtych dni szukam w czasie robienia konfitur. Tutaj nic nie można pospieszyć bo z konfitury wyjdzie brejka. Trzeba tylko czasu i małego płomyczka pod garnkiem. Dziś konfitura z czarnego bzu w pięknym kolorze, zachwycająca głębią słodyczy. Idealna do chwil-przystanków z kubkiem herbaty. Polecam serdecznie.

konfitura z czarnego bzu

1 kg owoców czarnego bzu - oddzielonych od baldachów - najprościej zrobić to widelcem

0,75 kg cukru

1,5 szklanki wody

sok z jednej cytryny

Zagotowujemy wodę z cukrem, na syrop wrzucamy czarny bez i na maleńkim ogniu gotujemy całość ok. 45 minut. Odstawiamy w chłodne miejsce na 1 dzień. Następnego dnia zagotowujemy całość, dodajemy sok z cytryny i na maleńkim ogienku pozwalamy zawartości garnka sobie pyrkać. Ewentualną piankę zbieramy ostrożnie z powierzchni. U mnie trwało to ok. 2 godzin. Kiedy konsystencja konfitury nam odpowiada przekładamy ją gorącą do wypieczonych w piekarniku słoiczków i zakręcamy. Przykrywamy słoiki kocem a potem naklejamy naklejki.

 konfitura z czarnego bzu

WAŻNE przy robieniu konfitur pod żadnym pozorem nie używamy łyżki do mieszania w garnku. Możemy co jakiś czas poruszać garnkiem ale nie mieszajmy zawartości łyżkami, żeby nie zniszczyć delikatnych owocków.

przepis pochodzi z tej strony http://everycakeyoubake.blogspot.com/2011/09/konfitura-z-owocow-czarnego-bzu.html



Konfiturę zgłaszam do konkursu comfort food ww.comfortfood.pl

niedziela, 01 września 2013

Ten rok był wyjątkowy pod względem chorób, które nas dopadły. Do tej pory nasze dzieci nigdy tak nie chorowały, my zresztą też. Niestety zeszłej jesieni nie udało się zrobi zapasów z czarnego bzu, który w mojej rodzinie od lat służy jako cudowne lekarstwo. Bardzo brakowało nam dodatku konfitury czy dżemu, ale chyba najbardziej odczuliśmy brak soku - pierwszej pomocy przy kataralno-przyziębieniowych historiach. W tym roku nie zrobię błędu z poprzedniego roku. Już w spiżarni pysznią się buteleczki pełne tradycyjnie zrobionego soku - z sokownika. Teraz kolej na sok dla dzieci - wersja łagodniejsza i smaczniejsza w smaku. Przepis mam od mamy jednej z koleżanek Pyzy, która nie opuszcza wcale zajęć w szkole i w tym soku upatruje owa mama zdrowie swej pociechy. Wypróbujemy bo smaku jest naprawdę pyszny.

sok z czarnego bzu

35 dużych baldachów dojrzałych owoców bzu czarnego

2 litry wody

2 kg cukru

3 duże cytryny

5 łyżeczek płaskich kwasku cytrynowego

 

Baldachy dokładnie płuczemy pod bieżącą wodą. W garnku gotujemy wodę, wsypujemy cukier i gotujemy chwilę syrop. Przy pomocy widelca usuwamy grona z baldachów. Wrzucamy owoce do dużego garnka. Cytryny dokładnie myjemy, kroimy na pół i wyciskamy sok, skórki i sok wrzucamy do garnka z bzem. Wsypujemy kwasek cytrynowy i zalewamy całość wrzącym syropem. Przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy na dwa dni w chłodne miejsce. Po tym czasie odlewamy  zgromadzony sok a owoce wrzucamy do sokownika i czekamy aż sok z owoców pod wpływem pary ścieknie. Jeśli nie mamy sokownika to chyba trzeba będzie przetrzeć owoce przez sitko. Cały sok zlewamy do jednego garnka i zagotowujemy. Ja używam buteleczek po soczkach typu kubuś - po umyciu wkładam je do piekarnika na 100 st. C i wyparzam je ok. 10 minut. Potem do gorących buteleczek wlewamy gorący sok i zakręcamy. Odstawiamy i przykrywamy tak, by możliwie długo utrzymać wysoką temperaturą - ja używam do tego grubego koca. Na końcu przy pomocy mleka przytwierdzamy etykietki. No i zima nam niestraszna.

sok z czarnego bzu

 



Tagi: czarny bez
18:54, babaluca1 , przetwory
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 lipca 2013

alternatywa dla korniszonów, bardzo fajnie komponują się na półmiskach no i dobrze smakują

polecam serdecznie

patisony

 

ok. 1 kg obranych małych patisonków

1 l wody

0,5 szklanki octu

niepełna łyżka soli

3 łyżki cukru

liść laurowy, pieprz w ziarnkach, gorczyca

 

Do słoików - u mnie po średnim majonezie kieleckim - włożyć po listku laurowym, szczypcie gorczycy, kilka ziarenek pieprzu a potem w miarę ciasno ułożyć umyte patisonki. Zagotować wodę z cukrem i solą, dodać ocet. Zalać wrzącą zalewą, zakręcić i pasteryzować ok. 20 minut. Odstawić, przykryć kocykiem aż wystygną.

patisony

Tagi: patisony
15:23, babaluca1 , przetwory
Link Komentarze (3) »
środa, 24 lipca 2013

Przepis, który moja mama dostała wieki temu od swojej koleżanki. Obowiązkowo partia tych ogórków co roku musi być zrobiona z tego przepisu. Ogórki wychodzą jędrne, smaczne. Świetne w sałatkach. Polecam serdecznie.

ogórki

Na ok. 2-3 kg ogórków - wszystko zależy od ich wielkości. Ogórki umyć, ale ich nie moczyć w wodzie bo potem nie będą chciały chłonąć zalewy.

Zalewa:

6 szklanek wody

1 szklanka octu

6 łyżek cukru

1,5 łyżki soli

 

ziele angielskie, pieprz, koper, liść laurowy, kawałek chrzanu, kilka ziaren gorczycy do każdego słoika

 

Zagotowujemy wodę z cukrem i solą, dodajemy ocet i wystudzamy. Zimną zalewę napełniamy słoiki, zakręcamy i pasteryzujemy ok. 10-12 minut. Ot. cała filozofia :) a ile pyszności zaklętych w słoiku.

ogórki

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u