ciasta

niedziela, 19 października 2014

Moje średnie dziecię w ubiegłym tygodniu składało ślubowanie i zostało pasowane na ucznia. Było wiele pozytywnych emocji, łez matczynych i ojcowskich ukradkiem ocieranych, wypiętych piersi dumnych rodziców i zupełnie zrelaksowanych dzieciaków, które  bez stresu śpiewały, tańczyły i wyprawiały różne cuda. Był też poczęstunek przygotowany przez rodziców, gdzie stoły uginały się pod dobrodziejstwem wytworzonym przez zapobiegliwe mamy. Jednym z ciast, które zwróciło moją uwagę był biało-czarny przekładaniec z kremem i galaretką. Autorka ciasta, którą pośród tłumu udało mi się z trudem namierzyć głupawym pytaniem " hej czy to może Ty piekłaś to ciasto, nie, a nie wiesz może kto piekł?"  powiedziała mi tylko, że ciasto nazywa się oczy carycy i przepis sobie mogę znaleźć  w necie. Niech żyje solidarność jajników !!! o solidarności matek pierwszoklasistów nie wspomnę. Pewnie wyglądałam na taką co na hasło masz internet mówi, że nie, bo do szkoły dojeżdżałam autobusem, (myśląc że to o internat chodzi). Niech pozory mylą, niewielki wpływ mam na to, co ludzie o mnie myślą, a przepis znalazłam 5 sekund po włączeniu przeglądarki :) . Co ja mówię przepis, przepisy, całe mnóstwo przepisów, ciężko było wybrać ten idealny. Wybrałam najprostszy do zrobienia, ciasto wyszło naprawdę pyszne, w dodatku każdy kawałek jest marmurkowo niepowtarzalny. Bardzo nam smakował, zdecydowanie bardziej od tego w szkole, po którym odbijała mi się kwaśna mina jej autorki. Mam nadzieję, że mój będzie zdecydowanie bardziej lekkostrawny, polecam serdecznie.

DSC04785

 

przepis z tej strony: http://www.wielkiezarcie.com/recipe104194.html

Przepis pomimo skomplikowanego opisu jest naprawdę prosty, nie trzeba piec dwóch placków, trzeba ciut cierpliwości i tyle.

Ciasto jasne:

6 białek

3/4 szkl.cukru

1 cukier waniliowy

1 szkl.mąki ziemniaczanej

1/3 szkl.oleju

1 łyżka octu

Ciasto ciemne:

6 żółtek

1 jajko całe

6 łyzek cukru

4 łyżki mąki 

1 łyżeczka proszku do pieczenia

2 kopiate łyżki kakao

1/3 szkl.oleju

Krem:

3 szkl.mleka

2 budynie waniliowe + kawałek wanilii

3/4 szkl.cukru

1 kostka masła 

2 żółtka

Dodatkowo:

paczka biszkoptów

3 galaretki (zielona,czerwona,żółta)

Polewa czekoladowa, posiekane orzechy

mocna kawa z ekspresu do nasączania biszkoptów i ciemnego ciasta

 

Ciasto ciemne:

Oddzielamy żółtka od białek, do żółtek dodajemy cukier i miksujemy do uzyskania jasnej puszystej masy, potem dodajemy przesiane sypkie produkty, mieszamy na wolnych obrotach, potem dodajemy olej i jeszcze raz chwilkę miksujemy. Ciasto na chwilę zostawiamy w misce, w której go przygotowaliśmy. I zabieramy się za ciasto jasne.

Ciasto jasne:

Białka ubijamy na sztywną pianę,dodajemy cukier,cukier waniliowy,mąkę,olej i ocet.Delikatnie mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Formę do pieczenia - standardową wykładamy papierem do pieczenia a potem wykładamy część ciasta ciemnego, część jasnego - robiąc takie plamy. Potem widelcem mieszamy wszystko ze sobą. Pieczemy ok. 30 minut. Wystudzone kroimy na 2 części.

Krem:

Żółtka ucieramy z cukrem. W 1 szklance mleka mieszamy budyń, potem dodajemy go do masy żółtkowej. Pozostałe mleko zagotowujemy. I przygotowujemy klasyczny budyń wlewając masę zółtkowo-budyniową na gotujące mleko.Ugotowany budyń przykrywamy folią spożywczą, żeby nie zrobił się kożuch.Po ostudzeniu budyń dodajemy po łyżce do utartego masła (ważne, żeby i budyń i masło miały tę samą temperaturę.

Każdą galaretkę rozpuszczamy w 1 szkl.wody, kiedy zaczynają tężeć już zupełnie zaczynamy składanie ciasta. Blat z większą ilością ciasta ciemnego nasączamy mocnym wywarem z kawy, dajemy na niego 1/3 masy budyniowej, na nią układamy nasączone przez chwilkę w kawie biszkopty, później pomiędzy nie wkładamy zastygającą galaretkę. Wkładamy tak przygotowane ciasto na 10 minut do lodówki, żeby zastygła galaretka. Wyciągamy i na galaretki kładziemy kolejną 1/3 masy budyniowej. Przykrywamy drugim blatem, który smarujemy pozostałą masą. Wyrównujemy i polewamy ulubioną polewą czekoladową. Wierzch dekorujemy orzechami włoskimi. Najlepiej schłodzić go kilka godzin by wszystko ładnie się połączyło. Smakuje naprawdę bardzo dobrze.

 

 

19:51, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 października 2014

Jesień przychodzi zawsze jakoś tak nieoczekiwanie, zawsze jakoś za wcześnie, za szybko ale w tym roku jest wyjątkowo urokliwa. Połowa października jest jeszcze strojna w kolory, w złote liście, w nitki babiego lata, którymi podróżują pajęcze dzieci. W takich okolicznościach przyrody świetnie smakuje bardzo szybkie w przygotowaniu ciasto marchewkowe w kolorach jesieni. W moim jest sporo orzechów, żurawiny. Całość fajnie spina smak piernika. Ciasto jest puszyste, ale lekko wilgotne. Polecam serdecznie

DSC04722

4 jajka

1 szkl. cukru białego

1/3 szk. cukru     brązowego

2 szkl. mąki

175 g roztopionego masła

2 ubite szklanki marchewki startej na tarce o małych oczkach

½ szkl. orzechów włoskich grubo posiekanych

1/3 szkl. żurawiny suszonej

2 łyżeczki przyprawy do piernika lub cynamonu

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody – płaska

szczypta soli

 

Jajka ubić na puszystą masę z cukrem – ok. 10 minut, potem zmniejszyć obroty miksera i dodać marchewkę, potem wszystkie sypkie produkty, roztopione i wychłodzone masło, a na końcu orzechy i żurawinę. Wszystko dobrze wymieszać, przelać do foremki wyłożonej papierem i piec w 190 st. C ok. 50 minut. Można polać polewą czekoladową lub posypać cukrem pudrem

21:30, babaluca1 , ciasta
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 sierpnia 2014

Młody remontuje naszą trzydziestoletnią Niewiadówkę zwaną przez Pyziątko pieszczotliwie siopą. My kibicujemy mu jak możemy, bo na razie nasz wkład ograniczył się do umycia przyczepy z wierzchu. Do pozostałych prac trzeba obsługiwać szlifierki, opalarki i inne głośne narzędzia więc my dziewczyny odpadamy. Wspieramy za to Młodego dobrym słowem: tato długo jeszcze :), tato kiedy skończysz?, tato kiedy wreszcie będziemy spać w przyczepie albo zabawą w dobrą wróżkę: Młody  na co masz ochotę? Dziś ochotka naszła Młodego na coś słodkiego, ciastowego i żeby było już. To ciasto wymaga jakiś 5 minut pracy, 40 minut pieczenia i kilku minut na przygotowanie kakao. Smakowało nam bardzo, w zasadzie w ciągu kwadransa po upieczeniu zniknęło 2/3 blachy. Polecam serdecznie

 najprostsze ciasto z brzoskwiniami

1 margaryna KAsia

4 duże jajka

1 szkl.cukru

2 szklanki mąki pszennej 450

1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

owoce: u mnie dziś brzoskwinie, ale świetnie smakują śliwki, wiśnie, gruszki ok.3/4kg

 

Margarynę, jajka i cukier miksujemy ok. 5 minut. Ja robię to malakserem. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 170 st.C przesiewamy mąkę z proszkiem i drylujemy owoce. Do zmiksowanej masy dodajemy mąkę z proszkiem, chwilę miksujemy. Foremkę do pieczenia - standardową - wykładamy papierem do pieczenia, na niego wykładamy ciasto i wciskamy w niego owoce. Pieczemy ok.45 minut i już zajadamy

najprostsze ciasto z brzoskwiniami

21:35, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 23 czerwca 2014

Dziś będzie o Tacie, nie moim, tylko moich dzieci. To jego głos znały jeszcze przed urodzeniem, kiedy codziennie po powrocie z pracy mówił do mojego coraz bardziej pękatego brzucha: hop, hop,hop tata przyszedł.  To w jego ręce trafiało każde dziecko zaraz po urodzeniu, on któremu uginają się nogi na widok krwi, trzymał te nasze pokrwawione, obślumpione bobasy i patrzył na nie jak na siódmy cud świata. Marudzi strasznie, że Pyzy głośne, że skaczą po łóżkach, po nim, że się kłócą, że nie jedzą, że nie sprzątają, że innych sto że. Ale mimo tego, że nienawidzi szpitali to całe noce i dni siedział przy łóżku chorych Pyz.Denerwuje się, kiedy słyszy, że średnie dziecię po raz kolejny, mimo sześciu lat, jest zakochane i grozi, że kupi dubeltówkę na potencjalnych zięciów. Cierpliwie tłumaczy jak po szachownicy porusza się wieża, na czym polega siła odśrodkowa i pole magnetyczne. Pyziątko stwierdziło w ubiegłym tygodniu: tata jesteś fajna. Podpisujemy się pod tym wszystkim rękami.

Wszystkiego najlepszego Młody!!!

 ciasto truskawkowo-budyniowe

Na dzień Taty słodkie,kruche ciasto z budyniem i truskawkami. Bardzo proste i szybkie do wykonania.

ciasto

2 3/4 szklanki mąki pszennej

10 łyżek cukru

250 g zimnego masła

3 żółtka

2 łyżki kwaśnej śmietany

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

 

nadzienie:

2 budynie waniliowe

1/2 l mleka

cukier tak jak na opakowaniu budyniu

3/4 kg truskawek

 

Wszystkie składniki ciasta zagnieść szybko. Ja to robię w malakserze. Podzielić na dwie części. Jedną włożyć do lodówki, drugą do zamrażarki. Ugotować budyń. Połową ciasta wyłożyć na blaszkę do pieczenia (wysmarowanej lub wyłożonej papierem do pieczenia). Wlać budyń, położyć truskawki i zetrzeć na tarce ciasto z zamrażarki. Pieczemy ciasto w temperaturze 180 st. C przez ok.45 minut.

ciasto truskawkowo-budyniowe

przepis pochodzi z tej strony http://wkuchennymoknie.blox.pl/2013/07/CIASTO-Z-JAGODAMI-I-BUDYNIEM.html

niedziela, 08 czerwca 2014

Uwielbiam swój ogródek i ten kwiatowy i ten warzywny. Młody też się zaraził moją manią do zielonego i codziennie wieczorem robi obchód od drzewka do drzewka, do truskawek zajrzy, do malin i do borówek. Ostatnie dwa lata niespecjalnie rozpieszczały nas pogodą, za to w tym roku wszystko kwitnie jak szalone. Kilka lat temu kupiliśmy okazyjnie malutkie sadzonki jagody kamczackiej, posadziliśmy przy płocie i jakoś tam rosły co roku odrobinkę. W ubiegłym roku miały już kilkanaście owocków, ale dopiero teraz obsypały się granatowymi jagodami niczym rosą. Jemy je na bieżąco jednak zostaje nam sporo do innego wykorzystania. Dziś mieliśmy kolejny gorący dzień więc ciasto z orzeźwiającą galaretką i masą śmietanową świetnie chłodzi.

 ciasto owocowy ogród

biszkopt z 4 jaj

0,5 kg truskawek

galaretka truskawkowa

2 łyżki żelatyny

4 łyżki cukru

 

400 ml kwaśnej śmietany 18%

1 szklanka mleka

6 łyżeczek żelatyny

3 łyżki cukru pudru

kawałeczek wanilii

 

2 galaretki: zielona i niebieska

 

jagody kamczackie

 

Truskawki obieramy, miksujemy z cukrem na mus i zagotowujemy. Do gorącego wrzucamy galaretkę i żelatynę i dobrze mieszamy. Odstawiamy do wychłodzenia.

Kolorowe galaretki zalewamy 0,5 l wody i również wychładzamy. Kiedy masa truskawkowa zaczyna tężeć wylewamy ją na biszkopt i i wyrównujemy.

Śmietanę ubijamy z cukrem. Żelatynę zalewamy połową mleka, drugą połowę grzejemy z wanilią. Spęczniałą żelatynę zalewamy mlekiem i wstawiamy na chwilkę do mikrofalówki - nie może się zagotować. Mleko z żelatyną wlewamy wąskim strumykiem do ubitej śmietany. Dodajemy jagody i tężejące wylewamy na mus truskawkowy. Posypujemy jagodami i zalewamy tężejącą galaretką.

ciasto owocowy ogród

wtorek, 29 kwietnia 2014

Moje najmłodsze dziecię skończyło wczoraj dwa lata. Urodziła się  z przytupem bo o moim porodzie było bardzo głośno w szpitalu. Nie żebym krzyczała bo w trakcie porodu nie wydałam nawet jednego wrzasku, żeby udowodnić lekarzowi, że nie miał racji. Bo nie miał, bo chciał mieć mnie z głowy i móc iść spokojnie spać. No bo przecież o drugiej w nocy się śpi a nie dobija się do szpitala. Bo pacjentka nie powinna zbyt dużo wiedzieć a nie daj boże żeby jeszcze coś wymagać od personelu, bo pacjentka powinna zawsze zgodzić się z położną i lekarzem bo oni już wszystko widzieli. A ja co dopiero trzeci poród zaliczę. Ale nie dałam się i postawiłam na swoim. Pyziątko urodziło się naturalnie, nie dałam się naciąć, nie chciałam oksytocyny, rodziłam na siedząco. I byłam naprawdę z siebie dumna. Pani neonatolog powiedziała mi po porodzie, że dawno nie widziała, żeby ktoś tak pięknie rodził, a lekarz który nawymyślał mi od egoistek - to była najlżejsza z inwektyw,którymi mnie obsypał - powiedział no tym razem się Pani udało. Nawet Pani położna po porodzie okazała mi serdeczność. To doświadczenie uświadomiło mi, że zawsze trzeba postępować w zgodzie ze swoim przekonaniem, nie można się dać zastraszyć, chociaż czasem jest bardzo trudno. Pyziątko chyba nasiąkło tym moim uporem, jest bardzo pewna siebie i zdarza się, że pacyfikuje resztę rodziny. Jeśli oglądaliście kiedyś bajkę Masza i niedźwiedź to nasze Pyziątko to kalka Maszy, wszędzie jej pełno, rozbraja wszystkich uśmiechem z dwoma górnymi jedynkami i uwielbia wszystkie zwierzątka. Jest cudna po prostu i dla niej zrobiłyśmy z Pyzami tort z masą cytrynową bo Pyziątko namiętnie lubuje się w cytrynach. Całość wyszła lekka, z kwaskowym posmakiem, bardzo smakowała pozostałym dzieciom.

 

ciasto z niezawodnego przepisu na biszkopt rzucany

 tort cytrynowy

Krem:

0,5 litra mleka

4 łyżki mąki pszennej

1 łyżka mąki ziemniaczanej

skórka z 2 cytryn

2 jajka

300 g masła

200 g cukru pudru

60 ml soku z cytryny

 

Biszkopt przygotować najlepiej dwa dni przed urodzinami. Masę przygotowujemy dzień przed, przekładamy nią biszkopt i czekamy aż smaki się ładnie przenikną.

 tort cytrynowy

Gotujemy 250 ml mleka ze skórką cytrynową, w tym czasie ubijamy lekko jajka z 3 łyżkami cukru, potem dodajemy obie mąki i resztę mleka. Całość musi być jednolita, gdyby zrobiły się jakieś grudki trzeba przecedzić przez sitko i dobrze wszystko rozetrzeć. Na gotujące się mleko wlewamy masę jajeczno-mączną i gotujemy aż dobrze zgęstnieje. Potem odstawiamy do wychłodzenia ale do jeszcze ciepłego wlewamy cienką strużką sok cytrynowy cały czas mieszając. Kiedy masa ostygnie miksujemy masło z cukrem pudrem na puszystą masę a potem dodajemy do niej masę budyniową. Powinien nam wyjść gładki, delikatny krem.

 

Poncz:

1,5 szklanki wody

2 łyżki cukru

sok z 1 cytryny

 

Biszkopt kroimy na trzy części, nasączamy ponczem i smarujemy kremem. Wierzch ciasta dekorujemy według uznania. U mnie to była bita śmietana kremówka z truskawkami.

Polecam serdecznie

 tort cytrynowy

niedziela, 27 kwietnia 2014

Dziś dzień wyjątkowy dla chrześcijan, dla Polaków. Miałam to szczęście, że podczas trzech ostatnich pielgrzymek Jana Pawła II do Polski mieszkałam w Krakowie. Pamiętam tą szczególną atmosferę radości, świętowania całego miasta, wyczekiwania kiedy wreszcie przybędzie i smutku, kiedy samolot startował z Balic. Dziś oficjalnie ogłoszony świętym chociaż myślę, że był nim od bardzo, bardzo dawna. Na dziś zrobiłam lekkie, owocowe ciasto, które bardzo wszystkim smakowało . Polecam serdecznie

przepis ilki76 z Wielkiego Żarcia http://www.wielkiezarcie.com/recipe17498.html

ciasto z tego przepisu: http://zkotlababylucy.blox.pl/2012/11/pyszne-ciasto-dyzurne.html

 biedroneczka

Masa owocowa:

2 kisiele o smaku wiśniowym

2 galaretki wiśniowe

250 ml śmietany kremówki

2 łyżki cukru pudru

śmietan-fix

owoce,

galaretka truskawka + 1 łyżeczka żelatyny

czekolada

Przygotować ciasto, kiedy ostygnie przekroić na dwie części, w jednej części kieliszkiem wykrajamy otwory u mnie wyszło 4 w rzędzie i 7 rzędów.

 biedroneczka

Kisiele gotujemy według przepisu na opakowaniu, do gorącego wsypujemy sypkie galaretki i mieszamy do rozpuszczenia. Odstawiamy do wystudzenia. Śmietanę ubijamy na najwyższych obrotach z fixem i cukrem pudrem. Potem dodajemy ostudzoną masę kisielową i mieszamy do uzyskania jednolitej masy, dodajemy owoce sezonowe i wylewamy na jedną część ciasta, wyrównujemy a potem delikatnie przekładamy na masę i lekko dociskamy. Galaretkę rozpuszczamy w 0,5 litra wody,dodajemy żelatynę i zostawiamy do wystudzenia. Potem w każdą dziurkę wkładamy krzepnącą galaretkę, na ciasto ścieramy na tarce czekoladę, odkładamy do schłodzenia.

biedroneczka

czwartek, 10 kwietnia 2014

Troszkę mnie na blogu nie było, a to miałam cykl bardzo intensywnych i ciekawych szkoleń, a to dzieci złapały jakieś kropki i gorączki, a to Młody na trzy dni był wyłączony z życia przez zatoki, no i w końcu mój ulubiony powód - ogródek. Po dwóch latach brania się za niego w końcu przesadziłam co się dało, przekopałam, pozmieniałam, powycinałam i czekam na deszcz.

Dzisiejsze ciasto zrobiłam dla mojego bardzo dobrego znajomego. Poznaliśmy się kilka lat temu i od tej pory spotykamy się raz na jakiś czas, rzadko niestety bo On mieszka daleko i jest bardzo zajętym człowiekiem, ale gdy już się widzimy to nie możemy się nagadać. Ja jestem dzikusem i trudno nawiązuję znajomości ale On jest jakiś taki wyjątkowy. I w tej naszej znajomości nie ma żadnych podtekstów, chyba to w nim lubię najbardziej, że jest szczery i prawdziwy. No i nikt tak, jak On nie potrafi rozmawiać z dziećmi - przynajmniej z tych ludzi, których ja znam. Moje Pyzy stanowią jego wierny fanklub, obsypując go laurkami, słodkimi oczami i najpiękniejszymi uśmiechami. Bardzo cieszymy się wszyscy, że od czasu do czasu przyjedzie z tego wielkiego miasta na naszą wieś i opowie o światach, które są dalekie i obce, o tym jak trudno zmieniać różne sprawy ale mimo wszystko trzeba działać. Jak to dobrze, że są jeszcze tacy ludzie na świecie. Dla naszego wyjątkowego gościa zrobiłyśmy wszystkie cztery pyszne ciasto- połączenie lekkości sernika z jogurtów z kremowym brownie i smakiem pierwszych, jeszcze trochę kwaśnych truskawek. Całość smakowała obłędnie. Spróbujcie koniecznie

 przepis z tej strony z moimi zmianami:http://niebonatalerzu.blogspot.com/2013/11/najlepsze-ciasto.html



ciasto brownie

- 100 g gorzkiej czekolady
- 100 g masła
- 3 jajka
- 50 g mąki
- 150 g cukru

część serniczkowa:

- 400 g gęstego jogurtu naturalnego - u mnie włoszczowski

- 200 g jogurtu greckiego

- 200 g kwaśnej śmietany 18%

1 budyń waniliowy

3 jajka

1 szklanka cukru pudru

1/4 szklanki oleju

kawałek laski wanilii

 

Rozpoczynamy od rozpuszczenia czekolady z masłem w kąpieli wodnej, kiedy masa wystygnie przechodzimy do ubicia jajek z cukrem na puszystą masę - ok. 10 minut na maksymalnych obrotach, kiedy masa jest już zrobiona dodajemy pomału czekoladowo-maślany miks i mąkę. Delikatnie mieszamy i przelewamy do tortownicy u mnie 24 cm - wyłożona papierem do pieczenia.

Przechodzimy do zrobienia masy sernikowej. rozdzielamy jajka na białko i żółtko. Białka ubijamy na sztywną masę, potem stopniowo dodajemy cukier. Piana musi być sztywna i błyszcząca. Potem przy maleńkich obrotach miksera dodajemy żółtka, zawartość laski waniliowej kilka ziarenek,potem budyń a na końcu jogurty, śmietanę i olej. Przekładamy na masę czekoladową.

W piekarniku rozgrzanym do 180st C wstawiamy naczynko z gorącą wodą na dolną półkę, ciasto pieczemy ok. 75 minut, jeśli zacznie się za bardzo rumienić trzeba przykryć je folią aluminiową - ja tak zrobiłam. Upieczone ciasto zostawiamy w piekarniku do wystudzenia - u mnie stało cała noc.

Można zjeść je samo lub polać polewą czekoladową i ozdobić truskawkami

Polewa:

100 g gorzkiej czekolady u mnie 75 %

50 g masła

100 ml gorącego mleka

2 łyżki cukru

Gorącym mlekiem zalewamy masło i połamaną w kawałki czekoladę,dodajemy cukier i w kąpieli wodnej mieszamy do rozpuszczenia cukru i ładnego połączenia składników.Ciepłą smarujemy sernik i układamy truskawki.

 

- 50 g masła
- dwie łyżki cukru
- 100 ml gorącego mleka
- See more at: http://niebonatalerzu.blogspot.com/2013/11/najlepsze-ciasto.html#sthash.ZIL2hH7h.dpuf



- opakowanie budyniu waniliowego
- 3 jajka
-1/4 szklanki oleju  
- szklanka cukru pudru - See more at: http://niebonatalerzu.blogspot.com/2013/11/najlepsze-ciasto.html#sthash.ZIL2hH7h.dpuf



22:04, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 17 marca 2014

Dziś ciasto do którego przymierzałam się już kilkakrotnie. Wydawało mi się jednak zawsze bardzo pracochłonne więc odkładałam go do przegródki "na później" W sobotę nasi przyjaciele zaprosili nas na obiad a ja miałam przygotować coś deser. Jako, że w sobotę pogoda odstraszała od spacerów pozostało mi zrobienie ciasta z tego co było w domu. Przepis na ciasto jest autorstwa Anuli natomiast masa jest własną wariacją na temat zawartości lodówki i okolic. Efekt to smaczne, orzeźwiające ciasto,które smakowało zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Polecam serdecznie bo wbrew pozorom jego przygotowanie zajmuje niewiele czasu.

kopiec kreta

Na ciasto
12,5 dag masła;
1,5 szklanki mąki pszennej;
5 łyżek mleka;
0,5 szklanki cukru;
2 łyżki kakao;
3 jajka;
3 łyżki ekstraktu waniliowego;
1 łyżeczka proszku do pieczenia;
1 łyżka cukru wanilinowego.
Na masę:
1 kubeczek (200ml) śmietany kremówki
250 g serka mascarpone
5 dużych łyżek gęstej kwaśnej śmietany
1 galaretka - u mnie agrestowa
4 banany
kopiec kreta
Masło,mleko,cukier i kakao rozpuszczamy na malutkim ogniu, często mieszając by nic się nie przypaliło. Odstawiamy do wystudzenia. Do chłodnej masy wbijamy żółtka - białka przekładamy do innej miseczki, gdzie ubijemy je na pianę. Do masy czekoladowo-żółtowej dodajemy mąkę z proszkiem,cukrem waniliowym i ekstraktem,miksujemy chwilkę a później dodajemy ubitą na sztywno pianę, którą delikatnie mieszamy zresztą ciasta. Tortownicę smarujemy masłem,wysypujemy kaszką manną i przekładamy do niej przygotowane ciasto. Pieczemy je w tem. 170 st.przez 30 minut. Kiedy lekko przestygnie wydrążamy je tak, by zostało nam ok. 1,5 cm brzegu i tyleż samo dna. Wydrążone kawałki ciasta odkładamy do miseczki. Na dnie ciasta układamy przekrojone na pół banany - ja swoje skropiłam sokiem z cytryny by nie ściemniały
Masa:
galaretkę zalewamy pół szklanki wrzątku, dobrze mieszamy i odstawiamy do wychłodzenia. Stygnie dość szybko więc kiedy będzie chłodna to wtedy do miski wlewamy śmietankę i ubijamy ją mikserem na max obrotach ok. 5 minut. Potem dodajemy serek i śmietankę i dalej ubijamy. Wąskim strumykiem wlewamy chłodną galaretkę i jeszcze chwilę ubijamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Potem możliwie szybko przekładamy masę na banany formując ją w stożek - uwaga bo szybko tężeje. Całość posypujemy okruchami ciasta delikatnie je wciskając w masę. Odstawiamy w chłodne miejsce najlepiej na całą noc.
Z filiżanką dobrej kawy i w doborowym towarzystwie smakuje przepysznie.

kopiec kreta

niedziela, 09 marca 2014

Dziś będzie historycznie, z retrospekcją

Dziewięć lat temu było bardzo zimno, świat był biały i mroźny. Właśnie w taki właśnie dzień nasza najstarsza córka postanowiła przyjść na świat - tydzień wcześniej niż wyznaczony termin porodu. Jechaliśmy do szpitala z przekonaniem - wbitym na do głowy w szkole rodzenia- że pierwszy poród trwa ok.8 godzin od odejścia wód i nie należy się spieszyć, trzeba być spokojnym, wziąć prysznic, napić się herbaty, odpoczywać i kiedy skurcze będą się pokazywać co pół godziny można na spokojnie przyjechać do szpitala. Z tych punktów programu zaliczyłam tylko szybki prysznic bo skurcze zaczęły się jakoś uporczywie nasilać. Wsiedliśmy lekko bladzi do samochodu i łamiąc wszelkie możliwe zakazy prędkości dojechaliśmy do szpitala. Tam pani na położniczej izbie przyjęć zapytała widząc kobietę z ogromnym brzuchem, łapiącą z trudem oddech - Pani w jakiej sprawie? no to szybko wyrzuciłam, że dziecko się rodzi i my do porodu. Pani ze stoickim spokojem - kiedy odeszły wody ?

ja- 2 godziny temu

Pani - o to spokojnie, nie ma się co spieszyć, a co ile są skurcze?

ja - (cokolwiek już podniesionym z bezradności głosem) co 3,5 minuty

Pani - aha - no to proszę na oddział - tutaj nerwowo zadzwoniła na oddział, żeby kogoś przysłali bo jest nagła sprawa

Przyszła miła Pani i kazała mi wziąć torbę i iść z nią do windy (Młody w tym czasie poszedł po resztę rzeczy do samochodu)

No i szłyśmy sobie, ja wlekąc się z torbą i przystając co chwilę kiedy skurcz zginał mnie w pół i miła Pani. Mówię Wam te dwadzieścia kilka metrów były jednymi z najdłuższych dystansów mojego życia.

Wchodzimy na blok, inna miła Pani znów pyta mnie o to samo co na dole, widzę młodą dziewczynę z mamą, która pyta mnie od której wody odeszły i że ta córka to już tu 10 godzin leży i ma 4 palce rozwarcia.

Kurczę czuję się jak w jakiś surealistycznym filmie, w dodatku moje dziecko jakby już się wkręca w kanał. Znów miła Pani, która tym razem mnie bada i mówi - kładziemy się szybciutko i rodzimy. Na co ja rozbrajająco - ja jestem do porodu rodzinnego - bez męża nie rodzę. Na co Pani mówi, że nie ma czasu na chodzenie do sali rodzinnej i rodzę tutaj na bloku, ja z uporem powtarzam, że bez męża nie rodzę i lituje się jakaś inna miła Pani, która woła na korytarzu - jest tu Pan ....... bo żona rodzi. Młody wpada zdyszany więc możemy rodzić, na co miła Pani mówi, że muszę jeszcze dokumenty podpisać i ankietę wypełnić. No i między jednym a drugim skurczem stawiam koślawce w miejscu podpisu i przypominam sobie, w którym to roku usuwali mi migdały. Pyza rodzi się 20 minut po przyjeździe do szpitala głośnym krzykiem ogłaszając to światu. Jej narodziny sprawiły, że nasz świat zmienił się o 180 st.,musieliśmy zweryfikować nasze przyzwyczajenia, wreszcie dorosnąć, stać się odpowiedzialnymi, przestaliśmy dysponować naszym czasem, rzeczami, wszystkim po prostu. Ale nie zamienilibyśmy tego nigdy na nasze poprzednie życie. Wtedy zaczęła się nasza najlepsza przygoda życia - bycie mamą i tatą.

Tort dla Pyzy zawsze jest wyzwaniem, Pyza jest wybredna, kapryśna, u Pyzy wszystko musi być idealnie. Pyza nie ma litości dla matki sangwiniczki - wytknie każdą najmniejszą niedoróbkę. W tym roku Pyza zadecydowała, że dekorację tortu przygotuje sama- w końcu to jej tort. Moja rola ograniczyła się tylko do upieczenia ciasta i zrobienia masy. Pyza oczywiście była niezadowolona ze starań matki, Pyza marudziła niemiłosiernie, że to najgorszy tort i pewnie najgorsze jej urodziny. Wczoraj o 20.30 kiedy położyła się do łóżka powiedziała cicho- mamo to była najlepsza imprezka i tort był pyszny. Po czym zawinęła się w kłębek jak kociak i zasnęła zmęczona.

Cóż w byciu matką są jednak czasem i wzloty :)

Ciasto na tort z tego przepisu:http://zkotlababylucy.blox.pl/2013/04/biszkopt-rzucany.html

Przepis na krem z tej strony:http://abcmojejkuchni.blogspot.com/2012/11/tort-kakaowo-orzechowy-z-masa-kawowa.html

 tort

Masa:

1litr mleka 3,2%

7 łyżek mąki pszennej - u mnie tortowa

7 łyżek mąki ziemniaczanej

8 łyżek cukru

200 g masła

5 łyżek kawy rozpuszczonej w 2 łyżkach wrzątku

można dodać jeszcze 2-3 łyżki spirytusu ale mój tort był dla dzieci więc to pominęłam

pół laski wanilii

 

Pół litra mleka zagotować z cukrem i przeciętą laską wanilii, do pozostałego mleka wsypać obie mąki i dobrze wymieszać. Ja żeby uniknąć grudek przelałam płyn przez gęste siteczko. Kiedy mleko zawrze wyjmujemy wanilię i wlewamy mieszankę mleczno-mączną. Gotujemy całość do zgęstnienia - powinno stracić smak surowej mąki. Odstawiamy do wychłodzenia.

Pamiętajmy, żeby masa budyniowa i masło miały tę samą temperaturę.

Do miski wkładamy miękkie masło i ucieramy je na puch. Potem dodajemy po jednej łyżce masę budyniową. Zmiksowaną masę dzielimy i 1/4 odkładamy do miseczki. Pozostałą masę dalej ucieramy z rozpuszczoną kawą.

Do tortu:

poncz:

1 szklanka mocnej herbaty - u mnie karmelowa

sok z pół cytryny

2 łyżeczki cukru

 

dżem jagodowy

kolorowe drażetki, pisaki cukiernicze

 tort

 

Biszkopt dzielimy na trzy placki. Nasączamy każdy z nich ponczem, smarujemy dżemem jagodowym i kładziemy połowę masy kawowej,na to znów biszkopt + poncz + dżem+ masa kawowa i zmów biszkopt + poncz + białą masa, którą dekorujemy również boki tortu. Dekorację z drażetek najlepiej zrobić godzinę przed podaniem tortu ponieważ mają tendencję do puszczania kolorów.

 

 



Tagi: biszkopt tort
13:02, babaluca1 , ciasta
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u