coś na obiad

wtorek, 24 lutego 2015

Czasem ciężko dokonać wyboru, ciężko zdecydować czego się chce, ile można za to coś poświecić, ile trudów żeby mieć, żeby być. Dziś usłyszałam, że brak decyzji jest również decyzją, brak działania jest decyzją. Bardzo mądra jest ta moja Pani Małosia, bardzo pomaga, inaczej uczy patrzeć. No i pytam się dziś siebie co ja bym chciała?No i marzy mi się ciepła wiosna, kolory, zapachy więc w moim garnku dziś kolorowo, pachnąco, ale i sycąco, bo mimo wiosny w sercu na zewnątrz jednak panują ciągle minusy. Polecam serdecznie.

DSC05584

500 g małych pieczarek

2 litry bulionu

1 czerwona cebula

2 białe cebule

2 pomidory

1 marchewka

1 papryka

kilka plasterków boczku

pół pęczka pietruszki

1 łyżka masła

duża szczypta lubczyku

mała szczypta kozieradki

zioła prowansalskie

sól, pieprz

kluseczki:

1 duże jajko

50 ml wody

50 ml mleka

mąka

sól

 

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, marchewkę obieramy, myjemy i ścieramy na tarce o grubych oczkach, paprykę kroimy w paseczki a potem w kostkę. Na patelni rozgrzewamy łyżkę masła, dodajemy cebulę, marchewkę i paprykę. Mieszamy do zeszklenia się cebulki, potem dodajemy pół szklanki bulionu, przykrywamy i dusimy ok. 10 minut. W tym czasie myjemy pieczarki, kroimy w plasterki a potem w półplasterki. Plastry boczku kroimy na paseczki. Bulion zagotowujemy, dodajemy do niego zawartość patelni i gotujemy na małym ogniu, na patelni rozgrzewamy boczek, dodajemy pieczarki i smażymy aż będą prawie miękkie. Dodajemy pieczarki do garnka, przyprawiamy i gotujemy do miękkości. Doprawiamy przyprawami. W kubku mieszamy jajko, mleko i wodę, dodajemy mąkę, aby otrzymać gęste ciasto jak na naleśniki. Nad garnkiem trzymamy łyżkę cedzakową z dziurkami, wlewamy do niej ciasto by kroplami spływało do zupy. Kluseczki gotujemy ok 2 minut. Pysznie smakuje z pajdą razowego chleba.

 

czwartek, 23 października 2014

Legendarna soczewica, która być może odmieniła losy świata. Gdyby to Ezaw, małomówny myśliwy dostał błogosławieństwo od ojca, należne mu z prawa pierworództwa mogłoby być różnie. Na szczęście Ezaw zgłodniał tak bardzo, że sprzedał swój przywilej bratu i to za co - za miskę soczewicy. Widocznie Jakub musiał być dobrym kucharzem skoro za talerz jego zupy można było oddać prawie wszystko. Raczył się pewnie chłopisko miską soczewicy, kiedy przez 14 lat przyszło mu żyć z kobietą, której nie kochał, zajadał soczewicę gdy myślał o tej, którą spotkał przy studni, gdy zakochał się od pierwszego wrażenia, kiedy dzieci mu się rodziły, jadł kiedy krowy nie chciały dawać mleka, a owce dawały za to  nogę z pastwiska. Nie było mu pewnie łatwo, ale jakoś przeżył te 147 lat, dzieci wyrosły mu w 12 pokoleń izraelskich, zdobył w końcu ukochaną Rachelę i myślę, że nie bez powodu raczył się soczewicą, która zawiera lekkostrawne białko, wapń, żelazo, beta-karoten oraz witaminy B i PP. Korzystnie wpływa na śledzionę, trzustkę i żołądek, wzmacnia aktywność nerek i nadnerczy. Pozytywnie działa również na serce i krążenie, obniża poziom cholesterolu, zapobiega nagłym wzrostom cukru we krwi. Nawet jeśli nie macie takich problemów jak Jakub to i tak warto skorzystać z dobrodziejstw niepozornych pomarańczowych ziarenek. Dziś sycąca, rozgrzewająca zupa - idealna na jesienny, pochmurny dzień. Polecam serdecznie

DSC04808

1 szklanka czerwonej soczewicy

2 marchewki

2 ziemniaki

1 cebula

3 ząbki czosnku

szklanka przecieru pomidorowego

pół łyżeczki curry

pół łyżeczki czerwonej czubrycy

pół łyżeczki czerwonej słodkiej papryki

liść laurowy, 1 ziele angielskie, sól, pieprz

bulion lub kawałeczek mięsa

pół pęczka zielonej pietruszki

kilka plasterków wędzonego boczku

Ważne - solimy dopiero na końcu, żeby soczewica nie stwardniała

Jeśli nie mamy akurat rosołu to do garnka wkładamy kawałek mięsa - u mnie kawałek polędwicy wieprzowej zalewamy zimną wodą, zagotowujemy i odlewamy wodę. Zalewamy raz jeszcze wodą i gotujemy z listkiem i zielem angielskim. Cebulę i czosnek kroimy na drobną kosteczkę, podsmażamy na patelni na 1 łyżce oliwy do zeszklenia, zawartość patelni dodajemy do garnka z mięsem lub bulionem. Warzywa obieramy, kroimy w grubszą kostkę,dodajemy do garnka, potem wrzucamy soczewicę,całość gotujemy na małym ogniu ok. 25 minut. Kiedy i soczewica i ziemniaki są miękkie dodajemy przecier, curry, czubrycę i zagotowujemy. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem. Można zupę podać już w takiej formie - wystarczy jeszcze posypać pokrojoną pietruszką. Ja swoją zupę zblenderowałam, potem plasterki boczku pokroiłam na wąskie paseczki,które przysmażyłam na rumiano na patelni. Tak podana smakuje nam najbardziej, oczywiście z dużą ilością pietruszki

 

środa, 22 października 2014

Pamiętam że kiedyś Polskę odwiedził George W. Bush, przygotowano mu wtedy wystawny posiłek i kucharz relacjonował dania, jakie będą podane prezydentowi, a gdy doszło do pytania czego nie lubi głowa Ameryki kucharz powiedział, że brokułów i nie ma się co temu dziwić. No cóż trudno dyskutować o wyższości kalafiora nad brokułem, tudzież cukinią czy kapustą. Czasem zupełnie z niewiadomych przyczyn coś nie smakuje, ktoś wydaje się być beznadziejny, czasem trudno się przemóc by spróbować, by zagadać, by dać komuś szansę. Czasem trzeba zjeść przynajmniej 4 talerze z zupą, żeby zaczęło smakować albo żeby obrzydło na zawsze. Czasem trzeba wielu dni, żeby "zjeść" te wszystkie osłonki, naskórki i maski które ludzie zakładają, żeby okazało się, że obok nas jest przyjaciel. I aż żal tych wszystkich chwil, w których patrzyliśmy przez pryzmat własnych, a częściej cudzych, zaszczepionych uprzedzeń. No cóż, i do przyjaźni i do dobrej zupy potrzeba jest odrobinę cierpliwości. A najlepiej to zaprosić przyjaciela na zieloną brokułową i mieć dwie przyjemności jednocześnie.
Zupę polecam bardzo, a przyjaźni zachwalać przecież Wam nie muszę.

DSC04771

1 spory brokuł

1 marchewka

1 pietruszka

kawałek selera

100 g serka śmietankowego topionego

kawałek piersi z kurczaka

lubczyk, sól, pieprz, zioła prowansalskie, bazylia, listek laurowy

2 łyżki kaszy manny

Brokuły dzielimy na kawałki i gotujemy w lekko ocukrzonej wodzie - płaska łyżeczka na duży garnek. Warzywa obieramy, myjemy i kroimy na kawałki.

Do drugiego garnka wkładamy pierś z kurczaka, zalewamy zimną wodą, zagotowujemy a potem odlewamy i znów zalewamy wodą, dodajemy, warzywa, listek laurowy i gotujemy do miękkości i warzyw, i mięsa. Z wywaru wyjmujemy mięso, które kroimy w kosteczkę, miękki brokuł wkładamy do wywaru, dodajemy serki topione i blenderujemy. Jeśli lubicie można oszczędzić z miksowania kilka łodyżek brokuła, które potem znów trafią do zupy. Zmiksowaną zupę stawiamy jeszcze na chwilę na ogniu, posypujemy kaszką manną, zagotowujemy i 2 minuty gotujemy, mieszając co chwilę. Do gotowej zupy dodajemy pierś z kurczaka, doprawiamy jeszcze do smaku i podajemy. Pyszna sama lub z kawałkiem chleba lub grzankami.

czwartek, 16 października 2014

Są miejsca na świecie, do których niestety nigdy nie dotrę, nie zobaczę ale uwielbiam "patrzeć " na to czego sama nie widziałam oczami innych. W czasach kiedy ani radia, ani telewizji ani nawet internetu nie było to właśnie z opowieści innych ludzie poznawali świat. Każdy gość był przyjmowany w domu z honorami bo dla wioski leżącej gdzieś "za górami" był to jedyny sposób aby poznać co tam słychać w świecie. A świat jest taki niesamowity i myślę, że zarówno kiedyś jak i dziś fascynuje różnorodnością. Zanika dziś słuchanie innych, wolimy sami zobaczyć, przeczytać, pojechać niż wysłuchiwać opowieści innych, zanika też sztuka snucia opowieści, dziś większość woli przekazywać informację. A ja uwielbiam te chwile, kiedy ktoś opowiada mi swoją historię z obcym miejscem w tle. Mój Młody był w tym roku 9 dni na Bałkanach i okolicach, i chociaż nigdy nie byłam w Albanii już czuję się zakochana w tym kraju. W ubiegły wekend mieliśmy ogromną przyjemność uczestniczyć w weselu naszej kuzynki Małgosi. I mimo, że impreza była w okolicach Ojcowa dzięki opowieściom dwójki naszych cudownych krewnych mogłam zobaczyć i Algierię, i RPA i Cypr, a wreszcie kra,j który bardzo chciałabym odwiedzić - Gruzję. Fascynują mnie ichniejsze zwyczaje, tradycję wznoszenia toastów, kuchnia pełna zupełnie innych smaków, przypraw, symbioza Europy i Kaukazu. W dodatku wizję smakołyków gruzińskich snute przez Madzię pobudziły moją wyobraźnię do granic możliwości. Natomiast kiedy zobaczyłam w oczach pewnego ciemnookiego, przystojnego dwunastolatka tęsknotę za plackiem z ciasta chlebowego, nadzianym serem i jajkiem wiedziałam, że to będzie pierwsza potrawa jaką ugotuję w tym tygodniu. Dziś dzięki inspiracji rodzinki F..... zapraszam na gruzińskie chaczapuri. Potrawę bardzo prostą, pożywną a jednocześnie niezmiernie pyszną. To co ja przygotowałam jest zapewne cieniem tego co oni jadali w Gruzji więc mogę się tylko domyślać jakie to jest pyszne w oryginale. Sekretem udanego chaczapuri jest ser - powinien być podpuszczkowy ale tzw. młody, u nas myślę, że świetny byłby to tego bundz ale niestety nie miałam do niego dostępu. Wykorzystałam więc mieszankę mozarelli, fety i goudy. Natomiast kiedy tylko dostanę gdzieś bundz albo sama odważę się na zrobienie własnego sera to chaczapuri zrobię po raz kolejny ponieważ bardzo nam nawet ta wersja zamiennikowa smakowała nam bardzo. Oryginale chaczapuri adżarskie ma wbite na wierzch jajko, natomiast u mnie w domu nie przepadają za jajkiem w takiej formie więc tylko moja porcja została okraszona jajecznym akcentem - a reszta niech żałuje bo to jest naprawdę pyszne połączenie smaków. Zresztą Pyza podkradała mi z talerza najpierw mniejsze a potem coraz większe kawałki :)

Ze szczególną dedykacją dla rodzinki F z Chrzanowa

DSC04711

500 g mąki pszennej - u mnie chlebowa 720

1 szklanka płynu - u mnie pół na pół woda z serwatką

1 łyżeczka suchych drożdży

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka cukru

1 jajko

1 łyżka oliwy

Wszystkie składniki ciasta mieszamy, wyrabiamy ok. 5-7 minut do uzyskania gładkiej sprężystej kuli. Gdyby mąka była bardzo sucha trzeba będzie dodać jeszcze trochę ciepłej wody - dodawać małymi porcjami. Wyrobione ciasto przekładamy do miski, przykrywamy lnianą serwetką i odkładamy na godzinę w ciepłe miejsce.

Nadzienie:

350 g mozarelli

100 g fety

50 g goudy

2 jajka

ew. sól

 

jajka do wbicia na wierzch + plasterek masła na każdy placek

Wszystkie sery ścieramy na tarce o grubych oczkach, dodajemy jajka, mieszamy. Nagrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury u mnie 250 st. C.

Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę, chwilkę wyrabiamy, dzielimy na 5-6 porcji.

Każdą z nich wałkujemy w owal, następnie dłuższe boki zaginamy do środka - robiąc jakby bok burty łódki, a końce zlepiamy ze sobą. Powinna powstać nam łódeczka, którą nadziewamy masą serową, Przekładamy je na wysmarowaną masłem lub wyłożoną papierem do pieczenia formę. Pieczemy ok. 15-20 minut. Następnie wyciągamy, widelcem mieszamy masę serową tak, by zrobić odrobinę miejsca dla jajka, które wbijamy na wierzch i blachę z chaczapuri wkładamy do piekarnika jeszcze na 5 minut - białko powinno być ścięte a żółtko lekko lejące.

Na gorących kładziemy plasterek masła i podajemy. Naprawdę pyszne.

 inspiracją był przepis z tej strony: http://maxoness.blogspot.com/2012/09/blog-post_6444.html, tam pięknie pokazano na zdjęciach proces formowania łódeczki.

 

moje wyszły takie toporne ale mam nadzieję, że ćwiczenie czyni mistrza i za jakiś czas pochwalę się Wam pięknymi, zgrabnymi gondolkami

ponieważ po gruzińsku chaczapuri to chleb z serem więc to takie małe uczczenie dzisiejszego Światowego Dnia Chleba

World Bread Day 2014 (submit your loaf on October 16, 2014)

piątek, 10 października 2014

Bardzo proste kolorowe danie, za którym wszyscy w domu przepadamy. Ryż w kleistym sosie z warzywkami i boczkiem. Na jesienny obiad danie idealne.

DSC04580

Ryż arborio - 150 g - można wziąć inny ale to już nie będzie niestety tak smakowało jak powinno

2 małe cukinie

1 papryka czerwona

2 żółte lub czerwone pomidory

1 puszka kukurydzy - mała albo pół dużej

100 g wędzonego chudego boczku

ok. 3 szklanek rosołu

3 łyżki oliwy

sól, pieprz, zioła prowansalskie

 

Cukinię kroimy w plasterki, paprykę w kostkę, pomidory sparzamy wrzątkiem, zdejmujemy skórkę i kroimy w kostkę. Na głębszą patelnię wlewamy oliwę a potem dodajemy warzywa. Przesmażamy ok.5 minut, następnie dodajemy ryż i mieszając przesmażamy aż będzie szklisty. Ostrożnie wlewamy szklankę rosołu, mieszamy i na malutkim gazie, pod przykryciem czekamy, aż ryż wchłonie płyn. Potem dodajemy kolejną szklankę rosołu i często mieszając uważamy, by danie się nie przypaliło. Na drugiej patelni przysmażamy na rumiano pokrojony w paseczki boczek. Kiedy ryż wchłonie już drugą szklankę rosołu dodajemy do niego zawartość patelni z boczkiem, mieszamy i dodajemy trzecią szklankę - całość dodawania płynów i gotowania ryżu trwa ok 30-40 minut. Tuż przed końcem gotowania dodajemy kukurydzę, przyprawy. Całość powinna być jedwabista, aksamitna.

Polecam serdecznie.

 

poniedziałek, 06 października 2014

Przeżyłam dziś rano szok, kiedy koleżanka z pracy powiedziała, że Ania Przybylska zmarła po ciężkiej chorobie. Bardzo ją lubiłam oglądać, taka była radosna, zawsze uśmiechnięta. Koleżanka dodała i zostało troje dzieci sierotami, są w takim wieku prawie jak Twoje. Taka stwierdzenie daje do myślenia.Moje Pyzy akurat zakatarzone, zakaszlane, bidulki snują się po domu na pół gwizdka. Ciągle włażą na kolana bo u mamy najlepiej. Szczerze współczuje rodzinie Ani, szczególnie jej dzieciom, oby znalazł się przy nich zawsze ktoś, komu będą mogły wdrapać się na kolana. Aniu spoczywaj w pokoju (*)

Jesienny obiad w jesiennych kolorach. Dzieciom i Młodemu smakował bardzo

0,5 kg schabu lub polędwiczki wieprzowej

2 duże cebule

2 marchewki

1 pietruszka

pół papryki

1 ząbek czosnku

listek laurowy

3 łyżki oleju

1 łyżka mąki do posypania mięsa+ 1 łyżka mąki do sosu

woda

korzeń lubczyku, sól, pieprz

 

Mięso myjemy, osuszamy,kroimy na plastry. Rozbijamy delikatnie, polędwiczki wystarczy dłonią. Cebulę kroimy na kosteczkę, tak samo robimy z pietruszką, marchewką i papryką. Ja zakupiłam sobie ustrojstwo do robienia sprężynek z warzyw i część z nich została zespiralkowana. Oprószamy mąką i przesmażamy na oleju rozgrzanym z masłem do zrumienienia. Mięso przekładamy chwilowo na talerz. Na tłuszczu podsmażamy cebulkę - do zeszkliwienia, potem dodajemy pozostałe warzywa i przesmażamy ok.5minut mieszając zawartość patelni. Na warzywach układamy mięso, dodajemy wodę - by zakryła całość, listek laurowy, przeciśnięty przez praskę czosnek i pozostałe przyprawy. Przykrywamy i dusimy ok. 40 minut. Mięso na chwilę wyciągamy  z sosu. Do 1/3szkl.wody dodajemy mąkę, mieszamy i wlewamy do patelni. Mieszając gotujemy chwilkę, by sos stracił smak m. Ponownie wkładamy mięso do sosu i gotowe.Można taki schab zjeść z kaszą, ziemniakami. U nas z makaronem. Polecam serdecznie.

środa, 06 sierpnia 2014

Mieliśmy dziś gościa - kolegę Młodego aż z Warszawy, a wiadomo gość w dom ...... Niby nie przyjechał na obiad ale tak głupio chłopu nic do jedzenia konkretnego nie dać. Do kawy zrobiłam drożdżówki ze śliwkami a na ciepło tartę z cukinią i kurczakiem. Nasz gość jadł ją podobno po raz pierwszy w życiu i mu smakowała. Nam tarty smakują zawsze bo to takie "nasze" smaki.

przepis z tej strony z moimi zmianami: http://najsmaczniejsze.pl/2013/09/tarta-z-cukinia-i-kurczakiem/

 tarta z cukinii

ciasto:

1,5 szklanki mąki pszennej

150 g masła

1 jajko

szczypta soli

nadzienie:

1 podwójna pierś z kurczaka

1 młoda cukinia

suszone pomidory

masa do zalania

4 jajka

150 ml śmietanki kremówki

100 ml kwaśnej śmietany

łyżeczka suszonych pomidorów z czarnuszką i niedżwiedźim czosnkiem, sól

100 g mozzarelli

Wszystkie składniki ciasta wkładamy do malaksera i mieszamy do uzyskania gładkiego ciasta. Bez malaksera zagniatamy ciasto na stolnicy. Wkładamy do lodówki na 30 minut. W tym czasie kroimy mięso na paseczki, posypujemy suszonymi pomidorami i smażymy na oleju na rumiano. Cukinię kroimy w cieniutkie plasterki. Piekarnik nagrzewamy do 200 st.C Wyjmujemy ciasto z lodówki, masłem smarujemy tortownicę 26 cm, ciastem wylepiamy tortownicę, nakłuwamy widelcem i podpiekamy ok. 15 minut. Potem wyciągamy z piekarnika, wypełniamy kurczakiem i cukinią. Jajka rozkłócamy dodajemy obie śmietany, przyprawy. Ser kroimy na kostki, wrzucamy na cukinię i zalewamy masą jajeczną. Pieczemy w 180 st. ok. 45 minut. Pyszna na zimno i na gorąco. Polecam serdecznie.

tarta z cukinii

poniedziałek, 21 lipca 2014

Byłam dziś w markecie, w miasteczku w którym pracuję. Godzina 13 spory tłumek wewnątrz a ja mam tylko kilka minut, żeby zrobić zakupy i zdążyć na busa do domu. Ponieważ ludzi było sporo musiałam iść za pewną parą, która robiła zakupy. Oboje koło 50 lat, kobieta ładna, zadbana, mężczyzna lekko pochylony. Rozmawiali dość głośno więc chociaż tego bardzo nie lubię byłam mimowolnym świadkiem tego co się działo.

Ona wrzuca do koszyka najtańszy makaron za złoty i kilka groszy za kg, potem torebkę z sosem pieczarkowym.

On pyta czy to będzie na obiad

Ona sączy przez zęby, że jest gorąco i przy garach stać nie zamierza a jak mu się nie podoba to niech nie je.

I tak idą sobie i warczą coraz bardziej, na moje nieszczęście muszę iść za nimi aż do kasy. Potem przy kasie on próbuje coś zrobić, poukładać w koszyku zakupy na co ona na cały sklep furczy, że to nie tak. Patrzę na ich ręce, oboje mają takie same obrączki - znaczy małżeństwo chyba. Wychodzą ze sklepu a ja tuż za nimi bo miałam tylko pięć rzeczy, które musiałam kupić. Idą oboje do dobrej klasy samochodu i dalej warczą bez ustanku na siebie. On jakby mniej, ona za to chyba rozkręciła się na dobre. Wsiadają do samochodu a ja pędzę na przystanek. Kiedy czekam na busa mijają mnie swoim fajnym samochodem. Ona ze zmrużonymi oczami a on tępo patrzący przed siebie. Nic mnie z tymi ludźmi nigdy nie łączyło jednak zmusili mnie do poważnej refleksji nad moim życiem. Na pierwszy rzut oka wyglądali na takich " co mają wszystko" ale patrząc na nich widziałam jak są nieszczęśliwi, zawarczeli to swoje szczęście, zasyczeli miłość, niewiele zostało. Ja nie mam dobrego samochodu, nasze auta niedługo będą pełnoletnie a ja z pracy "tłukę" się busem do domu, mam pracę, która nie jest jakoś specjalnie dochodowa, w naszym 25 metrowym pokoju brakuje już miejsca na cokolwiek a ja wciąż kupuje nowe książki, moje dzieci potrafią swoim zachowaniem świętego wyprowadzić z równowagi a mąż lubi marudzić, ale wiecie co jestem w tym wszystkim bardzo szczęśliwa. Może i te auta stare ale ile w nich wspomnień i nigdy nas nie zostawiły na środku drogi, mam pracę, którą lubię i która ma sens, może bus i podły ale pan kierowca zawsze ma dla mnie miłe słowo, może to mieszkanie malutkie ale przynajmniej jesteśmy blisko siebie, dzieci może grzeczne inaczej ale wprawiają mnie co rano w zachwyt, kiedy patrzę jak śpią z minami aniołów i Młody, może czasem ponarzeka ale kocham go najbardziej na świecie i nie byłabym w stanie warczeć do niego. Jestem wielką szczęściarą, że to wszystko mam. I nie gotuje im podłego jedzenia, po którym odechciewa się żyć. Daje im to co umiem najlepiej, dodaję świeże zioła, robię makaron i uwielbiam te ich posapywania podczas obiadu, i mówione (oczywiście z pełną buzią) mamo to jest pyszne. Dziś zapraszam na proste, dobre danie.

parpadele z kurczakiem

(brokuł coś na zdjęciu wyjątkowo nie zzieleniał)

parpadelle robione z tego przepisu http://zkotlababylucy.blox.pl/2012/10/lazania.html + łyżeczka suszonego czosnku niedźwiedziego

pół brokuła

1 mała pierś z kurczaka

1 szklanka domowego rosołu

ząbek czosnku

trochę bazylii,zielonej czubrycy

 

Makaron można przygotować ręcznie jak w podanym wyżej linku albo wrzucić wszystko do malaksera i wyrobić 5 minut. Potem dać mu odpocząć 10 minut. W tym czasie kroimy mięso na małe kawałki. Brokuła gotujemy na parze. Ciasto dość cienko wałkujemy i kroimy na ok 1,5 cm wstążki. Gotujemy sporą ilość wody. Kurczaka solimy, pieprzymy, doprawiamy zieloną czubrycą i smażymy na ogniu do zrumienienia na każdej ze stron, podlewamy rosołem, wciskamy ząbek czosnku i dodajemy do smaku czubrycy, dodajemy na patelnię ugotowane brokuły i na maleńkim już ogniu dusimy ok.5 minut. W tym czasie gotujemy makaron. Gotowy (po ok. 10 minutach) makaron cedzimy i przekładamy do garnka, w którym się gotował, warto zostawić trochę wody z gotowania ale tak naprawdę ciut. Do garnka przekładamy zawartość patelni, mieszamy, solimy i doprawiamy do smaku. Pozostawiamy kilka minut a w tym czasie przygotowujemy talerze. Smakuje naprawdę pysznie.

czwartek, 26 czerwca 2014

Smakiem, który otwiera dla mnie lato jest smak czarnych jagód. Kiedy byłam dzieckiem i rok szkolny kończył się gdzieś koło 20 czerwca to zawsze w pierwszy poniedziałek wakacji brałyśmy z mamą, siostrą, sąsiadkami po banieczce, garnuszkach i ruszałyśmy do tzw. Brzezinki, w której były całe polany pełne jagodowych krzaczków. Pamiętam, że wyruszałyśmy rano, wspinałyśmy się pod górę kamienistą drogą, żeby zrobić pierwszy przystanek wśród brzóz, gdzie najadałyśmy się słodkimi poziomkami. Potem mijałyśmy leśną kapliczkę zawieszoną na starym dębie, by w końcu dojść do ogromnej polany pośród lasu, gdzie jagód było zawsze zatrzęsienie. Wracałyśmy późnym popołudniem umorusane jagodowym sokiem z bańkami pełnymi czarnej pyszności. Część z nich mama wkładała słoiki, część trafiało w bułki-jagodzianki i w końcu ostatnia część lądowała w pierogach. Polanych sowicie kwaśną śmietaną z cukrem, zjadanych z wielką przyjemnością bo w końcu z własnoręcznie uzbieranych owoców. Teraz jagody kupujemy od zaprzyjaźnionego Pana Czesia, w Brzezince nie byliśmy od lat, ale pierogami z jagodami zajadamy się tak samo jak w dzieciństwie. Polecam serdecznie

 pierogi z jagodami

1/2 kg mąki pszennej

1 szklanka wrzątku

1 łyżeczka soli

ewentualnie mąka do podsypania

Ja wrzucam wszystkie składniki do malaksera i wyrabiam gładkie ciasto. Jeśli nie macie takiego ustrojstwa trzeba użyć widelca do wymieszania mąki z wrzątkiem, by nie poparzyć palców. Potem zagnieść gładkie ciasto, w miarę potrzeb odrobinę podsypać mąką.

3/4 litra jagód

2 łyżeczki budyniu śmietankowego

2 łyżeczki cukru

kwaśna śmietana + cukier do polania pierogów

 

Ciasto dzielimy na dwie części, każdą z nich cienko wałkujemy. Potem szklanką wykrawamy kółka. Jagody mieszamy z proszkiem budyniowym i cukrem, na każde kółeczko z ciasta nakładamy łyżeczkę jagód. Dokładnie zlepiamy brzegi, gotujemy w osolonym wrzątku ok. 3 minut od wypłynięcia. Ugotowane przekładamy na talerz i od razu posypujemy drobnym cukrem. Potem możemy polać śmietaną. Smakują rewelacyjnie.

pierogi z jagodami

Tagi: jagody
21:33, babaluca1 , coś na obiad
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 czerwca 2014

Uwielbiam czerwiec za ciepło, długie dni i smak truskawek i świeżych pomidorów. W te letnie dni wystarczy odrobina mięsa, pomidory i zioła, żeby w kuchni wyczarować pyszne jedzenie. Taka jest ta dzisiejsza potrawa - na niedzielny obiad ale szybka w przygotowaniu i bardzo smaczna. Do mięsa wystarczą młode ziemniaki z koperkiem i sałatka ze świeżych pomidorów i bazylii . Czego chcieć wiecej przy stole?

piersi z szuszonymi pomidorami

2 piersi kurczaka - raczej większe

pół słoiczka suszonych pomidorów

6 listków bazylii

łyżeczka czerwonej czubrycy + 1/2 łyżeczki na patelnię

sól, pieprz

 

sałatka

2 duże pomidory

4 listki bazylii

3 łyżki oliwy

2 łyżki octu balsamicznego

 

Piersi umyć, cienkim nożem zrobić w nich kieszonki. Pomidory suszone pokroić na paseczki, podobnie jak listki bazylii. Wymieszać i nadziewać piersi z kurczaka. Posypać je czerwoną czubrycą, solą i pieprzem. Na patelni rozgrzać 2 łyżki oleju i obsmażyć piersi, potem dodać szklankę wrzącej wody i pozostałą czubrycę. Dusić pod przykryciem ok. 15 minut.Przed podaniem pokroić na plasterki i polać wytworzonym sosem. Podawać najlepiej z młodymi ziemniaczkami

 piersi z szuszonymi pomidorami

Sałatka

Pomidory pokroić w kostkę, listki bazylii na paseczki, wrzucić do miseczki dodać oliwę i ocet. Wszystko wymieszać i podawać.

piersi z szuszonymi pomidorami

 

piersi z szuszonymi pomidorami

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u