różności

czwartek, 09 stycznia 2014

Najlepiej lubię prezenty kulinarne: książki, wszelkiej maści przydasie, garnki i rzeczy do jedzenia. Na święta dostałam od moich Kaszubiaczków paczkę z suszonymi pomidorami z czosnkiem i bazylią. Prezent o zachwycającym smaku i wyglądzie. Chciałam go jakoś godnie wykorzystać, pokazać światu, że są takie pyszne rzeczy  bez glutaminianów, jakoś żal było trzymać to cudo tylko dla nas. No i zaprosili nas przyjaciele na imprezę do swojego domu, który mimo, że jest 15 minut jazdy samochodem od dużego miasta to stoi na środku wielkiego pola, gdzie szwendają się sarny i bażanty. Domu, w którym zawsze odpoczywam patrząc przez wielkie okno na świat, w którym sufit zdaje się nie mieć końca, a w kąciku obok chomika można snuć marzenia, wypłakać oczy ze śmiechu lub położyć serce na dłoń, żeby ktoś je pocieszył. Od przyjaciół do przyjaciół, z Kaszub w królewskie Chęciny powędrowały przez moje ręce pomidory otulając jak pierzynką serowe kulki. Ja i Pyzy przy produkcji kulek zajadałyśmy się co bardziej nieudanymi egzemplarzami, Młody kręcił trochę nosem, że za ostre. Impezowiczom smakowały. Przepis bardzo prosty, szybki i smaczny.

kulki serowe

1 opakowanie sera Feta 270 g (chyba :)

1 kostka sera białego - ja miałam półtłusty 250 g

sól, pieprz,

ja użyłam suszonych pomidorów z bazylią i czosnkiem oraz czerwonej i zielonej czubrycy wymieszanej z ziołami prowansalskimi.

Kiedyś na śniadaniu po Pyzy komunii robiłam kulki z zieloną czubrycą wymieszaną z zieloną pietruszką i  szczypiorkiem.  Myślę, ze można kulki otoczyć w tym co nam bardzo smakuje: orzechach, pistacjach, curry, papryce.

 

Oba sery dobrze razem mieszamy - ja w malakserze, potem doprawiamy odrobiną soli - uwaga bo feta jest już słona, pieprzu. Potem przy pomocy łyżeczki formujemy małe kulki, które otaczamy w posypkach. Wkładamy je potem do lodówki i potem można zajadać.

kulki serowe

poniedziałek, 28 października 2013

Na urodziny życzyłabym sobie, żeby czas trochę zwolnił, żeby się tak rozciągnął co by go wystarczyło i dla dzieci i dla Młodego i dla mnie i na pracę nawet. Na razie jednak czas pędzi a ja żyję w ciągłych dylematach. Wracam biegiem z pracy, w domu dzieci stwierdzają, że grozi im śmierć głodowa, na całe szczęście są tylko trzy więc hałasu robią tyle co średniej wielkości oddział tatarskiej jazdy. I tu pojawia się mój przyjaciel Pan Dylemat - zrobić dzieciom szybką zupę na kostce rosołowej - przeczekać jakoś te parę minut i mieć chwilę ciszy przerywaną radosnym siorpnięciem tudzież narazić się na zarzut znęcania się nad własnymi pociechami i przygotować długogotujący się kawałek zdrowej kury bez konserwantu, śladu antybiotyku itd. Ot dylematy matki: zdrowo czy szybko ? cicho czy głośno?, opieka społeczna lub alergolog ? (po tych wszystkich kostkowych składnikach). I wiecie co znalazłam złoty środek - domową kostkę bulionową, przygotowaną na prawdziwych warzywach, mięsie zdrowej kury no i błyskawiczną. Trochę miałam obawy co do przechowywania ale używam jej od miesiąca i dalej świetnie pachnie, smakuje prawdziwym rosołem. Polecam serdecznie.

Przepis z jednego z moich ulubionych blogów:http://www.chillibite.pl/2013/09/domowa-kostka-rosoowa-warzywna-lub.html z moimi małymi zmianami

 pasta

3 liście laurowe
5 ziaren ziela angielskiego
10 ziaren kolendry
10 ziaren czarnego pieprzu
100g cebuli
pół łyżeczki suszonego korzenia lubczyku
30g liści świeżego lubczyku
pęczek natki pietruszki

350g mięsa kury - takiej prawdziwej, wiejskiej
200 g mięsa kaczki

200g mięsa z podudzi kurczaka
200g marchwi
100g selera
100g korzenia pietruszki
10g czosnku
250g soli morskiej
150g wody

Wszystkie przyprawy musimy wrzucić do młynka lub moździerza i dokładnie zmielić. Cebulę obieramy, kroimy na plastry i opiekamy nad ogniem.

Lubczyk i pietruszkę drobniutko siekamy - jeśli nie macie świeżego lubczyku można wykorzystać suszony - nie warto pozbywać się go ze składników bo nadaje całości niesamowity aromat.

Mięsa myjemy, kroimy i mielimy w maszynce dwukrotnie, warzywa obieramy i ścieramy na drobnych oczkach - ja w malakserze.

Wszystkie części naszej kostki wkładamy do garnka o grubym dnie - dolewamy wodę, wsypujemy sól. Gotujemy chwilę pod przykryciem a potem na maleńkim ogniu mieszamy często by odparowało jak najwięcej wody i nic nie przywarło do dna - trwało to u mnie ok. 1 godziny. Pasta powinna wyjść gęsta - można jeszcze ją dodatkowo zmiksować by była zwarta i bez grudek. Przechowujemy ją w lodówce. Do zrobienia szybkiej ogórkowej wystarczą 2 łyżeczki tego cuda.

pasta


wtorek, 16 lipca 2013

Przepis na ten ser odkryłam kilka lat temu na Wielkim Żarciu i od razu podbił moje serce i kubki smakowe. To świetny sposób na spożytkowanie większej ilości sera, super smakuje na imprezach grillowych, pyszne z bagietką, którą zanurzamy w pachnący olej. Przepis ze szczególną dedykacją dla tych, którzy w ostatni wekend otwarli przed nami swoje domy, a my w zamian za to otworzyliśmy słoiczki z tymże serem.

Przepis pochodzi z tej strony a ja go zmieniłam po swojemu http://www.wielkiezarcie.com/recipe29480.html

ser marynowany

  • 1/2 szklanki posiekanej cebuli
  • 3 drobno posiekane ząbki czosnku
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 4 łyżki posiekanej zielonej pietruszki
  • 25 dag sera żółtego - ostatnio miałam mazurski ale robiłam z goudy i kilku innych rodzajów i było równie dobre
  • 3/4 szklanki  oleju rzepakowego z pierwszego tłoczenia
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 1/4 łyżeczki kolorowego zmielonego pieprzu
  • 0,5 łyżeczki zielonej czubrycy

ser marynowany

Ser kroimy najpierw w plastry a potem w kostkę. Drobno pokrojoną cebulkę mieszamy z posiekanym czosnkiem, solą, czubrycą, pietruszką. Do oleju wlewamy ocet, dodajemy sól, pieprz. W słoiku lub innym pojemniku układamy warstwami ser i mix cebulkowy. Zalewamy olejem i zakręcamy wieczko. Trzeba odczekać przynajmniej 4-5 dni na konsumpcję ale naprawdę warto. Polecam serdecznie.

 

Tagi: ser
20:03, babaluca1 , różności
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 maja 2013

Są takie potrawy, które często gotujemy lub pieczemy tylko raz w roku. Na święta, na wyjątkowe okazje lub dla wyjątkowych gości, przed którymi otwieramy nasze domy i nasze serca. U mnie należą do nich piernik staropolski, makowce mojej mamy, sernik biały puch i pasztet. Smak tego pasztetu nieodparcie wiąże się z moim dzieciństwem, kiedy była to jedna z nielicznych potraw, które wówczas jadałam. Dziś jem prawie wszystko, ale jego smak na kromce świeżo upieczonego chleba wywołuje od razu szereg cudownych wspomnień pełnego beztroski czasu. Teraz przygotowałam go na pierwszą komunię Pyzy. Smakował tak samo pysznie jak kiedyś.

pasztet

1 kg karkówki lub łopatki

0,5 kg mięsa drobiowego - u mnie pierś

0,5 kg mięsa wołowego

0,5 kg wędzonego boczku lub wędzonego podgarla

0,4 kg wątróbki

4 jajka

2 czerstwe kajzerki

1 marchewka

3 cebule

1 pietruszka

kawałek selera

kilka ziarenek pieprzu w ziarnach

5 ziaren angielskich

3 liście laurowe

pół łyżeczki mielonego pieprzu

1 łyżka przyprawy MAGGI

3/4 łyżki soli

ćwierć łyżeczki korzenia lubczyku

szczypta gałki muszkatałowej

 pasztet

Mięso myjemy, wkładamy do dużego gara oprócz wątróbki, dodajemy oczyszczone warzywa, ziarna ziela angielskiego i pieprzu. Zalewamy zimną wodą ustawiamy na małym ogniu i pyrkamy całość ok. 3-4 godzin aż mięso będzie miękkie. Po tym czasie wyciągamy mięso z wywaru wraz z warzywami, przekładamy na durszlak i odstawiamy do wychłodzenia. Oczyszczoną wątróbkę smażymy na łyżce oleju i odstawiamy. Wywarem z mięsa - 1 szklanka zalewamy bułki i odstawiamy do napęcznienia. Chłodne mięsa i warzywa przepuszczamy przez maszynkę wraz z bułkami. Doprawiamy solą, pieprzem, lubczykiem i gałką, wlewamy łyżkę MAGGI, wbijamy jajka i całość dokładnie mieszamy. Masa powinna być jednorodna i pulchna. Przygotowujemy albo jedna kwadratową blachę lub dwie keksówki, wykładamy je papierem do pieczenia i przekładamy do nich masę mięsną. Wkładamy do rozgrzanego do 180 st. C piekarnika i pieczemy ok. 1,5 godziny. Odstawiamy do wystudzenia. Potem kroimy i dzielimy się z tymi, którzy zaszczycą nas swoją obecnością przy stole. Polecam serdecznie.

pasztet



wtorek, 14 maja 2013

Wiem, wiem, że prawie każdy szanujący się bloger już tę roladę ma w swoich przepisach. Trudno się dziwić bo jest prosta do zrobienia i naprawdę pyszna. U mnie stanowiła jeden z elementów komunijnego menu- smakowała gościom i na ich prośbę podaję przepis. W mojej kuchni ta rolada będzie gościć na pewno częściej - połączenie szpinaku, ryby i sera uważam za prawie doskonałe. Jeśli jeszcze nie próbowaliście tej pyszności to zakasajcie rękawy i do dzieła. Polecam serdecznie każdemu.

Przepis pochodzi z tej strony:http://smaacznykasek.blogspot.com/2013/04/rolada-szpinakowa-z-ososiem.html

rolada szpinakowo-łososiowa

30dkg mrożonego szpinaku - u mnie w brykiecie

4 duże jajka

200 g wędzonego łososia

3 ząbki czosnku

pół łyżki masła

2 serki typu almette - mogą być śmietankowe lub smakowe

zielona czubryca, sól, pieprz

 

Rozgrzewamy na patelni masło, wrzucamy szpinak i smażymy na małym ogniu do rozmrożenia. Potem wciskamy praską 2 ząbki czosnku i smażymy aż odparuje się nadmiar wody - masa powinna być zwarta. Doprawiamy solą i pieprzem i odstawiamy do ostudzeni. Kiedy szpinak osiągnie właściwą - pokojową temperaturę oddzielamy białka od żółtek. Białka ubijamy w misce na sztywną pianę natomiast żółtka lądują w szpinaku, gdzie trzeba je ładnie połączyć. Do ubitej piany bardzo delikatnie dodajemy szpinakową masę i mieszamy - ja metalową rózgą. Papierem do pieczenia wykładamy blachę z piekarnika - ta z wyposażenia i cienką warstwą rozsmarowujemy masę. Pieczemy w 170 st. C ok. 12-15 minut. Potem wyjmujemy go z piekarnika i odstawiamy do wystudzenia. W tym czasie przygotowujemy farsz: serki wrzucamy do większej miski, wciskamy czosnek przeciśnięty przez praskę, zieloną czubrycę ew. sól i pieprz. Na zimnym placku rozmarowujemy masę serkową. Na niej układamy plastry łososia. Zawijamy od dłuższego boku pomagając sobie papierem do pieczenia. Roladę warto jest owinąć folią do żywności i włożyć na noc do lodówki. Po tym czasie odwijamy ją z folii i kroimy na plastry.

rolada szpinakowo-łososiowa

środa, 20 lutego 2013

Pyza kaszle i to tak, jak nie kasłała jeszcze nigdy. Średnio co 20 sekund ma napad suchego, dławiącego kaszlu. Nie działają żadne supreminy, dexapini ani inhalacje. Mała kaszle jak silnik piętnastoletniego małego fiata 126p. Zrobiłam jej więc miksturę z babcinego przepisu. Po 15 minutach przestała kasłać i zasnęła. Pewnie wszystko pomogło po części, ale myślę, że ten napój był tzw kropką nad i. Mam nadzieję, że nie będziecie go potrzebować, ale jeśli przydarzyłby się Wam paskudny suchy kaszel wypróbujcie go koniecznie.

napój majerankowy

1 łyżeczka suchego majeranku

1 szklanka wrzątku

1 łyżeczka miodu.

 

Majeranek wsypujemy do szklanki i zalewamy wrzątkiem, przykrywamy spodeczkiem i czekamy 10 minut. Odcedzamy do kubeczka dodajemy łyżeczkę miodu, mieszamy i pijemy.

poniedziałek, 04 lutego 2013

Nie wiem jak Wy ale ja na widok tzw. wędliny sklepowej dostaję gęsiej skórki. Wszystko tak ładnie wygląda zza szyby lady, różowiutkie szyneczki, owędzone kiełbaski. Tylko, że kiedy przyniosę te cuda do domu czar pryska. Jakieś to wszystko papierowo-plastikowe, po trzech dniach robi się śliskie, lepkie. Myślę,że takaż wędlina po tygodniowym pobycie w lodówce może być w stanie zjeść jej zawartość, lub wynieść rzeczoną lodówkę z domu. Tak jak od pewnego czasu zaczełam piec w domu chleb tak teraz przyszła kolej na wędliny. Na pierwszy rzut poszedł boczuś, przepis z Wielkiego Żarcia z moimi zmianami http://www.wielkiezarcie.com/recipe7604.html, bardzo, bardzo smaczna kombinacja boczku i karkówki. Wiem, że kalorie i cholesterole ale przynajmniej bez wypełniaczy,  i tego całego chemicznego dobrodziejstwa. Polecam serdecznie. Do zdjęcia niestety stał się tylko kawałeczek.

boczuś

 

 0,75 kg boczku - surowego  w miarę chudego

0,75 kg  karkówki

 2ząbki czosnku

 1 szklanka mleka

  natka zielonej pietruszki - 4-5 stołowych łyżek

  sól, pieprz do smaku

1/4 łyżeczki korzenia lubczyka

 

Boczek przekręcamy przez maszynkę od mięsa, potem przekręcamy mięso, mieszamy w misce, dodajemy posiekany drobno czosnek, przyprawy, mleko i pietruszkę. Całość dobrze wyrabiamy. Ja piekłam boczuś w naczyniu żaroodpornym - nie trzeba go wcześniej smarować tłuszczem. Naczynie, w którym będzie się piekł boczek przykrywamy folią i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C. Na 90 minut, po godzinie zdejmujemy ostrożnie folię - uwaga parzy - i dopiekamy, aby wierzch się ładnie zrumienił  - ok. 30 minut. Boczek powinien się sporo skurczyć - no i zostanie nam sporo tłuszczyku w naczyniu - dlatego po upieczeniu delikatnie przekładamy boczuś na talerz i czekamy aż ostygnie. Smacznego!

boczuś

czwartek, 20 grudnia 2012

Piernik staropolski smakuje wybornie, kiedy jest przełożony właśnie tą masą. Autorką przepisu jest Alidab a tu link http://www.wielkiezarcie.com/recipe21645.html

Ja rezygnuję z dodawania żółtka do masy bo jakoś mam opory przed surowym jajkiem w masie :)

 

1 szklanka cukru pudru
8-10 łyżek mleka - u mnie zawsze 10 lub 11 wtedy masa łatwiej się rozsmarowuje
25 dkg zmielonych orzechów włoskich lub laskowych

1 żółtko (pomijam)
1 łyzka masła
trochę spirytusu - ok. 1 łyżki stołowej

MASA ORZECHOWA

Cukier, mleko i orzechy zagotować, trzeba mieszać bo lubi się przypalić. Zestawić z ognia dodać masło, żółtko dobrze wymieszać, potem wlać spirytus i jeszcze raz pomieszać.

Jedna porcja tej masy wystarczy na przełożenie jednego piernika staropolskiego.

Warto każdy placek posmarować powidłem z czekoladą (duży słoik powideł 0,5 l + pół gorzkiej czekolady podgrzać by wszystko się upłynniło i wymieszało) i potem smarować masą orzechową - instrukcja tutaj: http://zkotlababylucy.blox.pl/2012/12/dobre-rady-na-pierniczenie.html

tu przepis na piernik http://zkotlababylucy.blox.pl/2012/11/piernik-staropolski-czterotygodniowy.html

niedziela, 25 listopada 2012

Jestem fanką wszelakiego rodzaju placków, racuchów, naleśników. Połączenie jajek, mleka i mąki usmażone na patelni wywołują u mnie ślinotok połączony z szybszym biciem serca. Mamy też zwyczaj na niedzielny kolacjo-podwieczorek zjeść coś w ten deseń. Dzisiejsze placuszki powaliły mnie na kolana swoją delikatnością, puszystością bez grama proszku czy sody, takie małe obłoczki. Dla mnie od dziś zdecydowany numer jeden. Spróbujcie koniecznie.

 

wyśmienite placuszki

4 jajka

100 gram mąki pszennej

150 gram kwaśnej śmietany - u mnie 18%

2 łyżki cukru

 

Oddzielić białka od żółtek, białka ubić na sztywno. żółtka wymieszać ze śmietaną, cukrem a potem z mąką. Dodać pianę i delikatnie wymieszać. Smażyć placuszki na teflonowej patelni bez tłuszczu. Pyszne z dżemem lub miodem. Z tej porcji ciasta wychodzi ok. 16 placuszków.

 

wyśmienite placuszki

środa, 21 listopada 2012

Kiedy znalazłam ten przepis na rosyjskim forum SAY7 nie mogłam się powstrzymać od jego natychmiastowego wykonania. Efekt mnie zupełnie poraził, placuszki nie mają w sobie ani grama mąki, rozpływają się w ustach, są aksamitne i delikatne i nikt nie pozna, że w środku są płatki owsiane, kasza manna i tyyle kefiru.

1 szklanka kaszy manny

1 szklanka płatków owsianych błyskawicznych

500 ml kefiru lub jogurtu

2 łyżki cukru

trzy jajka

pół łyżeczki sody

szczypta soli

trzy łyżki oleju

 

 

Mieszamy płatki i kaszkę, zalewamy kefirem i odstawiamy na przynajmniej dwie godziny. Polecam mieszankę zrobić wieczorem a resztę dokończyć rano, wtedy pyszne śniadanko gotowe w 15 minut. Kiedy nasza mieszanka odstoi swój czas wbijamy do niej jajka i energicznie mieszamy do uzyskania jednolitej masy, wsypujemy cukier, sodę, sól i olej i jeszcze raz mieszamy całość. Placuszki smażymy na suchej patelni do zrumienienia. Ja smażyłam jednocześnie po cztery sztuki. Placuszków wyszło 16 i tyle ich widzieli. Zdrowe, pełne błonnika i niewidzialnej owsianki. Zróbcie koniecznie.

 



 



 



 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Durszlak.pl Liczniki na stonę Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów stat4u